23.10.2022, 14:08 ✶
- Będę milczeć jak grób - obiecała. Przy jej rozgadaniu mogło to brzmieć wręcz śmiesznie. Może nawet celowo tak to ujęła.
Brenna nie była pewna, ile sensu ma jej historia. Niekoniecznie też miała morał. Ale dość dobrze pokazywała, że widmowidzenie czasem mogło być obciążeniem i wywoływał rezygnację. Wtedy, jako mała dziewczynka, która wyśniła sobie przyjaciela i dowiedziała się, że zmarł, nim go poznała, była przytłoczona. Oddałaby wiele, aby moc, jaką odziedziczyła przeskokiem, pokazywała przyszłość, nie przeszłość.
Teraz jednak nie żałowała. Zwłaszcza obserwując Moody.
Zdążyła zjeść większość swojej sałatki i może dobrze, bo kiedy ta zaczęła mówić, Brenna odłożyła widelec, całą swoją uwagę skupiając na rozmówczyni. Pochyliła się lekko w jej kierunku, aby ta nie musiała podnosić głosu, bo z jednej strony była to prywatna sprawa, a z drugiej mogło zboczyć na tematy, których nie powinien podsłuchać nikt niepowołany.
"Coś". Opis mógłby sfrustrować kogoś, kto nie miał nigdy do czynienia z wizjami. Brenna jednak tylko przygryzła wargę, bo miała mniej więcej pojęcie, że wyraźny obraz, to coś, czego możesz oczekiwać w mugolskiej telewizji, a przecież i tam nie ma koloru... Czasem widziałeś wszystko ze zdumiewającą precyzją, czasem były tylko dźwięki i mgliste obrazy, czasem samo uczucie. A czasem magia płatała ci figla i na moment wpadałeś w panikę, bo dosłownie ślepłeś.
- Kawiarnię, piętnastego otwarcie, zapraszamy - rzuciła, dość nieuważnie, najpierw odpowiedź na ostatnie pytanie, choć jej myśli krążyły teraz wokół tego, o czym wspomniała Zeneida. Nic dziwnego, że sprawiała wrażenie niewyspanej i zmęczonej, skoro sny przynosiły ze sobą paskudne przeczucia, a przebudzenie świadomość, że koszmar nie był tylko koszmarem.
- To było tylko przeczucie, czy może jakiś obraz, dźwięk, cokolwiek, co sugerowałoby czas, miejsce, osobę? - spytała powoli, bo niby nie chciała być natrętna, ale ciężko było nie zadać takiego pytania. Jeśli dotyczyło to Zakonu Feniksa jako ogółu, to tutaj nie potrzebowali nawet jasnowidzów, by wiedzieć, że grozi im niebezpieczeństwo: pisali się na ryzykowanie głową i to nawet pogodną zwykle Brennę napełniało pewną ponurą świadomością nieuchronności.
Niezbyt dziwiło ją jednak, jeżeli Zeneida nie mogła powiedzieć niczego więcej. Talent do jasnowidzenia zawsze zdawał się Brennie bardziej kapryśny niż inne odmiany Trzeciego Oka.
Brenna nie była pewna, ile sensu ma jej historia. Niekoniecznie też miała morał. Ale dość dobrze pokazywała, że widmowidzenie czasem mogło być obciążeniem i wywoływał rezygnację. Wtedy, jako mała dziewczynka, która wyśniła sobie przyjaciela i dowiedziała się, że zmarł, nim go poznała, była przytłoczona. Oddałaby wiele, aby moc, jaką odziedziczyła przeskokiem, pokazywała przyszłość, nie przeszłość.
Teraz jednak nie żałowała. Zwłaszcza obserwując Moody.
Zdążyła zjeść większość swojej sałatki i może dobrze, bo kiedy ta zaczęła mówić, Brenna odłożyła widelec, całą swoją uwagę skupiając na rozmówczyni. Pochyliła się lekko w jej kierunku, aby ta nie musiała podnosić głosu, bo z jednej strony była to prywatna sprawa, a z drugiej mogło zboczyć na tematy, których nie powinien podsłuchać nikt niepowołany.
"Coś". Opis mógłby sfrustrować kogoś, kto nie miał nigdy do czynienia z wizjami. Brenna jednak tylko przygryzła wargę, bo miała mniej więcej pojęcie, że wyraźny obraz, to coś, czego możesz oczekiwać w mugolskiej telewizji, a przecież i tam nie ma koloru... Czasem widziałeś wszystko ze zdumiewającą precyzją, czasem były tylko dźwięki i mgliste obrazy, czasem samo uczucie. A czasem magia płatała ci figla i na moment wpadałeś w panikę, bo dosłownie ślepłeś.
- Kawiarnię, piętnastego otwarcie, zapraszamy - rzuciła, dość nieuważnie, najpierw odpowiedź na ostatnie pytanie, choć jej myśli krążyły teraz wokół tego, o czym wspomniała Zeneida. Nic dziwnego, że sprawiała wrażenie niewyspanej i zmęczonej, skoro sny przynosiły ze sobą paskudne przeczucia, a przebudzenie świadomość, że koszmar nie był tylko koszmarem.
- To było tylko przeczucie, czy może jakiś obraz, dźwięk, cokolwiek, co sugerowałoby czas, miejsce, osobę? - spytała powoli, bo niby nie chciała być natrętna, ale ciężko było nie zadać takiego pytania. Jeśli dotyczyło to Zakonu Feniksa jako ogółu, to tutaj nie potrzebowali nawet jasnowidzów, by wiedzieć, że grozi im niebezpieczeństwo: pisali się na ryzykowanie głową i to nawet pogodną zwykle Brennę napełniało pewną ponurą świadomością nieuchronności.
Niezbyt dziwiło ją jednak, jeżeli Zeneida nie mogła powiedzieć niczego więcej. Talent do jasnowidzenia zawsze zdawał się Brennie bardziej kapryśny niż inne odmiany Trzeciego Oka.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.