Nie miała zielonego pojęcia ile pięter przeszli, ile schodów przemierzyli, właściwie dlaczego nie skorzystali z windy? Tego również nie wiedziała. Byli w tym wszystkim jednak naprawdę dzielni, ona starała się nie narzekać przy każdym mijanym gabinecie, który okazywał się nie być tym właściwym, a mogłaby to zrobić. Zdecydowanie wolała biegać po lasach, niż po takich wielkich molochach. Nie zawsze jednak można było wybierać miejsce, w którym musiało się znaleźć. Dzisiaj był właśnie jeden z takich dni, odbije to sobie jutro spędzając cały dzień w lesie. Tak - nic na pewno nie będzie mogło wpłynąć na ten jakże sprytny plan.
Stukot jej ciężkich butów dość głośno roznosił się po coraz bardziej pustych korytarzach. Najwyraźniej nie była to najbardziej oblegana godzina na wizyty w ministerstwie. Mogła jedynie podejrzewać, że większość urzędników odliczała już ostatnie minuty do końca swojej pracy, tak naprawdę to im się nie dziwiła. Musiało tu być okropnie nudno, nie miała pojęcia, jakim cudem ludzie tutaj pracowali, często przez całe swoje życie. Ona nie dałaby się zamknąć w takim miejscu, zresztą miała nawet niewielkie doświadczenie, zaliczyła staż tuz po Hogwarcie, co tylko upewniło ją w tym, że podjęła słuszną decyzję pracując dla swojej rodziny, gdzie sama sobie była szefem.
Ścisnęła mocniej dłoń Ambroise'a, powoli przestawała się już rozglądać i liczyła raczej na jego umiejętności poznawcze, bo nie służyła jej obecność w tym miejscu, była rozproszona, sama nie wiedziała dlaczego. Nie spotkali w między czasie nikogo znajomego, mimo tego, że przecież wiele osób, które kojarzyli było tutaj zatrudnionych, cóż - nie był to ich szczęśliwy dzień, być może mogliby znaleźć jakieś wsparcie.
- Jak tak dalej pójdzie to zaraz stąd wyjdziemy. - Rzuciła cicho, bo była bliska poddania się, naprawdę nie miała siły na więcej.