Cepheus westchnął głęboko, tak ciężko, że dźwięk ten odbił się echem od chłodnych ścian jego gabinetu, przetarł zmęczone powieki i poprawił swoje potwornie grube okulary, w których szkła przypominały denka od butelek. Przez moment widział własne odbicie w mosiężnym kałamarzu, było zniekształcone, groteskowe, z ogromnymi oczami, które wydawały mu się martwe i wcale nie ożywiły się, gdy usłyszał pukanie, przeciwnie, mężczyzna opuścił wzrok na biurko, jakby chciał zniknąć wśród sterty dokumentów.
- Proszę wejść. - Powiedział tonem pozbawionym emocji, niemal mechanicznie, dbając o to, by był to głos urzędnika, nie człowieka. Drzwi skrzypnęły, a do środka weszła para młodych czarodziejów. Zdecydowanie zbyt wysoka, jak na tak ciasny gabinet, co od razu zauważył. Spojrzenie Cepheusa spoczęło najpierw na kobiecie, wysokiej, umięśnionej, jasnowłosej, o twarzy, którą znał aż za dobrze. Black zmarszczył brwi i, z obawą graniczącą z rezygnacją, poprawił swoje wyjątkowo grube okulary, w razie, gdyby wzrok go mylił. Szkła, przypominające denka od butelek, nasunięte jeszcze bardziej na nos, powiększyły jego oczy do nienaturalnych rozmiarów. Nie, nie miał omamów. Serce zabiło mu szybciej, a gardło zaschło, przełknął ślinę, próbując zachować pozory spokoju, lecz dłonie zdradzały nerwowe napięcie.
- Panno... - Zaczął, ale słowo ugrzęzło mu w gardle. - Proszę usiąść. - Jego wzrok przeniósł się na mężczyznę u jej boku, rejestrując to, jak bardzo był wysoki i postawny. Jegomość miał szerokie ramiona i patrzył na Blacka z lekko wyniosłym uśmiechem, który... Cóż. Tak, jego też Cepheus poznał, co gorsza, Ambroise Greengrass wyglądał jak ktoś, kto był pewien swojej pozycji, a w oczach miał coś, co kazało urzędnikowi po raz drugi przełknąć ślinę. Wiedział już, że ta wizyta nie będzie należała do zwyczajnych.
- W czym mogę państwu pomóc? - Zapytał chłodno, starając się, by jego głos nie zdradził emocji, mimo tego, że nadal z niezbyt dużym entuzjazmem przyglądał się Greengrassowi i... jej, Geraldine Yaxley, Cepheus znów przełknął ślinę, tym razem boleśnie, w jego żołądku narastało natomiast nieprzyjemne uczucie. Wewnętrznie był już pewien, że to będzie bardzo, bardzo długi koniec dnia.