• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 16 Dalej »
[koniec lipca 1971] mourning doves || Ambroise & Cornelius

[koniec lipca 1971] mourning doves || Ambroise & Cornelius
Bloody brilliant
Soft idiot, a sappy motherfucker, a sentimental bastard if you will
wiek
33
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Wysoki, bo 192 centymetry wzrostu, postawny, dobrze zbudowany mężczyzna. Czarnowłosy. Niebieskooki. Ma częściową heterochromię w lewym oku - plamę brązu u góry tęczówki. Na jego twarzy można dostrzec kilka blizn. Jedna z nich biegnie wzdłuż lewego policzka, lekko zniekształcając jego rysy, co nadaje mu surowy wygląd, mimo to drobne zmarszczki w kącikach oczu zdradzają, że często się uśmiecha lub śmieje. Inna blizna, mniejsza, znajduje się na czole. Ma liczne pieprzyki na całym ciele. Elegancko ubrany. Zadbany. Bardzo dobrze się prezentuje.

Cornelius Lestrange
#4
18.10.2025, 01:09  ✶  

Cornelius przyglądał się przyjacielowi przez dłuższą chwilę, zanim w ogóle się odezwał, bez słowa, bez żadnego z tych drobnych komentarzy, które zwykle przychodziły mu naturalnie. Widział, jak Roise siedzi w tym samym miejscu, w tej samej pozycji, niemal jak część krajobrazu, nieruchomy, odcięty od wszystkiego, co mogło jeszcze poruszać, czuć, żyć. Wiedział, że był to widok, którego nie dało się oswoić, nawet po tygodniach. Nie chciał przerywać, choć przecież nie padło żadne słowo, cisza między nimi miała wagę ołowiu, a jej ciężar zdawał się osiadać w powietrzu tak samo gęsto, jak poranna mgła. Mógłby powiedzieć, że cieszył go ten zastany widok, Ambroise wreszcie wyszedł z czterech ścian, wreszcie nie wyglądał jak ktoś, kto zapomniał, jak oddychać, ale to byłoby kłamstwo. Nie cieszyło go nic z tego, co widział, bo znał go zbyt dobrze, widział nie tyle spokój, co rezygnację, nie odpoczynek, a zamrożenie, nie kontemplację,  a pustkę. Mimo to, uśmiechnął się leciutko, zanim ruszył po deskach tarasowych, bo to zawsze był jakiś krok, pierwszy i drobny, lecz jakiś.

Lestrange stanął oparty o balustradę, ręce miał skrzyżowane, wzrok spuszczony ku dolinie, po której leniwie unosiła się poranna mgła. Corio nie był człowiekiem, który z łatwością okazywał troskę, a już na pewno nie wprost, zazwyczaj wystarczał mu ironiczny komentarz, lekkie szturchnięcie słowem, teraz jednak to wszystko byłoby nie na miejscu, Roise nie potrzebował ironii, tylko powrotu do siebie, tego samego człowieka, którego Cornelius pamiętał jeszcze sprzed kilku miesięcy, upartego, pewnego, złośliwego, ale pełnego życia. Tego, którego obecnie trudno było dostrzec, nawet w cieniu, a on zbyt dobrze znał ten stan, moment, w którym człowiek zaczynał udawać, że jeszcze miał kontrolę, kiedy już dawno ją utracił. Lestrange widział to u wielu ludzi, teraz, w czasie wojny, i wcześniej, widział to i w sobie. Wiedział, jak trudno było się z tego wykaraskać, a jeszcze trudniej, przyjąć pomoc, dlatego nie naciskał, nie próbował zmuszać. Nie zamierzał go popędzać, nie tym razem, nie, gdy wiedział, że każdy dzień przynosił Ambroise’owi własne wnioski, jego milczenie miało ciężar, którego nie sposób było zignorować.

Właśnie dlatego Cornelius nie przychodził z gotowymi słowami, nie był od nich, nigdy nie potrafił leczyć niczyich ran gadaniem, ale był od trwania. A to, jak sądził, musiało wystarczyć, ale też wiedział, że nie mógł dłużej udawać, iż niczego nie zauważa, Roise wyglądał tak, jakby jego ciało wciąż tu było, lecz dusza dawno odeszła, utrzymywał pozory, to prawda, czytał, pisał, coś tam notował, lecz dla Corneliusa, który znał go od lat, te pozory były przezroczyste. Lestrange miał w sobie pewien rodzaj opanowania, które pozwalało mu nie reagować gwałtownie, obserwował przyjaciela więc spokojnie, z tą samą cierpliwością, z jaką dawniej przyglądał się pacjentom w Mungu. Choć Corio już nie był uzdrowicielem, nauczył się przez lata, że nie każde cierpienie wymagała natychmiastowej interwencji, czasem wystarczyła obecność, cicha i nienachalna, jednak dziś to milczenie zaczynało mu ciążyć, nie był z tych, którzy łatwo się poddają, ale nie potrafił już wmówić sobie, że samym uporem naprawi człowieka, który przestał wierzyć, że warto się naprawiać.

Cornelius przyglądał mu się z odległości, jaką zwykle zachowywał wobec tych, o których się martwił, palce zacisnął na poręczy balustrady, odruchowo, jakby próbował w ten sposób przelać część własnej kontroli na rzeczywistość wokół siebie. Kiedy tamten tylko kiwnął głową, niepewnie, Corio przesunął wzrok na dokumenty leżące na tarasie, udając zamyślenie, chociaż w rzeczywistości jego myśli krążyły nieustannie wokół obecnego stanu przyjaciela. Greengrass utracił tego człowieka, którego Lestrange znał od lat, jaki potrafił zaczynać dzień z ironicznym uśmiechem, złośliwym komentarzem, a kończyć go z głową pełną planów. Teraz patrzył na kogoś, kto z trudem potrafił podjąć decyzję o własnym śniadaniu. Nie pytał o to, co oczywiste, ale jego milczenie było cięższe niż słowa, widział, jak bardzo Ambroise zatracił orientację w życiu, i choć rozumiał potrzebę spokoju, wiedział też, że ten spokój łatwo mógł przerodzić się w otępienie.

- Śniadanie. - Spokojnie powtórzył. Palce Corneliusa mimowolnie drgnęły, gdy znów spojrzał na sylwetkę przyjaciela, który wciąż tkwił w tym stanie półświadomości i letargu. W jego oczach pojawiła się ulotna nuta bezsilności, wiedział, że nie mógł wziąć całej odpowiedzialności, nie mógł zmienić ani jednego bolesnego wyboru, ani przeszłości, ani decyzji, które doprowadziły do tej chwili. To „wiem” zabrzmiało jak rezygnacja, jak wszystko inne w ostatnim, niełatwym dla nikogo czasie. Corio skinął głową, choć Roise i tak tego nie dostrzegł, bo wpatrzony w swoje dokumenty, wcisnął palce w pergamin, jakby usiłował wyciągnąć z niego sens życia. Przez chwilę milczeli, wiatr przesunął się po liściach, zadrżały drobne kwiaty przy balustradzie, a gdzieś w dole przemknął cień ptaka, wszystko to wydawało się zbyt żywe w kontraście do człowieka, który siedział obok.

- Tak, miałem to w planach. Nadal mam, chciałem tylko zobaczyć, jak jest na dworze. - Corio skinął głową, gdy przyjaciel mrugnął i spojrzał w jego stronę, po chwili odchrząknął cicho, chcąc nadać wagi kolejnym słowom bez wtrącania emocji. Nie zamierzał namawiać towarzysza na coś, na co tamten wyraźnie nie miał ochoty. Odwrócił się w stronę ścieżki prowadzącej w górę, unosząc lekko brodę, by odgrodzić się od wątpliwości, które nadal krążyły w jego umyśle, pozwolił, by jego spojrzenie przyciągnęły zielone połacie lasu, wijące się gałęzie krzewów i mgła oplatająca drzewa.

- To, że wiesz, nic nie oznacza, nie wygląda, jakbyś zamierzał zrobić cokolwiek z tą wiedzą. - Powiedział w końcu, głos miał opanowany, ale niosący za sobą powagę i delikatną troskę. Nie wybrzmiewało w tym nakazanie, ani komentarz o jego stanie, to była zwykła, rzeczowa uwaga skierowana do kogoś, kto najwyraźniej o tym zapomniał. Nie chciał wyciągać wniosków, nie próbował odgadnąć wszystkiego, co działo się w głowie przyjaciela. Nie było w tym nadmiaru emocji, ani dramatyzmu, tylko troska ubrana w proste słowa, ostatnie, zanim wyszedł z domu, żeby spróbować ułożyć własne myśli na łonie natury, obaj mieli jeszcze sporo przed sobą, ale byli na dobrej drodze, przynajmniej tak sądził, pomimo wewnętrznych wątpliwości.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ambroise Greengrass-Yaxley (1765), Cornelius Lestrange (1560)




Wiadomości w tym wątku
[koniec lipca 1971] mourning doves || Ambroise & Cornelius - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 04.02.2025, 03:39
RE: [koniec lipca 1971] mourning doves || Ambroise & Cornelius - przez Cornelius Lestrange - 08.02.2025, 00:17
RE: [koniec lipca 1971] mourning doves || Ambroise & Cornelius - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 15.02.2025, 19:21
RE: [koniec lipca 1971] mourning doves || Ambroise & Cornelius - przez Cornelius Lestrange - 18.10.2025, 01:09

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa