22.02.2023, 00:08 ✶
Dziewczynka, nim odbiegła, rzuciła jeszcze Stelli urażone spojrzenie, jakby była niezadowolona z samej sugestii. Darcy za to pomyślał, że Avery mogła mieć rację. Ewentualnie…
- …może kot miał tak jej dość, że postanowił uciec na wolność – podsumował.
A potem jego mózg uległ chwilowemu zawieszeniu, niby maszyna, w której trybiki ktoś włożył coś, co na chwilę zatrzymało jej pracę. Stella była piękną kobietą, dokładnie w jego typie, ale urok willi dokładał swoje, nawet gdy ta nie próbowała go zastosować. (Gdyby użyła swego talentu, Darcy pewnie zamieniłby się w kamień albo wpadł na pomysł w rodzaju rzucenia się z dużej wysokości, żeby zrobić na niej wrażenie.) Gdy więc wzięła jego rękę, stał po prostu, nie od razu zdolny do wydobycia z siebie elokwentnej odpowiedzi. A przecież umiał ładnie się wyrażać – był dziennikarzem i pisarzem.
- Yyyy… tak… ręka. Apteka – powiedział w końcu z głupią miną, ale zaraz się otrząsnął. Prawie. – Proszę, to tędy – stwierdził, w rozpaczliwej próbie nie wyjścia na kompletnego kretyna. Wskazał na wyjście z alejki, niepewny, czy powinien ruszyć przodem, u jej boku czy może zaoferować ramię.
Zasadniczo, Lockhart całkiem lubił zwierzęta. Przynajmniej te małe i nieszkodliwe. Gdy jednak Stella oświadczyła, że ona nie jest ich fanką, gotów był przysięgać, że w sumie to nigdy za nimi nie przepadał.
- To prawda, są trochę nieprzewidywalne – zgodził się z nią, ruszając na główną aleję, gotów skierować swoje kroki ku najbliższej aptece. – Między innymi dlatego nie mam żadnych zwierząt. Muszę przyznać, że nie byłem też najlepszy w Opiece nad magicznymi stworzeniami w szkole. Moim zdaniem zresztą hipogryfy i tym podobne powinny żyć na wolności, nie wiem, po co czarodzieje mają się wtrącać – oświadczył z zapałem, gotów przysięgać, że zawszę był orędownikiem odgraniczenia świata ludzi i magicznej fauny. Chociaż do dziś nie poświęcił temu zbyt wiele myśli.
- …może kot miał tak jej dość, że postanowił uciec na wolność – podsumował.
A potem jego mózg uległ chwilowemu zawieszeniu, niby maszyna, w której trybiki ktoś włożył coś, co na chwilę zatrzymało jej pracę. Stella była piękną kobietą, dokładnie w jego typie, ale urok willi dokładał swoje, nawet gdy ta nie próbowała go zastosować. (Gdyby użyła swego talentu, Darcy pewnie zamieniłby się w kamień albo wpadł na pomysł w rodzaju rzucenia się z dużej wysokości, żeby zrobić na niej wrażenie.) Gdy więc wzięła jego rękę, stał po prostu, nie od razu zdolny do wydobycia z siebie elokwentnej odpowiedzi. A przecież umiał ładnie się wyrażać – był dziennikarzem i pisarzem.
- Yyyy… tak… ręka. Apteka – powiedział w końcu z głupią miną, ale zaraz się otrząsnął. Prawie. – Proszę, to tędy – stwierdził, w rozpaczliwej próbie nie wyjścia na kompletnego kretyna. Wskazał na wyjście z alejki, niepewny, czy powinien ruszyć przodem, u jej boku czy może zaoferować ramię.
Zasadniczo, Lockhart całkiem lubił zwierzęta. Przynajmniej te małe i nieszkodliwe. Gdy jednak Stella oświadczyła, że ona nie jest ich fanką, gotów był przysięgać, że w sumie to nigdy za nimi nie przepadał.
- To prawda, są trochę nieprzewidywalne – zgodził się z nią, ruszając na główną aleję, gotów skierować swoje kroki ku najbliższej aptece. – Między innymi dlatego nie mam żadnych zwierząt. Muszę przyznać, że nie byłem też najlepszy w Opiece nad magicznymi stworzeniami w szkole. Moim zdaniem zresztą hipogryfy i tym podobne powinny żyć na wolności, nie wiem, po co czarodzieje mają się wtrącać – oświadczył z zapałem, gotów przysięgać, że zawszę był orędownikiem odgraniczenia świata ludzi i magicznej fauny. Chociaż do dziś nie poświęcił temu zbyt wiele myśli.