19.10.2025, 21:37 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.10.2025, 21:37 przez Brenna Longbottom.)
– No nie wiem, czy ci ufać, jezioro całkiem blisko – odparła, wciąż trzymając się fal. Na moment nieco mocniej ścisnęła jego chłodną rękę, trudno powiedzieć, czy ot tak sobie, czy może ze względu na jego nastrój: nie to, że wydawał się w złym humorze, ale trochę się chyba obruszył. – I się nie wstydzę, ale panny młodej rzeczywiście nie chcę wkurzać, skoro ma pod ręką łuk.
Chociaż łuk podszedł w odstawkę, Ambroise zaś porwał gdzieś panną młodą, i Brenna przez ułamek sekundy zastanawiała się, czy nie wyniesie jej z ich własnego wesela. Podniosła się mniej więcej w tej samej chwili, co i inni, by wraz z tłumem przemieścić się dalej, tam gdzie miała mieć miejsce właściwa część uroczystości.
– No, no, widzę, że postanowili zadbać o to, żeby jakaś ciotka nie znalazła się w pobliżu kochanki swojego męża albo coś takiego – rzuciła, wprawdzie cicho, ale już na głos, gdy jej spojrzenie padło ku karteczkom przy stołach. Ich obecność wywoływała pewnie z jednej strony pewnego rodzaju zamieszanie, gdy wszyscy będą szukać swoich miejsc, z drugiej miała szansę pomóc w uniknięciu konfliktów, bo jakaś bardzo daleka krewna postanowi usiąść bliżej głównego stołu niż brat panny młodej…
Jeśli szło o nią, to rozglądała się przede wszystkim za Norą, jeszcze zanim spojrzała na to, gdzie zostali usadzeni. A gdy udało się jej ją dojrzeć, mruknęła Atreusowi, że chce się przywitać – co też zrobiła, a potem spytała, czy może dać Norze coś na przechowanie, bo jeszcze jej wypadnie z kieszeni. Tak, z pewną ulgą odnotowała, że przy stołach znalazły się punkty świetle, a ogniska nie płonęły tam, gdzie goście mieli zasiąść. Ale lepiej było nie ryzykować, chociaż ze swoją paranoją było jasne, że będzie sprawdzać regularnie, czy u Nory z tą torebką wszystko w porządku…
– Chcesz najpierw sprawdzić, koło kogo nas usadzono, czy zacząć od drinków? – spytała chwilę później Atreusa. – Tylko, mhm, jeśli w ogóle chcesz gdzieś posiedzieć blisko ognisk, to ja zostanę tutaj.
Bo tak jakby podczas Spalonej czymś mnie walnięto, i zdarzało mi się źle reagować na ogień, i byłam u specjalistki, i teraz jest trochę lepiej, ale Phil ostrzegała, że parę dni trzeba być jeszcze ostrożnym, zanim przejdzie całkiem, dokończyła za pomocą fal. Czy chciała się do tego przyznawać? Niekoniecznie. Chyba nikt poza Philippą i Dumbledorem nie wiedział, jak bardzo było źle. Ale lepiej było wyjaśnić od razu, dlaczego absolutnie nie zamierzała zbliżać się do ognisk, a jeszcze gdyby w jakimś momencie zobaczyła ogień gdzieś, gdzie go nie było… Dzisiejszy poranek udowadniał, że nie było jeszcze w zupełności dobrze i milczenie byłoby… chyba nieuczciwe.
Chociaż łuk podszedł w odstawkę, Ambroise zaś porwał gdzieś panną młodą, i Brenna przez ułamek sekundy zastanawiała się, czy nie wyniesie jej z ich własnego wesela. Podniosła się mniej więcej w tej samej chwili, co i inni, by wraz z tłumem przemieścić się dalej, tam gdzie miała mieć miejsce właściwa część uroczystości.
– No, no, widzę, że postanowili zadbać o to, żeby jakaś ciotka nie znalazła się w pobliżu kochanki swojego męża albo coś takiego – rzuciła, wprawdzie cicho, ale już na głos, gdy jej spojrzenie padło ku karteczkom przy stołach. Ich obecność wywoływała pewnie z jednej strony pewnego rodzaju zamieszanie, gdy wszyscy będą szukać swoich miejsc, z drugiej miała szansę pomóc w uniknięciu konfliktów, bo jakaś bardzo daleka krewna postanowi usiąść bliżej głównego stołu niż brat panny młodej…
Jeśli szło o nią, to rozglądała się przede wszystkim za Norą, jeszcze zanim spojrzała na to, gdzie zostali usadzeni. A gdy udało się jej ją dojrzeć, mruknęła Atreusowi, że chce się przywitać – co też zrobiła, a potem spytała, czy może dać Norze coś na przechowanie, bo jeszcze jej wypadnie z kieszeni. Tak, z pewną ulgą odnotowała, że przy stołach znalazły się punkty świetle, a ogniska nie płonęły tam, gdzie goście mieli zasiąść. Ale lepiej było nie ryzykować, chociaż ze swoją paranoją było jasne, że będzie sprawdzać regularnie, czy u Nory z tą torebką wszystko w porządku…
– Chcesz najpierw sprawdzić, koło kogo nas usadzono, czy zacząć od drinków? – spytała chwilę później Atreusa. – Tylko, mhm, jeśli w ogóle chcesz gdzieś posiedzieć blisko ognisk, to ja zostanę tutaj.
Bo tak jakby podczas Spalonej czymś mnie walnięto, i zdarzało mi się źle reagować na ogień, i byłam u specjalistki, i teraz jest trochę lepiej, ale Phil ostrzegała, że parę dni trzeba być jeszcze ostrożnym, zanim przejdzie całkiem, dokończyła za pomocą fal. Czy chciała się do tego przyznawać? Niekoniecznie. Chyba nikt poza Philippą i Dumbledorem nie wiedział, jak bardzo było źle. Ale lepiej było wyjaśnić od razu, dlaczego absolutnie nie zamierzała zbliżać się do ognisk, a jeszcze gdyby w jakimś momencie zobaczyła ogień gdzieś, gdzie go nie było… Dzisiejszy poranek udowadniał, że nie było jeszcze w zupełności dobrze i milczenie byłoby… chyba nieuczciwe.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.