23.10.2022, 14:34 ✶
Dla niego pogoda była idealna, nie za zimno, nie za gorąco, w sam raz na założenie jego ulubionej skórzanej kurtki przy jednoczesnym zachowaniu komfortu cieplnego bez jakichś dodatkowych zaklęć. Nie, żeby potrafił wpaść na to, by ich użyć. Czasem koncepcja bycia czarodziejem nadal jakoś do niego nie dochodziło mimo upływu lat i życia w magicznym społeczeństwie.
On nie musiał zgrywać duszy towarzystwa, bo po prostu nią był. Uwielbiał ludzi i nie lubił samotności, która, choć wdzierała się do jego życia, tak mogła łatwo zostać wypełniona. Tak przynajmniej sobie wmawiał, starając się nie odkrywać starych i nowych ran, które rodziły się gdzieś w jego sercu. W końcu zawsze witał świat z uśmiechem na ustach, potrafił zagadać do przypadkowych przechodniów i czerpać z ich obecności pełnymi garściami, tym samym chcąc pozbyć się kształtującej pustki, której starał się nie zauważać.
Cóż, wiedział, że nie był zbyt subtelny, nie chciał kobiety jednak nastraszyć. Po prostu musiał wiedzieć, skąd kojarzył jej twarz, jego ciekawość wyżerała w nim niemalże dziurę. Stał więc przed nią, trybiki w jego głowie kręciły się z dużą szybkością, choć zamarły na chwilę, gdy okazało się, że chybił i stojący przed nim człowiek wcale nie jest muzykiem. Speszył się, poczuł, jak jego policzki zaczynają mrowić, a trybiki w jego głowie przyśpieszyły jeszcze bardziej, szukając rozwiązania sytuacji.
- Aktorką? - rzucił, znów nie wiele myśląc, trybiki posypały się w rezygnacji, pozostawiając pustkę w jego łepetynie, a on jeszcze bardziej skulił się sobie, widząc po minie kobiety, że jednak znów nie trafił. - Przepraszam, po prostu wiem, że znam twoją twarz, ale nie mogę kompletnie skojarzyć skąd, naprawdę, naprawdę przepraszam. - Potarł swoje czoło, załamując się nad własną głupotą. Chciał się schować z zażenowania swoją osobą, problem był tylko taki, że miał ponad metr dziewięćdziesiąt wzrostu, nie było więc to takie proste w jego przypadku.
On nie musiał zgrywać duszy towarzystwa, bo po prostu nią był. Uwielbiał ludzi i nie lubił samotności, która, choć wdzierała się do jego życia, tak mogła łatwo zostać wypełniona. Tak przynajmniej sobie wmawiał, starając się nie odkrywać starych i nowych ran, które rodziły się gdzieś w jego sercu. W końcu zawsze witał świat z uśmiechem na ustach, potrafił zagadać do przypadkowych przechodniów i czerpać z ich obecności pełnymi garściami, tym samym chcąc pozbyć się kształtującej pustki, której starał się nie zauważać.
Cóż, wiedział, że nie był zbyt subtelny, nie chciał kobiety jednak nastraszyć. Po prostu musiał wiedzieć, skąd kojarzył jej twarz, jego ciekawość wyżerała w nim niemalże dziurę. Stał więc przed nią, trybiki w jego głowie kręciły się z dużą szybkością, choć zamarły na chwilę, gdy okazało się, że chybił i stojący przed nim człowiek wcale nie jest muzykiem. Speszył się, poczuł, jak jego policzki zaczynają mrowić, a trybiki w jego głowie przyśpieszyły jeszcze bardziej, szukając rozwiązania sytuacji.
- Aktorką? - rzucił, znów nie wiele myśląc, trybiki posypały się w rezygnacji, pozostawiając pustkę w jego łepetynie, a on jeszcze bardziej skulił się sobie, widząc po minie kobiety, że jednak znów nie trafił. - Przepraszam, po prostu wiem, że znam twoją twarz, ale nie mogę kompletnie skojarzyć skąd, naprawdę, naprawdę przepraszam. - Potarł swoje czoło, załamując się nad własną głupotą. Chciał się schować z zażenowania swoją osobą, problem był tylko taki, że miał ponad metr dziewięćdziesiąt wzrostu, nie było więc to takie proste w jego przypadku.