19.10.2025, 22:13 ✶
Z Brenną przy alkoholu
Mogłaś mi nie przypominać to bym nie pamiętał, a tak nie pozostaje mi nic innego, jak potem zaprosić cię na spacer - odpowiedział, na jej gest odpowiadając tym samym, czyli delikatnie ściskając jej dłoń. Trochę miała racji z tym łukiem i panną młodą, ale nie zamierzał już tego komentować dalej.
Podnieśli się z miejsc, w ślad za resztą gości, którzy jak na komendę zaczęli szurać krzesłami. On przywitał ten moment z pewną ulga, bo ręce już świerzbiły go, żeby zapewnić sobie odpowiednie inhalacje, ale postanowił poczekać aż opuszczą rzędy ustawionych obok siebie krzesełek. Przeszli nieco dalej i nawet zatrzymali się na moment przy jednej z wywieszonych karteczek, chociaż Atreus nie poświęcił jej więcej uwagi niż przelotne rzucenie spojrzeniem.
- Bardzo dobrze, nie trzeba będzie siedzieć z niektórymi ludźmi - mruknął, wykrzywiając się nieco, w jakimś delikatnym obrzydzeniu. Do większości gości nie miał jakichkolwiek zastrzeżeń, bo albo ich znał, albo to była rodzina, albo byli mu zupełnie obojętni. Na każdym weselu musiał się jednak znaleźć ktoś, kogo nie chciało się oglądać.
Pokiwał głową na jej odejście do Nory, samemu biorąc się wreszcie za szukanie po kieszeniach fajek i odpalenie papierosa. Zaciągnął się z uważną ulgą, rozglądając dookoła, po rzeczonych gościach, stolikach i powoli kierując się w ich stronę.
- Chyba wolę drinki. W tym czasie niektórzy się już rozsiądą i sprawdzając miejsca będziemy mogli posłać im oceniające spojrzenia, że dobrze że nie siedzą z nami - odparł, powoli bo w głowie procesował to co powiedziała mu falami. - No proszę, a na Beltane sama tak ciągnęłaś do ogniska. Ale dobrze że mówisz, bo miałem jeszcze pomysł żeby zamiast do jeziora, to przerzucić cię przez jedno - parsknął w myślach, niby to żartobliwie, ale mimowolnie założył ręce za plecy, chowając przed nią rozżarzony papieros.
Ruszyli w stronę drinków i teraz Atreus szedł już wyraźnie żywszym krokiem, bardzo zadowolony z faktu, że wreszcie mógł się czegoś napić. Para młoda tymczasowo zniknęła, więc mieli moment na wszystko inne, co chcieliby zrobić jeszcze przed zasięgnięcia do stołu. Znalazłszy się więc przy stole z alkoholem, podał jeden kieliszek Brennie, a drugi wziął dla siebie. - Jak nie chcesz pić, jak zwykle, to wypije za ciebie, nie martw się. I nawet nie będę narzekał.
Mogłaś mi nie przypominać to bym nie pamiętał, a tak nie pozostaje mi nic innego, jak potem zaprosić cię na spacer - odpowiedział, na jej gest odpowiadając tym samym, czyli delikatnie ściskając jej dłoń. Trochę miała racji z tym łukiem i panną młodą, ale nie zamierzał już tego komentować dalej.
Podnieśli się z miejsc, w ślad za resztą gości, którzy jak na komendę zaczęli szurać krzesłami. On przywitał ten moment z pewną ulga, bo ręce już świerzbiły go, żeby zapewnić sobie odpowiednie inhalacje, ale postanowił poczekać aż opuszczą rzędy ustawionych obok siebie krzesełek. Przeszli nieco dalej i nawet zatrzymali się na moment przy jednej z wywieszonych karteczek, chociaż Atreus nie poświęcił jej więcej uwagi niż przelotne rzucenie spojrzeniem.
- Bardzo dobrze, nie trzeba będzie siedzieć z niektórymi ludźmi - mruknął, wykrzywiając się nieco, w jakimś delikatnym obrzydzeniu. Do większości gości nie miał jakichkolwiek zastrzeżeń, bo albo ich znał, albo to była rodzina, albo byli mu zupełnie obojętni. Na każdym weselu musiał się jednak znaleźć ktoś, kogo nie chciało się oglądać.
Pokiwał głową na jej odejście do Nory, samemu biorąc się wreszcie za szukanie po kieszeniach fajek i odpalenie papierosa. Zaciągnął się z uważną ulgą, rozglądając dookoła, po rzeczonych gościach, stolikach i powoli kierując się w ich stronę.
- Chyba wolę drinki. W tym czasie niektórzy się już rozsiądą i sprawdzając miejsca będziemy mogli posłać im oceniające spojrzenia, że dobrze że nie siedzą z nami - odparł, powoli bo w głowie procesował to co powiedziała mu falami. - No proszę, a na Beltane sama tak ciągnęłaś do ogniska. Ale dobrze że mówisz, bo miałem jeszcze pomysł żeby zamiast do jeziora, to przerzucić cię przez jedno - parsknął w myślach, niby to żartobliwie, ale mimowolnie założył ręce za plecy, chowając przed nią rozżarzony papieros.
Ruszyli w stronę drinków i teraz Atreus szedł już wyraźnie żywszym krokiem, bardzo zadowolony z faktu, że wreszcie mógł się czegoś napić. Para młoda tymczasowo zniknęła, więc mieli moment na wszystko inne, co chcieliby zrobić jeszcze przed zasięgnięcia do stołu. Znalazłszy się więc przy stole z alkoholem, podał jeden kieliszek Brennie, a drugi wziął dla siebie. - Jak nie chcesz pić, jak zwykle, to wypije za ciebie, nie martw się. I nawet nie będę narzekał.