19.10.2025, 23:02 ✶
Z Atreusem, przy stolikach z alkoholem
Brenna na pewno nie byłaby w stanie sama zapalić papierosa: trzymanie takiego przy twarzy pozostawałoby niekomfortowe, mimo całego talentu Philippy Barclay. Sam jego widok w cudzej dłoni… pewnie by zniosła, ale nie żeby nie doceniała, że ten papieros zabrał jej z widoku.
– A z kim tutaj tak bardzo nie chciałbyś siedzieć? – spytała z autentyczną ciekawością, ruszając ku stolikom barowym, niezbyt zaskoczona tym wyborem. Przez moment zastanawiała się, czy nie miał na myśli Millie, bo kontakty między nią a Atreusem zdawały się… najmniej skomplikowane. Rozejrzała się nawet odruchowo, przez moment oczekując, że dojrzy gdzieś Philippa Notta, bo opowieść o biciu kogoś świeczkami o pewnym określonym kształcie zatoczyła szerokie kręgi, i Nott przychodził jej do głowy jako pierwszy. Jako drugie na myśl przychodziły ewentualnie jakieś byłe. Jeśli szło o nią, to miała po prostu nadzieję, że Geraldine nie przyszło do głowy sadzać Brenny gdzieś w pobliżu Borginów, bo to mogłoby być trochę niezręczne. Zwłaszcza że ostatnio dostała kolejny liścik, świadczący o tym, że Stanley przechowywał ją w czułej pamięci – przynajmniej tym razem nie kazał jej trzymać się z dala od Atreusa. Może wpadło mu do głowy, że to mogło wywoływać efekty odwrotne od zamierzonego?
Tu topienie, to palenie? Masz wobec mnie bardzo mordercze zamiary na ten wieczór. Mam nadzieję, że najpierw chociaż zdążę zjeść tort. Spytałabym też o jakieś tańczenie, ale może to już byłoby za wiele próśb – odparła też w myślach. Przyjęła kieliszek bez protestów, chociaż faktycznie nie uniosła go do ust. – Tak sobie myślę, że alkohole Yaxleyów mogą być dla mnie odrobinę za mocne – stwierdziła już na głos, i faktycznie zamierzała pozwolić, żeby wypił za nią. Nie tyleż dlatego, że zaiste obawiała się mocy tutejszych trunków, ile bo jednak wokół było trochę za dużo ludzi, których nie znała, aby była gotowa zacząć pić od razu na początku uroczystości. No i jednak, nawet jeśli stąd nie widziała ognisk, gdy ustawiła się do nich plecami, wolała zachować tyle przytomności umysłu, ile się dało.
Brenna na pewno nie byłaby w stanie sama zapalić papierosa: trzymanie takiego przy twarzy pozostawałoby niekomfortowe, mimo całego talentu Philippy Barclay. Sam jego widok w cudzej dłoni… pewnie by zniosła, ale nie żeby nie doceniała, że ten papieros zabrał jej z widoku.
– A z kim tutaj tak bardzo nie chciałbyś siedzieć? – spytała z autentyczną ciekawością, ruszając ku stolikom barowym, niezbyt zaskoczona tym wyborem. Przez moment zastanawiała się, czy nie miał na myśli Millie, bo kontakty między nią a Atreusem zdawały się… najmniej skomplikowane. Rozejrzała się nawet odruchowo, przez moment oczekując, że dojrzy gdzieś Philippa Notta, bo opowieść o biciu kogoś świeczkami o pewnym określonym kształcie zatoczyła szerokie kręgi, i Nott przychodził jej do głowy jako pierwszy. Jako drugie na myśl przychodziły ewentualnie jakieś byłe. Jeśli szło o nią, to miała po prostu nadzieję, że Geraldine nie przyszło do głowy sadzać Brenny gdzieś w pobliżu Borginów, bo to mogłoby być trochę niezręczne. Zwłaszcza że ostatnio dostała kolejny liścik, świadczący o tym, że Stanley przechowywał ją w czułej pamięci – przynajmniej tym razem nie kazał jej trzymać się z dala od Atreusa. Może wpadło mu do głowy, że to mogło wywoływać efekty odwrotne od zamierzonego?
Tu topienie, to palenie? Masz wobec mnie bardzo mordercze zamiary na ten wieczór. Mam nadzieję, że najpierw chociaż zdążę zjeść tort. Spytałabym też o jakieś tańczenie, ale może to już byłoby za wiele próśb – odparła też w myślach. Przyjęła kieliszek bez protestów, chociaż faktycznie nie uniosła go do ust. – Tak sobie myślę, że alkohole Yaxleyów mogą być dla mnie odrobinę za mocne – stwierdziła już na głos, i faktycznie zamierzała pozwolić, żeby wypił za nią. Nie tyleż dlatego, że zaiste obawiała się mocy tutejszych trunków, ile bo jednak wokół było trochę za dużo ludzi, których nie znała, aby była gotowa zacząć pić od razu na początku uroczystości. No i jednak, nawet jeśli stąd nie widziała ognisk, gdy ustawiła się do nich plecami, wolała zachować tyle przytomności umysłu, ile się dało.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.