20.10.2025, 00:02 ✶
To chrumkanie było okropnie nieznośne, ale dobrze że Atreus nie posiadał tej krystalicznie czystej krwi, która sprawiała że na świnie reagował paniką. Zamiast tego przez moment, kiedy już okazało się że Longbottom jednak żyje i się ruszał, wpatrywał się w jeden świński ryjek zastanawiając się nad całym kurwa sensem życia. Znaczy głównie to nad poprzednim dniem - wydawał się jednym wielkim rozmazanym obrazkiem, z którego ciężko było wyłapać poszczególne twarze czy zdania. Lepka masa wspomnień była niemożliwa do przesiania i jasnego określania co poszło nie tak na tyle, by obornik robił im za poduszkę.
- Mam nadzieję, chociaż zwykle śniłaś mi się w innych okolicznościach. Na przykład wpadając do dziury, albo wpychając mnie w ognisko na Beltane - zachrypiał, zaciągając się ponownie papierosem. On niestety nie mógł się pochwalić ile to mu się już udało nie pić, ale nie przypominał sobie kiedy ostatni raz go aż tak odcięło żeby nie wiedział gdzie dokładnie się znajdował. Nie pamiętać ostatniego dnia? Jasne, ale obca obora?
Potarł zmęczony skronie, próbując się podnieść - poszło mu niesamowicie ociężale, potknął się nawet, ale nie było tak źle bo i tak chciał przysunąć się do wypełnionego wodą koryta. Wydawała się czysta, więc zamoczył w niej dłoń i przetarł twarz, na koniec odgarniając włosy do tyłu. Przez moment jeszcze patrzył się w taflę, przyglądając zmartwiałemu odbiciu, aż wreszcie z zamyślenia wyrwał go wrzask.
Całe szczęście, już nie koguta. Nawet też nie paniczne kwilenie świni, bo te może i coś gadały oburzone, ale trzymały się od obcych raczej z daleka. Oj nie, to był człowiek i to absolutnie wściekły. Atreus skrzywił się wyraźnie, bo głos wdarł się do głowy z bólem, jakby omijając po drodze uszy. Okropne i nieznośne, a po co w ogóle było się tak pieklić? Spojrzał nawet na te biedne świnie, które zaczęły jakąś nerwową obiegówkę na te wrzaski i nagle poczuł się niezwykle zirytowany.
- W dupie mam te twoje świnie!!! - odkrzyknął, łapiąc się za krawędź poidła i podnosząc na równe nogi. Zachwiał się, ale mu się udało. - Odpierdol się od nas i od tych świń, bo nie ręczę za siebie!!!! - obejrzał się na moment na Brennę, ale ta właśnie zamykała mocno oczy. Fantastycznie.
- Ale jakie kurwa odpierdol?!! To moje świnie!! Wypierdalać mi stąd w podskokach!!!
- Wypierdalać? WYPIERDALAĆ?! Ja ci zaraz wypierdolę - i po tej wymianie zdań, Atreus ruszył na szanownego pana właściciela. - Kotletów ci się zachciało, tak? No to zobaczymy! - farmer chyba się nie do końca spodziewał, że trafi mu się ktoś, kto wcale nie miał zamiaru wypierdalać. Nie zmieszał się jednak, stał w miejscu i patrzył groźnie, jak Bulstrode próbuje przejść przez cholerne ogrodzenie. Na szczęście było stosunkowo niskie, bo miało zatrzymać krótkonogie świnie, a nie dorosłego mężczyznę. Ale kiedy już pokonał największą przeszkodę, był gotowy. Nie sięgnął po różdżkę, oczywiście, zamiast tego sięgając po najprostszy argument, czyli własne pięści, chcąc facetowi zasadzić pięścią w nos.
// af ◉◉◉◉○ na pięścią w nos
- Mam nadzieję, chociaż zwykle śniłaś mi się w innych okolicznościach. Na przykład wpadając do dziury, albo wpychając mnie w ognisko na Beltane - zachrypiał, zaciągając się ponownie papierosem. On niestety nie mógł się pochwalić ile to mu się już udało nie pić, ale nie przypominał sobie kiedy ostatni raz go aż tak odcięło żeby nie wiedział gdzie dokładnie się znajdował. Nie pamiętać ostatniego dnia? Jasne, ale obca obora?
Potarł zmęczony skronie, próbując się podnieść - poszło mu niesamowicie ociężale, potknął się nawet, ale nie było tak źle bo i tak chciał przysunąć się do wypełnionego wodą koryta. Wydawała się czysta, więc zamoczył w niej dłoń i przetarł twarz, na koniec odgarniając włosy do tyłu. Przez moment jeszcze patrzył się w taflę, przyglądając zmartwiałemu odbiciu, aż wreszcie z zamyślenia wyrwał go wrzask.
Całe szczęście, już nie koguta. Nawet też nie paniczne kwilenie świni, bo te może i coś gadały oburzone, ale trzymały się od obcych raczej z daleka. Oj nie, to był człowiek i to absolutnie wściekły. Atreus skrzywił się wyraźnie, bo głos wdarł się do głowy z bólem, jakby omijając po drodze uszy. Okropne i nieznośne, a po co w ogóle było się tak pieklić? Spojrzał nawet na te biedne świnie, które zaczęły jakąś nerwową obiegówkę na te wrzaski i nagle poczuł się niezwykle zirytowany.
- W dupie mam te twoje świnie!!! - odkrzyknął, łapiąc się za krawędź poidła i podnosząc na równe nogi. Zachwiał się, ale mu się udało. - Odpierdol się od nas i od tych świń, bo nie ręczę za siebie!!!! - obejrzał się na moment na Brennę, ale ta właśnie zamykała mocno oczy. Fantastycznie.
- Ale jakie kurwa odpierdol?!! To moje świnie!! Wypierdalać mi stąd w podskokach!!!
- Wypierdalać? WYPIERDALAĆ?! Ja ci zaraz wypierdolę - i po tej wymianie zdań, Atreus ruszył na szanownego pana właściciela. - Kotletów ci się zachciało, tak? No to zobaczymy! - farmer chyba się nie do końca spodziewał, że trafi mu się ktoś, kto wcale nie miał zamiaru wypierdalać. Nie zmieszał się jednak, stał w miejscu i patrzył groźnie, jak Bulstrode próbuje przejść przez cholerne ogrodzenie. Na szczęście było stosunkowo niskie, bo miało zatrzymać krótkonogie świnie, a nie dorosłego mężczyznę. Ale kiedy już pokonał największą przeszkodę, był gotowy. Nie sięgnął po różdżkę, oczywiście, zamiast tego sięgając po najprostszy argument, czyli własne pięści, chcąc facetowi zasadzić pięścią w nos.
// af ◉◉◉◉○ na pięścią w nos
Rzut PO 1d100 - 69
Sukces!
Sukces!