20.10.2025, 09:42 ✶
Brenna słyszała o czarnych różach z Maida Valen. Ale chociaż sam fakt może i ją interesował, i planowała wstępnie napisać do Nory i Victorii, początkowo nie miała zamiaru próbować ich oglądać. Nie była częstym gościem w ogrodach Lestrangów i znała się w końcu na kwiatach tak doskonale, że mogła co najwyżej pochylić się nad nimi, pokiwać głową z mądrą miną i oświadczyć "no, faktycznie są czarne". Bardzo pomocne.
Kiedy jednak Dora postanowiła, że chce przyjrzeć się czarnym różom, Brenna nie wahała się długo. Biorąc pod uwagę, że nie tak dawno temu usiłowała Brennę i Olivię ubić mordercza stokrotka, zgadzała się w stu procentach, że lepiej, aby Dora nie kręciła się po magicznych ogrodach w pojedynkę. Zaproponowała wczesną porę, kiedy świt dopiero wstawał, i by wpasować to w swój grafik, i bo wtedy nie spodziewała się zbyt wielu odwiedzających. Wprawdzie twarz Dory została zmieniona, i dziewczyna nie przypominała teraz nikogo, kogo ktoś mógłby znać – ot jakaś znajoma spoza Londynu, chcąca obejrzeć niezwykłe zjawisko… - ale Brenna chyba wolała na nikogo się tutaj nie natknąć.
– Jeśli kogoś zjadły, to na razie bardzo dobrze to ukrywają – powiedziała, wodząc spojrzeniem pośród roślin. Zarówno by dostrzec odpowiednio wcześnie, gdyby ktoś się zbliżał, jak i dlatego, że te ciemne kwiaty, wciskające się w każdy kąt ogrodu, wyglądały dość niesamowicie. – W sumie to jak pierwszy raz usłyszałam o czarnych różach, pomyślałam, że to po prostu jakiś eksperyment któregoś z Lestrange’ów. O którym może nie wspomniał pozostałym?
Słynęli w końcu jako mistrzowie eliksirów, a jakoś w głowie Brenny szło to w parze z pewnym zainteresowaniem roślinami, nawet jeśli nie zawsze tak było.
– Hm… – stwierdziła, z pewnym zastanowieniem na propozycję Dory. – Cholera, powinni mieć tu regulamin przy wejściu albo coś. Ale jeśli ją weźmiesz, nie trzymaj przypadkiem w sypialni, kij wie, w co to zmutuje.
Zabranie jednego kwiatka nie wydawało się jej w końcu jakąś straszliwą zbrodnią, ale co jeśli było to zakazane i rośliny obłożono jakimiś zaklęciami? Brenna niewiele wiedziała o tym miejscu.
Przystanęła, zsuwając z głowy kaptur, naciągnięty mocno, dla ochrony przed jesiennym wiatrem. Bo mogłaby przysiąc, że słyszy jakieś dziwne brzęczenie: niby nic nadzwyczajnego, to mogły być pszczoły, ale… czy pszczoły wydawały takie… wibrujące dźwięki?
– Słyszysz to? – spytała, marszcząc brwi.
Kiedy jednak Dora postanowiła, że chce przyjrzeć się czarnym różom, Brenna nie wahała się długo. Biorąc pod uwagę, że nie tak dawno temu usiłowała Brennę i Olivię ubić mordercza stokrotka, zgadzała się w stu procentach, że lepiej, aby Dora nie kręciła się po magicznych ogrodach w pojedynkę. Zaproponowała wczesną porę, kiedy świt dopiero wstawał, i by wpasować to w swój grafik, i bo wtedy nie spodziewała się zbyt wielu odwiedzających. Wprawdzie twarz Dory została zmieniona, i dziewczyna nie przypominała teraz nikogo, kogo ktoś mógłby znać – ot jakaś znajoma spoza Londynu, chcąca obejrzeć niezwykłe zjawisko… - ale Brenna chyba wolała na nikogo się tutaj nie natknąć.
– Jeśli kogoś zjadły, to na razie bardzo dobrze to ukrywają – powiedziała, wodząc spojrzeniem pośród roślin. Zarówno by dostrzec odpowiednio wcześnie, gdyby ktoś się zbliżał, jak i dlatego, że te ciemne kwiaty, wciskające się w każdy kąt ogrodu, wyglądały dość niesamowicie. – W sumie to jak pierwszy raz usłyszałam o czarnych różach, pomyślałam, że to po prostu jakiś eksperyment któregoś z Lestrange’ów. O którym może nie wspomniał pozostałym?
Słynęli w końcu jako mistrzowie eliksirów, a jakoś w głowie Brenny szło to w parze z pewnym zainteresowaniem roślinami, nawet jeśli nie zawsze tak było.
– Hm… – stwierdziła, z pewnym zastanowieniem na propozycję Dory. – Cholera, powinni mieć tu regulamin przy wejściu albo coś. Ale jeśli ją weźmiesz, nie trzymaj przypadkiem w sypialni, kij wie, w co to zmutuje.
Zabranie jednego kwiatka nie wydawało się jej w końcu jakąś straszliwą zbrodnią, ale co jeśli było to zakazane i rośliny obłożono jakimiś zaklęciami? Brenna niewiele wiedziała o tym miejscu.
Przystanęła, zsuwając z głowy kaptur, naciągnięty mocno, dla ochrony przed jesiennym wiatrem. Bo mogłaby przysiąc, że słyszy jakieś dziwne brzęczenie: niby nic nadzwyczajnego, to mogły być pszczoły, ale… czy pszczoły wydawały takie… wibrujące dźwięki?
– Słyszysz to? – spytała, marszcząc brwi.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.