20.10.2025, 10:23 ✶
- Mam wrażenie, że chyba chciałeś mnie wczoraj wepchnąć w ognisko... Albo to też mi się śniło.
Piejące koguty, chrumkające gdzieś w tle świnie, właściciel tego gospodarstwa wrzeszczący gdzieś tam w tle o niesmacznym mięśnie świń… W tej chwili Brenna była prawie gotowa przejść na wegetarianizm: zasadniczo to nigdy wcześniej się nad tym nawet nie zastanawiała, ale teraz na samą myśl o mięsie robiło się jej niedobrze, a ta biedna świnka wyglądała tak… no… nieszkodliwie. Czemu w ogóle mieliby ją zjeść? Czemu ktokolwiek jadał mięso, które wcześniej biegało na czterech nogach?
Farmer krzyczał. Co gorsza Atreus też zaczął krzyczeć. Od tego wszystkiego pękała jej głowa. I gdy Brenna już sądziła, że nie może być gorzej…
…coś zasyczało i po jednej ze ścian obory przebiegło ogniste pęknięcie.
A Brenna jęknęła cicho, zamierając na moment w niemej zgrozie. Znów spróbowała sięgnąć po różdżkę, zanim przypomniała sobie, że kieszeń była w innym miejscu niż zwykle. Potem zacisnęła powieki, po czym podparła czoło o krawędź koryta.
Nie było aż tak tragicznie, jak wcześniej. Może dlatego, że to nie był pierwszy raz, dokładnie coś takiego Brenna widywała wcześniej, może bo miała już za sobą wizytę u Philippy, która wymazała jej z głowy parę wspomnień. Swoje robiło jednak na pewno ogólne wrażenie nierealności: wszystko było dziwne, a Brenna po prostu nie mogła sobie wyobrazić śmierciożerców atakujących oborę wychodzącą wprost na zagrodę pełną świń. No i tak koszmarnie bolała ją głowa.
Odetchnęła. Raz, drugi, trzeci. Nie widziała już ognia, za to wciąż słyszała syk, chociaż ten zaraz został zagłuszony przez krzyki obu mężczyzn… nie kłóciliby się, gdyby wszystko płonęło, tak? Zaczęła powoli liczyć do dziesięciu, próbując opanować przyspieszony oddech. To nie było prawdziwe. To nie mogło być prawdziwe. Nie klęczała wcale w sukience obok oborniku, i wcale nie otaczał jej ogień. Zaraz się obudzi, prawda?
Dzięki temu nie widziała tego momentu, w którym Atreus rzucił się na rolnika i przegapiła absolutnie piękny cios, który wyprowadził. Mężczyzna zatoczył się i upadł do tyłu, wyraźnie zaskoczony i chwycił się za krwawiący nos. Lepszy efekt mogłaby zapewnić chyba wyłącznie jakaś świeczka w ręku agresora.
– Co… co… co?! – wydarł się rolnik, próbując się podnieść. – Ty skurwielu jeden!!!
Brenna otworzyła oczy.
Nie obudziła się. Dalej była w tym absurdalnym położeniu, ale przynajmniej po kilkudziesięciu sekundach ogień znikł. Podparła się o krawędź koryta i powoli wstała, chwilowo jeszcze mało przejęta trwającą bójką, wciąż wytrącona z równowagi omamami.
Co zrobi rolnik?
1 – spróbuje uciekać
2 – spróbuje złapać za grabie i przepuścić nimi atak
3 – spróbuje walnąć Atreusowi
4 – złapie wiadro i spróbuje oblać któreś z nich wodą
Piejące koguty, chrumkające gdzieś w tle świnie, właściciel tego gospodarstwa wrzeszczący gdzieś tam w tle o niesmacznym mięśnie świń… W tej chwili Brenna była prawie gotowa przejść na wegetarianizm: zasadniczo to nigdy wcześniej się nad tym nawet nie zastanawiała, ale teraz na samą myśl o mięsie robiło się jej niedobrze, a ta biedna świnka wyglądała tak… no… nieszkodliwie. Czemu w ogóle mieliby ją zjeść? Czemu ktokolwiek jadał mięso, które wcześniej biegało na czterech nogach?
Farmer krzyczał. Co gorsza Atreus też zaczął krzyczeć. Od tego wszystkiego pękała jej głowa. I gdy Brenna już sądziła, że nie może być gorzej…
…coś zasyczało i po jednej ze ścian obory przebiegło ogniste pęknięcie.
A Brenna jęknęła cicho, zamierając na moment w niemej zgrozie. Znów spróbowała sięgnąć po różdżkę, zanim przypomniała sobie, że kieszeń była w innym miejscu niż zwykle. Potem zacisnęła powieki, po czym podparła czoło o krawędź koryta.
Nie było aż tak tragicznie, jak wcześniej. Może dlatego, że to nie był pierwszy raz, dokładnie coś takiego Brenna widywała wcześniej, może bo miała już za sobą wizytę u Philippy, która wymazała jej z głowy parę wspomnień. Swoje robiło jednak na pewno ogólne wrażenie nierealności: wszystko było dziwne, a Brenna po prostu nie mogła sobie wyobrazić śmierciożerców atakujących oborę wychodzącą wprost na zagrodę pełną świń. No i tak koszmarnie bolała ją głowa.
Odetchnęła. Raz, drugi, trzeci. Nie widziała już ognia, za to wciąż słyszała syk, chociaż ten zaraz został zagłuszony przez krzyki obu mężczyzn… nie kłóciliby się, gdyby wszystko płonęło, tak? Zaczęła powoli liczyć do dziesięciu, próbując opanować przyspieszony oddech. To nie było prawdziwe. To nie mogło być prawdziwe. Nie klęczała wcale w sukience obok oborniku, i wcale nie otaczał jej ogień. Zaraz się obudzi, prawda?
Dzięki temu nie widziała tego momentu, w którym Atreus rzucił się na rolnika i przegapiła absolutnie piękny cios, który wyprowadził. Mężczyzna zatoczył się i upadł do tyłu, wyraźnie zaskoczony i chwycił się za krwawiący nos. Lepszy efekt mogłaby zapewnić chyba wyłącznie jakaś świeczka w ręku agresora.
– Co… co… co?! – wydarł się rolnik, próbując się podnieść. – Ty skurwielu jeden!!!
Brenna otworzyła oczy.
Nie obudziła się. Dalej była w tym absurdalnym położeniu, ale przynajmniej po kilkudziesięciu sekundach ogień znikł. Podparła się o krawędź koryta i powoli wstała, chwilowo jeszcze mało przejęta trwającą bójką, wciąż wytrącona z równowagi omamami.
Co zrobi rolnik?
1 – spróbuje uciekać
2 – spróbuje złapać za grabie i przepuścić nimi atak
3 – spróbuje walnąć Atreusowi
4 – złapie wiadro i spróbuje oblać któreś z nich wodą
Rzut 1d4 - 2
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.