- Tak właściwie to nie? Jeśli będzie trzeba to wyjdę z drzwiami, nawet tymi niewłaściwymi. - To nie było wcale takie trudne, chyba? Kiedy Yaxley bardzo czegoś chciała, to nie przejmowała się konsekwencjami, jeśli miałaby faktycznie błądzić po gmachu budynku bez końca to prędzej, czy później skończyłoby się to w podobny sposób. Póki co jednak starała się - naprawdę starała się trzymać nerwy na wodzy, żeby nie narobić też wstydu swojemu małżonkowi. Teraz już nie była w końcu odpowiedzialna za opinię tylko na swój własny temat, nie kiedy oficjalnie stali się duetem. No prawie oficjalnie... pozostawały im te nieszczęsne sprawy urzędowe, których chyba zbyt szybko mieli nie wyjaśnić. Musieli się pospieszyć, bo pewnie zaraz te urzędasy w swoich eleganckich ubrankach zaczną wychodzić z budynku. Godzina nie była najwcześniejsza, może powinni byli pojawić się tutaj wcześniej (jakby miało im to jakoś ułatwić przemieszczanie się po Ministerstwie Magii).
Ambroise zapukał do jednych z wielu drzwi, które mijali. Czyżby faktycznie udało im się dotrzeć w miejsce, którego szukali od dłuższego czasu? Może jednak los im sprzyjał i uda im się ogarnąć wszystko dzisiaj, oby tak było. Na samą myśl o tym, że mieliby tu wrócić w najbliższym czasie robiło jej się niedobrze (nie, wcale nie były to poranne mdłości bo już dawno poranek mieli za sobą).
Zza drzwi dobiegło do nich zaproszenie, miała wrażenie, że bardzo mechaniczne, ale nie powinna oceniać człowieka który znajdował się za drzwiami po tonie głosu? No nie powinna, ale trochę to robiła. Łatwo jej przez to było go wrzucić do tego worka z wszystkimi innymi pracownikami tego miejsca, no z większością z nich, tych, o których nie miała najlepszej opinii.
Weszli w końcu do gabinetu mężczyzny. Otaksowała pomieszczenie wzrokiem. Urzędnik nie wyglądał jej na przyjemniaczka, miała wrażenie, że to będzie dość ciężka przeprawa. Wyprostowała się więc odruchowo, na jej twarzy malował się grymas, nie dało się nie zauważyć, że nie była szczególnie zadowolona z wizyty w tym miejscu.
- Pani. - Poprawiła go od razu, i posłała mu niezbyt przyjemne spojrzenie. Wykonała jednak polecenie, ruszyła w stronę krzesła, obejrzała się przez ramię, by zobaczyć, czy Roise podąża za nią. Sama by tego nie przetrwała - na pewno.