Prue chyba nie do końca zakładała, że podczas samej ceremonii będzie się tak dobrze bawić. Jak widać wiele zależało od towarzystwa, a cóż przy Feniwcku wszystko było jakieś takie prostsze. Nie przejmowała się zbytnio tym, że nieco rozpraszał jej uwagę, że nie była odpowiednio skupiona na podziwianiu samej ceremonii, widziała wystarczająco wiele, a jak wiadomo takie momenty potrafiły się okropnie dłużyć, nawet jeśli miało się w sobie wiele cierpliwości. Przysięgi, rytuały, mimo, że piękne to były bardzo misterne i skomplikowane, co wiązało się z tym, że trwały dość długo. Gdyby nie odpowiednie towarzystwo, to cóż można by było pewnie i zasnąć podczas takich wydarzeń, nawet jeśli się tego nie chciało.
- Widać, że jest doświadczony, być może to jego specjalizacja. - Śluby w sensie. To spowodowało, że Bletchley znowu zaczęła rozmyślać, może nawet zbyt bardzo, często jej się to zdarzało. Czy kapłani jak lekarze mieli swoje specjalizacje? Innych wysyłano na pogrzeby, innych na śluby, innych na prowadzenie ceremonii podczas sabatów? Czy jednak każdy musiał być uniwersalny i radzić sobie z różnymi okolicznościami. Nigdy się nad tym nie zastanawiała, tak właściwie to chętnie by kiedyś wdała się w pogadankę z jednym z wysłanników Matki, to mogłoby być naprawdę ciekawym doświadczeniem.
- Skoro tak mówisz... - Pewnie miało to jakiś sens. Nie dało się wiedzieć wszystkiego, z czym faktycznie trzeba było się pogodzić, bo raczej nie było szansy na to, by dostać odpowiedź na każde nurtujące pytanie, szczególnie te metafizyczne. Nie, żeby uważała, iż ona, czy Benjy byli w pełni zdrowi psychicznie, ale najprawdopodobniej każdy miał jakieś skrzywienia, zwłaszcza w takich trudnych czasach, w jakich przyszło im żyć.
- Tak, dopiszę to do mojej listy, zostanie misjonarką. - Nadawała się do tego idealnie z tym swoim wachlarzem zainteresowań, na pewno w kowenie chętnie przyjęliby kogoś jak ona, mogłaby się tam doskonale wpasować... tak, nie miała co do tego żadnych wątpliwości. Nie wiedziała tylko, czy mieliby jakieś problemy z tym, że interesowała ją głównie śmierć, może odnalazłaby jakąś swoją niszę, czy coś.
- Nie były to pierwsze określenia, które nasunęły mi się na język. - Potrafiła jednak zadbać o to, by słowa padające z jej ust nie były krzywdzące. Nie mogła negatywnie oceniać tego, co działo się aktualnie na ołtarzu tylko dlatego, że nie do końca rozumiała te tradycje. Prue starała się być tolerancyjna i akceptowała naprawdę najróżniejsze dziwactwa wierząc, że nie biorą się bez przyczyny. Nieczęsto pewnie widziało się podobne ceremonie, była zadowolona, że mogła zobaczyć to na własne oczy, bo naprawdę było to całkiem interesujące.
- Nie wydajesz się być tym jakoś szczególnie zaskoczony, pewnie widziałeś wiele podobnych ceremonii. Sznury zębami... to może wcale nie być takie proste, ale z drugiej strony nikt nie mówił, że będzie lekko, trzeba się nieco poświęcić, czyż nie? - Mogła sobie nawet wyobrazić podobną próbę, chociaż wolałaby tego nie robić. Jeszcze trochę, a nie będzie mogła wyprzeć tego widoku sprzed swoich oczu, a Ambroise przegryzający sznur zębami nie był tym, o czym aktualnie chciała myśleć. Zdecydowanie.
- Nie wątpię, że i bez tego nie będzie się nudził. - Tak właściwie to jeśli o to chodzi, to w sumie trochę jednak wątpiła, wolałaby się również nie skupiać nad tym, jak będzie przebiegać ich noc poślubna, zresztą zastanawiała się zawsze, czy faktycznie jest o czym dyskutować. Pary młode zapewne były wyczerpane po swoich ślubach i nie wydawało jej się, aby miały siły na coś więcej niż sen, cóż - tego pewnie też nigdy nie sprawdzi w praktyce, mogłaby jednak zadać to pytanie znajomym małżeństwom, kolejna rzecz do odhaczenia.
- Na szczęście nie jestem jasnowidzem. - Z charakteru była może nieco czarnowidzem, jednak ogólnie to raczej spoglądała w przeszłość, więc jej obawy mogły okazać się zupełnie niepotrzebne, zwłaszcza, że Ambroise wydawał się całkiem mocno trzymać na nogach, jego wybranka raczej nie powinna wylądować na ziemi, chociaż nigdy nie można mieć pewności... trzymała jednak kciuki za to, aby zakończyli ten spacer sukcesem, bez żadnych wybitych zębów, czy pogrzebów.
Nowożeńcy zniknęli w jednym z namiotów, muzyka rozbrzmiała się po okolicy, ludzie zaczęli powoli podnosić się ze swoich krzeseł. Cóż, oni również powinni się ruszyć. - Teraz musimy znaleźć miejsca. - Oznajmiła jeszcze, jakby Benjy o tym nie wiedział. Podniosła się na nogi, przesunęła dłonią po sukience, by mieć pewność, że układa się odpowiednio, a później wsunęła dłoń pod ramię swojego chłopaka, aby nie zgubić się gdzieś między tymi wszystkimi ludźmi. Tak - to była jej najważniejsza misja tego wieczoru.
Miała sporo szczęścia, że Benjy był jej oparciem, wybór obuwia okazał się nie do końca trafiony - zresztą nie pierwszy raz w przeciągu kilkunastu ostatnich dni, jednak mogła liczyć na silne, męskie ramię, które chroniło ją przed upadkiem, to było całkiem nowe, chociaż też nie do końca, bo podczas ostatnich tygodni niejeden raz zdarzyło mu się już być jej wsparciem - nie tylko fizycznym.
Doszli w końcu do stolików, teraz pozostawało tylko znaleźć ich personalia przy jednym z nich, całkiem proste zadanie, czyż nie? No, szkoda tylko, że tych stołów było tutaj tak wiele.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control