Były takie miejsca, w których dobrowolnie by się nie pojawiła. Omijała je szerokim łukiem, nie do końca tolerując to, jak się w nich czuła. To nie tak, że się ich bała, no może odrobinę, bardziej chodziło o to, że nie do końca mogła znieść myśl, że ludzie sami sobie to robili. Jasne, nie powinna oceniać potrzeb obcych osobników, jednak trudno jej było uwierzyć w to, że ktoś mógł być szczęśliwy prowadząc takie nudne życie. W końcu każdy miał je jedno, i raczej chodziło o to, aby jak najwięcej przeżyć, a nie doprowadzać do takiej nudnej stagnacji? Miała swoje przemyślenia na ten temat.
Dzisiaj nie pojawili się tutaj do końca ze swojej własnej, nieprzymuszonej woli, czasem bywały momenty, gdy siła wyższa sprawiała, że trzeba było pojawić się miejscach od których chciało się trzymać z daleka. Nie była w stanie nawet udawać, że ma przez to kiepski humor, może pozytywne nastawienie pomogłoby w szybszym załatwieniu sprawy, ale cóż nie należała do osób, które na siłę próbowały udawać, że wszystko jest w porządku, nie kiedy nie było.
- Prawda, przez okna można całkiem szybko wyskoczyć, kiedy robi się zbyt duszno. - Kto by się spodziewał, że dostrzeże jakiś pozytyw w szpitalu. Tych nie znosiła z racji na to, że nie kojarzyły się jej dobrze, zresztą bywała tam rzadko, starała się korzystać z usług znajomych uzdrowicieli prywatnie, by omijać Mung szerokim łukiem. Na szczęście było ją na to stać, a do tego miała dość sporo ludzi tej profesji wokół siebie co również sprzyjało temu, by nie musiała się pojawiać w szpitalu.
Niestety w przypadku papierologii nie mogli nic na to zaradzić, musieli zjawić się osobiście, znajomości nie miały tutaj żadnego znaczenia, no pewnie udałoby się komuś przyspieszyć sprawę, ale nie dało się nic zrobić bez pojawienia się w Ministerstwie.
Znaleźli się w końcu w odpowiednim biurze, a przynajmniej tak się jej wydawało, nie miała co do tego pewności, bo nie była szczególnie lotna w tych wszystkich wydziałach, które się tutaj znajdowały. Uważała zresztą, że większość z nich była zupełnie niepotrzebna, zresztą ostatnio Ministerstwo popisywało się raczej opieszałością w swoich działaniach. Widma? Z tego, co słyszała Knieja nadal była zamknięta, a minęły już chyba trzy miesiące. Pożary? Śmierciożercom udało się spalić niemalże cały Londyn, gdzie wtedy byli właściwie ci wszyscy pracownicy? Nie miała zielonego pojęcia.
Oczywiście, że musiała się odezwać. Gdyby urzędnik wykazał się odrobiną bystrości na pewno dostrzegłby obrączkę, która błyszczała na jej palcu. Zresztą podejrzewała, że większość czarodziejów słyszała o ich ślubie, bo przecież ani ona, ani Roise nie byli anonimowi - czasem jej to przeszkadzało, ale to nie był jeden z tych momentów. Bardzo prosto mógł połączyć kropki, jednak wolał wykazać się zupełną ignorancją - nie, żeby spodziewała się zbyt wiele po osobach jego pokroju.
- Greengrass-Yaxley. - Poprawiła go po raz kolejny, dlaczego? bo mogła. Nadal nie zamierzała porozumiewać się z nim bardziej wylewnie, sięgała po pojedyncze słowa, bo co by było gdyby nie nadążał? Nie zamierzała zaczynać od nowa, nie mieli na to czasu.
Rozsiadła się wygodnie na krześle (na tyle, na ile to było możliwe), nie da się bowiem nie zauważyć, że meble nie były stworzone dla osób ich rozmiarów, jakby zapominano, że niektórzy w tym społeczeństwie byli lepiej zbudowani od innych. Ambroise zaczął mówić, ona wpatrywała się w tym czasie w urzędnika nieprzyjemnym wzrokiem.