Tak, Jessie zdecydowanie wdał się w Neda, może nawet najbardziej z ich trójki. Dla niego był to powód do małej, cichej dumy, bo kiedyś ojca podziwiał niemal tak mocno, jak teraz podziwiał Jonathana, chociaż zdecydowanie by się nie skarżył, gdyby miał trochę więcej cech po matce. Jej upór, to, jak łatwo przychodziło jej kłamanie, czy ta nieszczęsna odporność na ogień, która chyba tylko genetyczną złośliwością ominęła właśnie jego, a te kilka dni temu ogromnie by mu się przydała. Może, gdyby ogień nie był dla niego niebezpieczny, ich mieszkanie byłoby teraz w lepszym stanie? Z drugiej strony powinien się cieszyć, że chociaż jego rodzeństwo otrzymało w genach tę umiejętność, bo gdyby to nie on, a Rita albo Theo byli tamtego wieczoru w ich mieszkaniu, nie groziłaby im krzywda. Szczęśliwie, oboje byli wtedy bezpieczni - Rita w Ministerstwie, a Theo w bibliotece.
Anthony wyszedł. Anthony wrócił. Jasper zajął miejsce przy stole, obserwując wuja, nie z jakiegoś wyszukanego powodu, a dlatego, że dobrze było widzieć go w dobrym humorze, kiedy zaledwie kilka dni temu podczas ich spotkania Anthony miał... zdecydowanie gorszy humor.
Na odpowiedź wuja zmarszczył brwi. Rzeczy poprzedniej lokatorki... Anthony wspominał, że po pożarze gościł u siebie parę osób, które również straciły domy w pożarze. Nie zachowywał się przy tym podejrzanie - żadnego nerwowego ruchu, żadnego wzdrygnięcia, ani nic takiego - nie było więc powodu, by wujowi nie wierzyć i kwestionować jego odpowiedź.
-Odbudowa... Jeszcze z niczym nie ruszyliśmy, więc tak, nadal jesteśmy w Brighton. Udało nam się wynieść z mieszkania trochę rzeczy, których ogień nie zniszczył, więc nie wszystko jest stracone.
Zdjęcie, o które pytał Jonathana, i które coraz częściej zaprzątało jego myśli, skrywało się bezpiecznie w kieszeni jego spodni, złożone w niewielki kwadracik i co jakiś czas kontrolowane, czy nie postanowiło opuścić swojej kryjówki.
Padło pytanie i Jessie odwrócił się do Lazarusa.
-...Nie... Tylko tyle, że wszystko jest spalone i wilgotne- odpowiedział i przeniósł wzrok na talerz, na który nałożył sobie porcję jedzenia. - Ale damy radę to naprawić, więc... Nie wypadliśmy w tym najgorzej. A Pana dom?
Było jeszcze to cholerne krzesło, które najpierw stało w kuchni, zignorowane przez płomienie, a kiedy wraz z Jonathanem weszli do mieszkania, żeby ocenić szkody, stało sobie w jego pokoju. Jessie nie wyczuwał od niego żadnych śladów czarnej magii i może było to lekkomyślne z jego strony, że nie sprawdził tego dla samego spokoju ducha, ale to krzesło go irytowało i nie chciał się nad nim rozwodzić.
-Na szczęście nie - odpowiedział. -Pożar szczęśliwie ominął Gringotta, ale gobliny są bardzo niespokojne i zrobiły się trochę nieznośne - bardziej, niż zwykle, dodał w myślach. -A u Electry wszystko w porządku. Wysłała mi list następnego dnia po pożarze. Na szczęście nic jej się nie stało, jej braciom też udało się uniknąć jakiejś większej tragedii - poza tym, że Basilius był wyczerpany, a Icarusa oblali farbą, jak Anthony'ego i Jonathana. -Póki co, jest u swojej mamy na wsi, więc raczej szybko się z nią nie zobaczę.