Nie dało się ukryć tego, że Jennifer wydawała się być nieco mniej spokojna niż zawsze. Cóż, było to wydarzenie bardzo istotne dla ich rodziny, zależało jej na tym, aby wszystko wypadało jak najlepiej. Miała świadomość tego, że goście będą komentować przyjęcie, które przygotowali. Jennifer Yaxley lubiła, kiedy się ich doceniano, być może mało kto był szczególnie zaznajomiony z kulturą łowców, ale warto było przypomnieć wszystkim, że i oni mieli swoje tradycje. Od wielu lat czuła się bardziej Yaxley'em niż Borginem, była częścią tej społeczności, która kiedyś wydawała jej się dosyć dzika i nieokrzesana, nauczyła się w niej odnajdywać, chociaż nadal bywały momenty, które ją zaskakiwały.
W tej chwili jednak wszystko wydawało się być idealne, muzyka, szum drzew, para młoda krocząca między gośćmi, no nic nie mogło wzbudzić w niej niepokoju, oby druga część ślubu udała się równie dobrze. Nie mogła bowiem zapominać o tym, że był to dopiero początek, zaraz miał się pojawić alkohol, rozluźnienie atmosfery... a wiadomo że mogło to nieść sytuacje, których nie dało się przewidzieć, nad czynnikiem ludzkim nie mieli pełnej kontroli - niestety. Zdecydowanie wolałaby, aby było inaczej, ale z tą drobnostką musiała się przecież pogodzić. Oczywiście zamierzała obserwować otoczenie, aby wyłapywać sytuacje które mogłyby zaburzyć bieg ceremonii, była świetną obserwatorką, wyłapywała najdrobniejsze, niepokojące szczegóły. Nie zakładała oczywiście, że ktoś świadomie chciałby zamieszać, ale nigdy nie wiadomo jak potoczy się wieczór, prawda?
Goście powoli zaczęli opuszczać miejsca przy ołtarzu, wraz z Ursulą zadbały o odpowiednie usadzenie przybyłych - starały się uniknąć sytuacji, które mogły powodować jakieś niesnaski, bywały na różnych przyjęciach czystokrwistych, nic im nie umykało, dzięki czemu mogły spróbować zadbać o komfort każdego. Wiedziała bowiem, że towarzystwo jest bardzo mieszane, ich dzieci miały bowiem bardzo różnych znajomych, zresztą w rodzinach też można było natrafić na ciekawych osobników.
Przeniosła wzrok na Lestrange, która się do niej odezwała, a po chwili spojrzała na młodych. Był to temat, którego nie zdążyła do końca z nimi omówić, miała wrażenie, że wzbudzał wiele kontrowersji, zapewne doszli do jakiegoś konsensusu, kiedy jednak jeszcze była świadkiem rozmowy nie wydawali się mieć pewności, co do tego, co właściwie ustalą.
- Dyskusja była zacięta, nie udało mi się niestety interweniować. - To nie tak, że nie chciała, jednak mordercze spojrzenie córki sugerowało, żeby się w to nie wtrącała. Nie było to dla pani Yaxley wcale takie proste, bo lubiła wygłaszać swoje opinie, ale w tym wypadku odpuściła. Musiała dać im nieco przestrzeni, pozwolić na podejmowanie swoich własnych decyzji.
- Pewnie jakoś się dogadali, ale nie mam pewności na czym się skończyło. Zapewne za chwilę się dowiemy. - Tak naprawdę mogła się po nich spodziewać, że jeszcze w ostatniej chwili zmienili zdanie, to też jakoś szczególnie by jej nie zdziwiło.