22.10.2025, 10:55 ✶
- Będę informował na bieżąco o trudnościach - zapewnił Lazarus. Nie obawiał się natłoku pracy - potrafił dobrze zorganizować swój czas, a nieobciążony obowiązkami rodzinnymi lub nadmiarem relacji towarzyskich, mógł poświęcić go pracy całkiem dużo.
Dłuższą chwilę zastanawiał się nad pytaniem o zaufane znajomości w Urzędzie Celnym, gładząc rudą brodę palcami. Na przychylność kierownika raczej nie było co liczyć, nie po tak nagłym odejściu i to do oddziału, z którym, jak to zwykle bywało w przypadku jednostek o zazębiających się zadaniach, Celny pozostawał w dość… napiętych stosunkach. Wbrew pozorom, miał tam jednak kolegów. Czy byli wystarczająco zaufani? Może lepiej byłoby nie zdawać się na kogoś trzeciego…
- O jakiej ilości mówimy… i co właściwie chcemy docelowo zrobić z tymi lekami? - zapytał obojętnie, lecz wpatrując się uważnie w Anthony’ego. Środki pierwszej potrzeby w dobie kryzysu to zawsze był grząski temat. Lovegood wolałby, żeby nie chodziło o jakieś spekulacje i przyziemne dorabianie się na cudzej krzywdzie, zwłaszcza, kiedy klątwa w jego własnym mieszkaniu wciąż opierała się próbom usunięcia, a Ceolsige przynosiła ponure wieści z Nokturnu.
Słowa, które przed chwilą wypowiedział jego kierownik, nie przebrzmiały jeszcze w powietrzu, a już okazywały się prawdziwe, choć w dość przewrotny sposób. Trudno zmusić brzoskwinię, by urosła szybciej, niż jest w stanie. Zaufanie działało w dwie strony. Tym niemniej, w jego głowie powstawał już plan.
W kwestii oklumencji natomiast… cóż, każda opcja miała swoje wady i zalety. Lazarus nie uważał, żeby któraś była obiektywnie lepsza. Nie potrzebował również szczególnego przekonywania. Pokiwał głową, akceptując argumenty Anthony’ego.
- Wraz z powszechną nauką oklumencji nastąpi nieunikniony wzrost liczby legilimentów - zauważył - zarówno, by uczyć, jak i by przełamywać bariery. Obawiam się również, że program nauczania w Hogwarcie jest dość skostniały, jak na wprowadzenie tych zagadnień. Zakładam, że istnieje jakiś plan na tę okoliczność?
Dłuższą chwilę zastanawiał się nad pytaniem o zaufane znajomości w Urzędzie Celnym, gładząc rudą brodę palcami. Na przychylność kierownika raczej nie było co liczyć, nie po tak nagłym odejściu i to do oddziału, z którym, jak to zwykle bywało w przypadku jednostek o zazębiających się zadaniach, Celny pozostawał w dość… napiętych stosunkach. Wbrew pozorom, miał tam jednak kolegów. Czy byli wystarczająco zaufani? Może lepiej byłoby nie zdawać się na kogoś trzeciego…
- O jakiej ilości mówimy… i co właściwie chcemy docelowo zrobić z tymi lekami? - zapytał obojętnie, lecz wpatrując się uważnie w Anthony’ego. Środki pierwszej potrzeby w dobie kryzysu to zawsze był grząski temat. Lovegood wolałby, żeby nie chodziło o jakieś spekulacje i przyziemne dorabianie się na cudzej krzywdzie, zwłaszcza, kiedy klątwa w jego własnym mieszkaniu wciąż opierała się próbom usunięcia, a Ceolsige przynosiła ponure wieści z Nokturnu.
Słowa, które przed chwilą wypowiedział jego kierownik, nie przebrzmiały jeszcze w powietrzu, a już okazywały się prawdziwe, choć w dość przewrotny sposób. Trudno zmusić brzoskwinię, by urosła szybciej, niż jest w stanie. Zaufanie działało w dwie strony. Tym niemniej, w jego głowie powstawał już plan.
W kwestii oklumencji natomiast… cóż, każda opcja miała swoje wady i zalety. Lazarus nie uważał, żeby któraś była obiektywnie lepsza. Nie potrzebował również szczególnego przekonywania. Pokiwał głową, akceptując argumenty Anthony’ego.
- Wraz z powszechną nauką oklumencji nastąpi nieunikniony wzrost liczby legilimentów - zauważył - zarówno, by uczyć, jak i by przełamywać bariery. Obawiam się również, że program nauczania w Hogwarcie jest dość skostniały, jak na wprowadzenie tych zagadnień. Zakładam, że istnieje jakiś plan na tę okoliczność?