Cel osiągnęli. Pokazali swoją lojalność. Rozsiali strach i śmierć na całe miasto. Lecz Nicholas patrzył też pod innym kątem na to wszystko. Nie przepadając za chaotycznymi działaniami. Gdyby zdrowie siadłoby mu bardziej i nie mógłby fizycznie wziąć udziału w tych atakach, co by wtedy się stało? Jak odebrałby jego nieobecność Czarny Pan?
Spotkanie się z prawdziwym de mentorem, twarzą w twarz, mogłoby być bardzo ciekawym i interesującym spotkaniem. Wyzwaniem, sprawdzenie siebie, stojąc w obliczu śmierci, żywiącą się szczęściem i uczuciami, których Nicholas przecież nie miał. Test sprawdzenia się, jak bardzo jest zimnym człowiekiem, bez uczuć. Czy Dementor, zainteresowałby się nim?
- Wyzwanie, którego bym się może podjął. Spotkanie z Dementorem.Stwierdził, jakby uznał słowa Rodolphusa jako ciekawa propozycja, do podejmowania nowego ryzyka i doświadczenia życiowego. Dla kogoś, kto pracuje w Komnacie Śmierci. Ma z nią stałą styczność. Spaczył się bardziej po ostatnich wydarzeniach. Travers eksperymentował także na sobie. Nie bez powodu, opanował Eksterioryzację. A w planie miał i chciał osiągnąć więcej.
Z dwojga złego, dzieci czy zwierzęta, Rodolphus wybrał porównanie do rudego kota, uważając te stworzenia za bardziej złośliwe, niżeli dzieci. Nad tym Nicholas nie zastanawiał się. Lecz gdyby miał wybierać, to więcej szacunku miał do zwierząt, magicznych stworzeń.
W dalszej wypowiedzi, Lestrange poruszył ciekawy temat, o instytucji zamykającej zwierzęta czy dzieci w szklanych kopułach. Niczym obiekty do badań, eksperymentów. Dając tym samym możliwość na głębsze przemyślenia. Ale może nie na dzisiaj. Nie na teraz.
- Tak. Złagodziło ból gardła i przełyku.Potwierdził, odpowiadając na pytanie o eliksir. Był inny, mocniejszy. Travers odczuł różnicę od tych, które brał do tej pory. Choć ten, najpewniej przeznaczony jest na problemy z kaszlem, oddychaniem. Nie ma serce.
Siedząc wygodniej na kanapie, pozwalając, aby herbata trochę ostygła, rozmyślał nad czymś.
- Potrzebuję znaleźć dom dla siostry. W jakiejś wiosce, blisko lasu. Z dala od Londynu. Faye jest uparta i nie chce wracać do Szkocji. Potrzebuję partnera, który zechce mi towarzyszyć w zwiedzaniu i ocenie posiadłości. Może coś w dobrym stanie, porzuconego ocalało. Chyba, że będzie trzeba pozbyć się "szkodników".
Tutaj uważniej spojrzał na Rodolphusa. Wymownie, jakby liczył może na jakąś zgodę, wsparcie.
- Jedyny wiesz o moich problemach zdrowotnych. W takiej sytuacji, wolałbym nie angażować nikogo innego w prywatną sprawę.
Wyczekiwał odpowiedzi.