23.10.2025, 01:08 ✶
- Brenn, ale Nora bardzo dobrze wie, że bez stałego zatrudnienia nie dam rady sam odłożyć kwoty niezbędnej na hipogryfa. Jak myślisz, dlaczego Mabel nadal go nie ma? Moim zadaniem jest jej rozpieszczanie - powiedział wyszczerzając się szeroko. Może i prawdziwego hipogryfa jej nie zdołał kupić, ale... Pluszowy, który potrafi się ruszać sam z siebie to już inna sprawa - no i niedługo wpadnie on w ręce najmłodszej z rodu Figgów.
Oczywiście nie byłby sobą, gdyby nie ustawił się tak, aby swoim ciałem zasłaniać dodatkowo upartą kobietę, która nadal pozostawała z nim w tym pomieszczeniu. Spodziewał się wszystkiego, tego, że klątwa jest złożona i spędzi grube godziny na jej rozplątywaniu, że będzie to walka, która zostawi go wyczerpanego do cna, że próbować będzie musiał po kilkanaście razy nim dojdzie do właściwego rozwiązania, bo Voldemort jednak podstępnie ukrył niemiłe niespodzianki w tej klątwie.
Na pewno nie spodziewał się tego, że uda mu się już za pierwszym razem - co prawda poczuł się jakby właśnie przebiegł maraton i do tego przez pustynie. Zimny pot oblał mu czoło i kark, a w ustach zaschło jakby właśnie ktoś przeniósł go na gorące piaski Egiptu. Zachwiał się, ale dzielnie utrzymując pion zmarszczył brwi. Efekt klątwy zniknął, powoli bo powoli, ale miarowo znikał, szepty też nie były już słyszalne. Czy to dlatego, że przetaczał się przez całą wyspę, czy to dlatego, że nie miał za dużo czasu - nie miał pojęcia dlaczego klątwa ta byłą tak prosta do złamania. Ale nie zamierzał narzekać.
Dla pewności machnął jeszcze kilka razy różdżką, rzucając zaklęcia, aby sprawdzić, czy faktycznie klątwa zniknęła. Pomacał jeszcze ścianę w miejscu, gdzie przed chwilą widoczna była manifestacja tej mrocznej siły.
Odwrócił się na pięcie próbując zachować poważny wyraz twarzy, no ale nie do końca mu się udawało.
- No cóż, no to ten... Po sprawie - odezwał się wreszcie z szerokim uśmiechem - był zadowolony, że się udało złamać te klątwę.
Oczywiście nie byłby sobą, gdyby nie ustawił się tak, aby swoim ciałem zasłaniać dodatkowo upartą kobietę, która nadal pozostawała z nim w tym pomieszczeniu. Spodziewał się wszystkiego, tego, że klątwa jest złożona i spędzi grube godziny na jej rozplątywaniu, że będzie to walka, która zostawi go wyczerpanego do cna, że próbować będzie musiał po kilkanaście razy nim dojdzie do właściwego rozwiązania, bo Voldemort jednak podstępnie ukrył niemiłe niespodzianki w tej klątwie.
Na pewno nie spodziewał się tego, że uda mu się już za pierwszym razem - co prawda poczuł się jakby właśnie przebiegł maraton i do tego przez pustynie. Zimny pot oblał mu czoło i kark, a w ustach zaschło jakby właśnie ktoś przeniósł go na gorące piaski Egiptu. Zachwiał się, ale dzielnie utrzymując pion zmarszczył brwi. Efekt klątwy zniknął, powoli bo powoli, ale miarowo znikał, szepty też nie były już słyszalne. Czy to dlatego, że przetaczał się przez całą wyspę, czy to dlatego, że nie miał za dużo czasu - nie miał pojęcia dlaczego klątwa ta byłą tak prosta do złamania. Ale nie zamierzał narzekać.
Dla pewności machnął jeszcze kilka razy różdżką, rzucając zaklęcia, aby sprawdzić, czy faktycznie klątwa zniknęła. Pomacał jeszcze ścianę w miejscu, gdzie przed chwilą widoczna była manifestacja tej mrocznej siły.
Odwrócił się na pięcie próbując zachować poważny wyraz twarzy, no ale nie do końca mu się udawało.
- No cóż, no to ten... Po sprawie - odezwał się wreszcie z szerokim uśmiechem - był zadowolony, że się udało złamać te klątwę.