No tak, to było całkiem oczywiste. Z tym argumentem nie miała co dyskutować. Musiało im się udać, zawsze wszystko im się układało, czasem docierali do tego nieco okrężną drogą, ale nie było wątpliwości co do tego, że jeśli już sobie coś założyli to musiało się stać po ich myśli. Kiedy mieli jeden, wspólny cel - nic nie mogło przeszkodzić w jego realizacji, byli uparci, jedno i drugie, a razem... było tylko gorzej, niż w pojedynkę. No dla innych gorzej, dla nich wręcz przeciwnie.
Geraldine nie do końca miała doświadczenie w tej oficjalnej części. Nie była nigdy świadkiem na czyimś ślubie, był to również jej pierwszy i zakładała, że ostatni taki dzień. Nie do końca więc wiedziała, czego powinni się spodziewać po tej namiotowej części. Miała nadzieję, że Sebastian szybko ich stąd wypuści, i wreszcie będą mogli usiąść między najbliższymi, porozmawiać, odetchnąć. Jeszcze nie wiedziała, że to wcale nie będzie takie proste... nie można było mieć jednak wszystkiego, czyż nie?
Wkrótce dołączyli do nich Millie i Corio. Uśmiechnęła się, gdy pojawili się w namiocie, w końcu poniekąd to oni byli ich głównymi partnerami w zbrodni... nie bez powodu tak się stało.
Słuchała tego, co miała do powiedzenia Millie. Najwyraźniej podobała jej się ceremonia, którą zorganizowali wraz ze swoimi najbliższymi, oby nie była to tylko jej opinia, z drugiej strony Geraldine jak zawsze miała gdzieś to, co ludzie powiedzą. Najważniejsze, że na tyle na ile mogli postawili na swoim,mieli wpływ na to, jak spędzą ten jeden z ważniejszych dni w swoim życiu. Nie do końca wydawało jej się potrzebne porównywanie do innych ślubów, zresztą każda z rodzin miała swoje tradycje, których starała się przestrzegać, miała świadomość, że każdy chciał się pokazać jak najlepiej i robił co w jego mocy, by właśnie tak było. Była gościem na weselu Blacków i bawiła się tam wcale nie najgorzej w towarzystwie Erika.
- Cieszę się, że Ci się podobało. - Odpowiedziała jeszcze Millie. W końcu o to chodziło, by ci, z którymi byli najbliżej dobrze się bawili, no i oni sami, a nie wątpiła w to, że ten ślub był bardzo blisko tego idealnego - nie mogli przecież pójść sami do kowenu, chociaż to byłaby dla nich pewnie najlepsza wersja, jednak świat czystokrwistych rządził się swoimi własnymi prawami.
Przeniosła wzrok na Corio, z którego ust padło nazwisko Blacków, wzruszyła jedynie ramionami. - To nie była taka zła impreza, kapibary biegały między ludźmi, było całkiem śmiesznie. - Nie sądziła, że było to pomysłem organizatorów tamtego przyjęcia, raczej jakąś dziwną, niefortunną, zupełnie przypadkową i niewinną klątwą, która padła na gości. Spowodowała jednak rozluźnienie wśród gości, zapewnie inaczej zareagowały rodziny pary młodej.
Sebastian nie omieszkał się wtrącić do ich rozmowy, przeniosła na niego spojrzenie. Czekała na dalsze instrukcje, w końcu zostały im do dopełnienia te drobne formalności. Jeszcze chwila i będą wolnymi ludźmi, no prawie wolnymi...
Kiwała głową, kiedy wspomniał o tym, że modlił się o pogodę. Tak, jasne - jakby naprawdę mógł w ten sposób na to wpłynąć, nie podzieliła się jednak swoim sceptycznym podejściem, nie chciała wchodzić w takie dyskusje z kapłanem podczas ich własnego ślubu, co jeśli postanowiłby go anulować? Nie było sensu niepotrzebnie ryzykować. Trzymała więc gębę na kłódkę.
Macmillan podsunął im dokumenty do podpisania, bez słowa więc zaczęła je podpisywać, jak najszybciej - nie czytała ich zbyt dokładnie, kapłan by ich przecież nie oszukał, nie podsunął jakiegoś kredytu do podpisania, prawda? Wierzyła w jego dobre intencje.
Kartkowała dokumenty w poszukiwaniu miejsc, w których powinien znaleźć się jej podpis, przy okazji jednak słuchała tego, co mówił Sebastian. Kończyła składać podpisy, gdy do jej uszu doszły te sugestie o tym, że powinni się pojawiać w Kowenie, na jakichś spotkaniach, uniosła wzrok, spoglądała na Ambroise'a, mógł dostrzec zdziwienie na jej twarzy, a może nawet panikę. Czy miała przytaknąć? Oszukać kapłana, że się tam znajdą? Oczywiste, że nie zamierzała zmieniać swoich nawyków związanych z wizytami w kowenie, a tak naprawdę z omijaniem go szerokim łukiem.
Postanowiła, aby to jej mąż się wypowiedział, skoro byli już małżeństwem, mieli decydować wspólnie, prawda? Kłamać też wspólnie... no, mniejsza o to, spodziewała się, że Roise będzie wiedział, co powiedzieć. Dopiero po chwili przeniosła wzrok na świadków, chcąc zobaczyć ich miny.