22.02.2023, 07:07 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.02.2023, 07:16 przez William Lestrange.)
Naiwnym byłoby szukać w ekspresji Williama Lestrange współczucia czy przejawu jakiegokolwiek zrozumienia w takiej sytuacji, niemniej, zmarszczka czegoś, co można było nazwać skonsternowaniem pojawiła się pomiędzy jego ciemnymi brwiami, gdy z początku ścisnął je blisko siebie, aby ostatecznie unieść. W odróżnieniu do wielu innych emocji, wiedział jak to jest kogoś stracić. Był bardzo młody, gdy jego najlepszy przyjaciel odszedł z tego świata, a jego śmierć sprawiła, że były Krukon zagłębił się w sztukę nekromancji, dążył do stworzenia Kamienia Filozoficznego... Wpłynęło to na niego, wręcz ukształtowało jako człowieka. Wciąż, jednak, był tylko Williamem, który w sytuacjach społecznych i wymagających emocjonalnego wsparcia milkł, nauczony doświadczeniem, że lepiej, aby nie mówił nic, bo cokolwiek, co wyjdzie z jego ust będzie abominacją pocieszenia, pogorszeniem sprawy. Teraz nie miał wyboru, byli w kostnicy sami, nie mógł przecież milczeć, zignorować kuzynki. Chociaż, musiał przyznać, najchętniej uciekłby z tego pomieszczenia, aby nie odbywać tej konwersacji - mógł badać zmasakrowane ciała, ale szczera rozmowa i zmierzenie się z czyimiś emocjami go przerastało.
W pierwszej chwili po prostu wysunął torebeczkę z rąk kobiety i odłożył ją na bok. Zacisnął usta, zaczęło mu się robić gorąco ze stresu. Pierwsze słowa jakie chciały opuścić jego usta były 'To już chyba nie jesteś', ale bardzo umiejętnie je powstrzymał, powtarzając sobie, że nie może mówić innym tak bezpośrednich rzeczy, bo to okropne (nawet jeżeli sam nie do końca rozumiał czemu).
- Miałaś okropnie długi dzień - zaczął, delikatnie, trochę jakby podchodził do zestresowanego kota. Kuzynka być może i nie płakała, ale sposób w jaki podzieliła się informacją o tożsamości denata był definitywnie inny, niż to, jak przekazywała resztę komunikatów, to William potrafił stwierdzić, więc wiedział, że rozmówczyni na pewno nie czuje się najlepiej. W gruncie rzeczy, właśnie przez ten stres związany z przymusem jakiejkolwiek reakcji na prawdopodobny smutek kobiety, zepchnął na drugi plan jej wypowiedź o Rosierach, czystości krwi oraz ich poglądach. Zarejestrował ją, ale nie teraz była pora na drążenie, spisze w raporcie wszystko, czego się dowiedział, reszta już od niego nie zależy.
- Wszystko tutaj przygotuje na jutro rano, a ty może poczekaj na mnie chwilę, odprowadzę cię do domu. Chyba... chyba lepiej żebyś nie była sama? Ludzie nie lubią być sami w takich momentach? Chyba, że ty akurat lubisz, prawda, może tak być - zaczął się plątać w wypowiedziach, więc uciął, czując jak przygniata go każde wydukane słowo.
Odetchnął.
Ta noc definitywnie nie będzie należeć do najprostszych, ale ostatnio mało kwestii takimi się malowało.
W pierwszej chwili po prostu wysunął torebeczkę z rąk kobiety i odłożył ją na bok. Zacisnął usta, zaczęło mu się robić gorąco ze stresu. Pierwsze słowa jakie chciały opuścić jego usta były 'To już chyba nie jesteś', ale bardzo umiejętnie je powstrzymał, powtarzając sobie, że nie może mówić innym tak bezpośrednich rzeczy, bo to okropne (nawet jeżeli sam nie do końca rozumiał czemu).
- Miałaś okropnie długi dzień - zaczął, delikatnie, trochę jakby podchodził do zestresowanego kota. Kuzynka być może i nie płakała, ale sposób w jaki podzieliła się informacją o tożsamości denata był definitywnie inny, niż to, jak przekazywała resztę komunikatów, to William potrafił stwierdzić, więc wiedział, że rozmówczyni na pewno nie czuje się najlepiej. W gruncie rzeczy, właśnie przez ten stres związany z przymusem jakiejkolwiek reakcji na prawdopodobny smutek kobiety, zepchnął na drugi plan jej wypowiedź o Rosierach, czystości krwi oraz ich poglądach. Zarejestrował ją, ale nie teraz była pora na drążenie, spisze w raporcie wszystko, czego się dowiedział, reszta już od niego nie zależy.
- Wszystko tutaj przygotuje na jutro rano, a ty może poczekaj na mnie chwilę, odprowadzę cię do domu. Chyba... chyba lepiej żebyś nie była sama? Ludzie nie lubią być sami w takich momentach? Chyba, że ty akurat lubisz, prawda, może tak być - zaczął się plątać w wypowiedziach, więc uciął, czując jak przygniata go każde wydukane słowo.
Odetchnął.
Ta noc definitywnie nie będzie należeć do najprostszych, ale ostatnio mało kwestii takimi się malowało.
Sometimes, I wonder if I should be medicated;
If I would feel better just lightly sedated
If I would feel better just lightly sedated