Wyobrażenie szkolnych koleżanek w krótszych spódniczkach, niż musiały nosić, było całkiem miłe do momentu, w którym uświadomił sobie, że jego własna siostra również nosiłaby odważniejszą szatę, a to już nie była taka miła myśl.
Wracając do przyjemniejszego wyobrażenia - szkole szaty nie dawały dużego pola popisu fantazji, powiewając bardziej szkolną nudą, niż dramatem, nad czym ubolewało się bardziej w późniejszych latach nauki. Gdzie jednak fantazja nie mogła dotrzeć, znalazł się łut szczęścia. Jessie, jako członek drużyny Quidditcha, przebierał się w jednej szatni z kilkoma starszymi kolegami, którzy też byli w drużynie. Oczywiście, nie oznaczało to niezdrowego podglądania chłopaków, ale chłopcy, jak to chłopcy, lubili czasami porównywać swoją muskulaturę, dzięki czemu Jessie byłby w stanie powiedzieć kilka słów o swoich kolegach z drużyny, gdy ich fanki chichotały między sobą, wyobrażając ich sobie bez koszulek.
-Wywróż sobie taki, uśmiechnij się do którejś z tych dziewczyn, albo do chłopaków, i może coś na tym ugrasz - romans albo skandal.
Gdyby z powodu skandalu Hannibal musiał wynieść się z kraju, jak kiedyś Charlotte i Ned, jaki kraj by wybrał na swój cel?
Mugolski tłumek przyjął ich w swój krąg. Jessie stanął obok Hannibala i z lekko uniesionymi brwiami przysłuchiwał się wymianie zdań, gdy mugolscy wróżbici tłumaczyli im, na czym miał polegać rytuał, do którego zostali zaproszeni.
Jeszcze nikomu tu nie wyszło nic złego - albo po prostu widzieli w woskowych tworach kształty inne, niż te złe. Czy odwrócona czaszka nie wyglądała trochę, jak samochód z sercem na drzwiach, jakie rysowało się za dzieciaka, gdy udało się w końcu odpowiednio złapać kredkę?
Hannibal mruknął coś chyba o kłopotach i Jessie zerknął na niego ze zmartwieniem. Czyżby Hannibal wplątał się w kolejne kłopoty?
Upaćkany klucz znalazł się w dłoni Hannibala i rozpoczęło się tworzenie wróżby. Wszyscy w napięciu obserwowali kapiący do wody wosk, który sklejając się z poprzednimi kroplami, stygnącymi na tafli wody, kształtowały... nie wiadomo jeszcze co. Jessie również przechylił głowę, próbując odgadnąć, jaką formę ostatecznie przybierze woskowy twór.
Bardziej jednak niż jego faktyczną symboliką, Jessie był zainteresowany jego interpretacją w wykonaniu Hannibala - czy faktycznie wywróży którejś parze romans? A może postawi samego siebie w roli bratniej duszy, na którą właśnie czekała dziewczyna, topiąca wosk?
Ostatnia kropla wosku spadła do misy, woskowa forma została wyjęta z wody i podniosły się głosy, gdy zebrani próbowali rozpoznać kształt, by zinterpretować jego znaczenie.
-Filiżanka? - mruknął i przyjrzał się uważniej woskowy. -Raczej nie. Zobacz - wyciągnął rękę i przesunął palcem nad częścią wróżby -czy to nie wygląda na ucho?
"Krzywy" komentarz został zignorowany, ale padła odpowiedź bliska tej, jaka faktycznie powinna była paść.
-Czajnik? Hm... Tak, to może być czajnik. Czy ktoś wie, co oznacza czajnik?
Poza tym, że można było zrobić w nim dobrą herbatę?
Hannibal przejął woskowy czajniczek i rozpoczął swój występ, a zebrani mugole wpatrywali się w niego, jak w jakiegoś posłańca bogów. Przez moment Jessie zastanowił się, jaka byłaby reakcja wujka Morpheusa na tę scenę...
Jessie zaśmiał się cicho, kiedy jasnowłosy chłopak za szybko odrzucił chęć pomocy Selwyna. Zerknął jeszcze ukradkiem na dziewczynę, która lała wosk. Oho, chyba się uśmiechała.
-A dlaczego nie? - zwrócił się do jasnowłosego chłopaka. -W końcu Wróżby to tylko cień przyszłości. Nie chciałbyś się dowiedzieć, co czeka dalej?
Gdyby tylko nie była to mugolska zabawa, a prawdziwa wróżba od prawdziwego jasnowidza...
-Pewnie, dzięki - powiedział, gdy Hannibal zwrócił się do niego, wziął tygiel od "czarownicy", roztopił wosk nad świecą i przelał go przez klucz z większym skupieniem, niż powinien.
Naparstek (zmiany w domu)
Kształt był... dziwny. Jessie wyjął swoją wróżbę z misy, zanim ktoś inny zdążył po nią sięgnąć, i delikatnie obrócił ją w palcach.
-Czy ktoś wie, co to może być? - przesunął wzrokiem po zgromadzeniu i zatrzymał się na Hannibalu. -Co to dla mnie oznacza?