23.10.2025, 19:13 ✶
Z Anthonym i Aaronem gdzieś w swobodnej odległości od makiety teatru.
Jeśli stare baby mogłyby doświadczać pajęczego zmysłu, to ten Philomeny szalałby właśnie i świecił milionem kolorów niczym choinka w atrium Ministerstwa na Yule. To, w jak naturalny sposób Lorien przekazała swoje ciasto panu Moody’emu, jak ten po odejścu sędzi obrócił się tak, aby ani na moment nie spuszczać jej z oczu — wszystko to starucha śledziła ślepiami ukrytymi za opadającymi, pomarszczonymi powiekami, choć wrażenie sprawiała przy tym idealnie obojętnej i skupionej na konwersowaniu z Shafiqiem.
W przeciwieństwie do Anthony’ego Mulciberowa nie dostrzegała w aurorach pierwiastka drapieżnika ni żadnej innej szlachetnej bestii. Do służb porządkowych — i te elitarne nie były tu wcale wyjątkiem — zaciągały się proste chłopki-roztropki, którym inteligencji brakło, by realizować się w dziedzinach bardziej wymagających. Było to miejsce dla ćwierćinteligentnych gwałtowników potrzebujących instytucji, która wyda im licencję na przemoc. Osiągali tym sposobem prymitywną namiastkę tego, jak smakuje władza — i cóż, że władza wyłącznie nad cywilem napadniętym przez trzech umundurowanych zbójów. Philomena nie dbała o to nadto, dopóki owej władzy nadużywali do wyżywania się na równych sobie prostaczkach. Z całą pewnością nie było jednak w formacjach policyjnych niczego szlachetnego ni godnego podziwu.
Gdy Aaron Moody wygłosił swoją uwagę o tym, że do odbudowy Londynu potrzebne są czyny, Philomena spojrzała na niego przelotnie i skinęła głową w oszczędnym, czysto grzecznościowym geście przyznania mu racji, po czym zwróciła uwagę na powrót ku znamienitszemu rozmówcy:
— Państwo Hiszpańskie to interesujący wybór sojusznika, panie Shafiq. Ustrojowo, to z pewnością. — Philomena nie mogła nie docenić, że czarodziej swoje działania na arenie międzynarodowej w czasach kryzysu otwierał sojuszami z faszystowską dyktaturą. — Od lat trwa u nich prężny rozwój; cud, jak to niektórzy określają. Wciąż jednak Hiszpanie pozostają jedną z uboższych gospodarek Europy. Współpraca może okazać się niemniej owocna, a nawet jeśli negocjacje nie spełnią pańskich oczekiwań, z pewnością uczynią to walory turystyczne. Wprost uwielbiam wracać do Katalonii. Znając pańskie gusta, nie wątpię, że nie odmówi pan sobie nawet przy napiętym grafiku wyprawy do leża ogniomiotów katalońskich.
Rozmowa płynęłaby tą swobodną uprzejmością zapewne i dalej, ledwie jednak Anthony wspomniał o tym, jakąż to przeszkodę stanowią mugole w Dolinie Godryka, stara nie była w stanie myśleć już o niczym innym niż podkreślenie i wyolbrzymienie owej niedogodności. Nie mogła dbać mniej o te sady, o domki i o Knieję, lecz w tamtej chwili — gdy przeszkodą do odnowienia ich byli mugole — stały się jej bliskie niczym własne dzieci.
— Już dawno ludność Doliny Godryka winna była przejść transformację w jednolite społeczeństwo, jako że jest to, co sam pan zauważa, ośrodek dla nas ważny. Doprawdy, czarodzieje nie powinni pod przymusem znosić tej niedogodności ze względu na mugolskie oczy. Mówimy tu o znaczącym przyspieszeniu możliwości powrotu do ich własnych domów, którą blokują mugole. — Słowa te Philomena wypowiedziała, ani na chwilę nie podnosząc głosu. Salonowe oburzenie, być może tak dało się określić tyradę starej arystokratki wygłoszoną ze zmanierowaną pogardą. — Fundacja nigdy nie znajdowała się pod opieką kancelarii — uściśliła, jakby mimochodem, choć nie do końca temat ignorując, co przyciągnęłoby doń wyłącznie więcej uwagi. — To była prywatna inicjatywa zapoczątkowana przez świętej pamięci Roberta Mulcibera.
Mojego wnuka — nie dodała.
Jeśli stare baby mogłyby doświadczać pajęczego zmysłu, to ten Philomeny szalałby właśnie i świecił milionem kolorów niczym choinka w atrium Ministerstwa na Yule. To, w jak naturalny sposób Lorien przekazała swoje ciasto panu Moody’emu, jak ten po odejścu sędzi obrócił się tak, aby ani na moment nie spuszczać jej z oczu — wszystko to starucha śledziła ślepiami ukrytymi za opadającymi, pomarszczonymi powiekami, choć wrażenie sprawiała przy tym idealnie obojętnej i skupionej na konwersowaniu z Shafiqiem.
W przeciwieństwie do Anthony’ego Mulciberowa nie dostrzegała w aurorach pierwiastka drapieżnika ni żadnej innej szlachetnej bestii. Do służb porządkowych — i te elitarne nie były tu wcale wyjątkiem — zaciągały się proste chłopki-roztropki, którym inteligencji brakło, by realizować się w dziedzinach bardziej wymagających. Było to miejsce dla ćwierćinteligentnych gwałtowników potrzebujących instytucji, która wyda im licencję na przemoc. Osiągali tym sposobem prymitywną namiastkę tego, jak smakuje władza — i cóż, że władza wyłącznie nad cywilem napadniętym przez trzech umundurowanych zbójów. Philomena nie dbała o to nadto, dopóki owej władzy nadużywali do wyżywania się na równych sobie prostaczkach. Z całą pewnością nie było jednak w formacjach policyjnych niczego szlachetnego ni godnego podziwu.
Gdy Aaron Moody wygłosił swoją uwagę o tym, że do odbudowy Londynu potrzebne są czyny, Philomena spojrzała na niego przelotnie i skinęła głową w oszczędnym, czysto grzecznościowym geście przyznania mu racji, po czym zwróciła uwagę na powrót ku znamienitszemu rozmówcy:
— Państwo Hiszpańskie to interesujący wybór sojusznika, panie Shafiq. Ustrojowo, to z pewnością. — Philomena nie mogła nie docenić, że czarodziej swoje działania na arenie międzynarodowej w czasach kryzysu otwierał sojuszami z faszystowską dyktaturą. — Od lat trwa u nich prężny rozwój; cud, jak to niektórzy określają. Wciąż jednak Hiszpanie pozostają jedną z uboższych gospodarek Europy. Współpraca może okazać się niemniej owocna, a nawet jeśli negocjacje nie spełnią pańskich oczekiwań, z pewnością uczynią to walory turystyczne. Wprost uwielbiam wracać do Katalonii. Znając pańskie gusta, nie wątpię, że nie odmówi pan sobie nawet przy napiętym grafiku wyprawy do leża ogniomiotów katalońskich.
Rozmowa płynęłaby tą swobodną uprzejmością zapewne i dalej, ledwie jednak Anthony wspomniał o tym, jakąż to przeszkodę stanowią mugole w Dolinie Godryka, stara nie była w stanie myśleć już o niczym innym niż podkreślenie i wyolbrzymienie owej niedogodności. Nie mogła dbać mniej o te sady, o domki i o Knieję, lecz w tamtej chwili — gdy przeszkodą do odnowienia ich byli mugole — stały się jej bliskie niczym własne dzieci.
— Już dawno ludność Doliny Godryka winna była przejść transformację w jednolite społeczeństwo, jako że jest to, co sam pan zauważa, ośrodek dla nas ważny. Doprawdy, czarodzieje nie powinni pod przymusem znosić tej niedogodności ze względu na mugolskie oczy. Mówimy tu o znaczącym przyspieszeniu możliwości powrotu do ich własnych domów, którą blokują mugole. — Słowa te Philomena wypowiedziała, ani na chwilę nie podnosząc głosu. Salonowe oburzenie, być może tak dało się określić tyradę starej arystokratki wygłoszoną ze zmanierowaną pogardą. — Fundacja nigdy nie znajdowała się pod opieką kancelarii — uściśliła, jakby mimochodem, choć nie do końca temat ignorując, co przyciągnęłoby doń wyłącznie więcej uwagi. — To była prywatna inicjatywa zapoczątkowana przez świętej pamięci Roberta Mulcibera.
Mojego wnuka — nie dodała.
głosujcie na mnie, bo nie macie innego wyjścia