23.10.2025, 22:47 ✶
— Ech, gdybym tylko miał jedną z tych słynnych myślodsiewni — zacmokał Erik, kręcąc powoli głową. — Zarchiwizowałbym sobie wspomnienia z naszego dzisiejszego spotkania i mógłbym do niego wracać za każdym razem, kiedy potrzebowałbym dodatkowego zastrzyku pewności siebie. Nie dość, że na nowo doświadczyłbym adrenaliny związanej z treningiem, to jeszcze mógłbym posłuchać o tym, jak mnie chwalisz. Po prostu żyć nie umierać.
Uniósł wysoko brwi na słowo ''wciągającą''. Och tak, to zdecydowanie zwiastowało ogromną porcję rozrywki. Ciekawe tylko, ile to było warte.
— Oczywiście, że nie będzie — odparł takim tonem, jakby chciał jeszcze coś dodać.
W tym momencie zapadła między nimi niezręczna cisza, gdy Erik raz po raz otwierał i zamykał usta, jakby nie mógł się zdecydować na to, co właściwie chciał na to odpowiedzieć. Bo przecież scenariuszy było tak wiele, czyż nie? Mógł zachować pozytywne podejście do sprawy i powiedzieć, że wyłapanie Śmierciożerców i pozbycie się Czarnego Pana to tylko kwestia czasu. Przecież Ministerstwo Magii i Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów cały czas nad tym pracował. Z drugiej jednak strony... Mógł też pogrążyć się w negatywnych myślach. Mógł dywagować na temat tego, że prędzej czy później jedna ze stron konfliktu będzie musiała się wykrwawić i ulec drugiej. Mógł też podejść do sprawy bardziej personalnie i łkać na temat tego ile ludzi stracą nim walka dobiegnie końca. Identyfikował się z każdą z tych myśli, jednak żadna z nich nie wybijała się jakoś przesadnie przed szereg. Niestety. Ile by dał, żeby akurat teraz być w tej kwestii czegokolwiek pewnym.
— Ludzie. — Wzruszył ramionami. — Naciski ze strony mieszkańców Londynu, osad czarodziejów... Gdyby faktycznie przyprzeć polityków do muru, to może w końcu zdecydowaliby się na bardziej zdecydowane kroki. Nie żebym marzył o państwie policyjnym, ale gdyby Brygada Uderzeniowa i Aurorzy dostali większe możliwości, to może udałoby się chociaż spróbować zapobiec kolejnemu Beltane lub Spalonej Nocy.
I tutaj wchodzimy w kwestie potencjalnych nadużyć, czyż nie?, pomyślał Erik, zduszając westchnienie w zarodku. Nie lubił sięgać po środki przymusu bezpośredniego w terenie, ale miał świadomość tego, że nie każdy tak podchodził do tych kwestii. Niektórzy by się nie wahali, nie szukali pokojowego rozwiązania. A to mogłoby nie tylko doprowadzić do pogorszenia opinii na temat jednego z kluczowych departamentów w państwie, ale też rozłamu wewnątrz jednostek dbających o bezpieczeństwo. Skrzywił się na tę myśl.
— Ta, wiem. Zaczynają wywierać wpływ na okoliczną ludność. Z tego co widziałem, to potrafią wprawić innych ludzi w stan zbliżony do lunatykowania, żeby zwabić ich głębiej w las. A nawet jeśli ich nie wprowadzają w ten stan, to całkiem nieźle go imitują — przyznał przyciszonym głosem, podsumowując całą historię ciężkim westchnieniem.
Wolał nie wdawać się w szczegóły dotyczące tego skąd dokładnie miał takowe informacje. Cała ta przygoda z Julienem i Dorą w środku nocy... Cóż, gdyby nie pożary w Wielkiej Brytanii, to zapewne uznałby ten wypad za jedno z bardziej traumatycznych wydarzeń ostatnich tygodni. A teraz co chwilę coś nowego walczy o podium, skomentował bezgłośnie, nie pozwalając jednak tej myśli wybrzmieć na głos. Czy naprawdę nie mogli przeżyć paru miesięcy w spokoju? Bez żadnych katastrof? Bez Śmierciożerców? Czasem trudno było uwierzyć, że jeszcze parę lat temu podobną siatkę zdarzeń można by uznać za wymysły szaleńców i katastrofistów.
Unik w wykonaniu Geraldine niestety okazał się porażką, jednak Erik postanowił nie dominować kompletnie nad kobietą. Wprawdzie rapier zahaczył o jej bok, tak czarodziej dość szybko się wycofał, dając jej pole do odpowiedzi. Tak więc, gdy kobieta wyprowadziła kolejny cios, Longbottom skupił się na obronie.
Uniósł wysoko brwi na słowo ''wciągającą''. Och tak, to zdecydowanie zwiastowało ogromną porcję rozrywki. Ciekawe tylko, ile to było warte.
— Oczywiście, że nie będzie — odparł takim tonem, jakby chciał jeszcze coś dodać.
W tym momencie zapadła między nimi niezręczna cisza, gdy Erik raz po raz otwierał i zamykał usta, jakby nie mógł się zdecydować na to, co właściwie chciał na to odpowiedzieć. Bo przecież scenariuszy było tak wiele, czyż nie? Mógł zachować pozytywne podejście do sprawy i powiedzieć, że wyłapanie Śmierciożerców i pozbycie się Czarnego Pana to tylko kwestia czasu. Przecież Ministerstwo Magii i Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów cały czas nad tym pracował. Z drugiej jednak strony... Mógł też pogrążyć się w negatywnych myślach. Mógł dywagować na temat tego, że prędzej czy później jedna ze stron konfliktu będzie musiała się wykrwawić i ulec drugiej. Mógł też podejść do sprawy bardziej personalnie i łkać na temat tego ile ludzi stracą nim walka dobiegnie końca. Identyfikował się z każdą z tych myśli, jednak żadna z nich nie wybijała się jakoś przesadnie przed szereg. Niestety. Ile by dał, żeby akurat teraz być w tej kwestii czegokolwiek pewnym.
— Ludzie. — Wzruszył ramionami. — Naciski ze strony mieszkańców Londynu, osad czarodziejów... Gdyby faktycznie przyprzeć polityków do muru, to może w końcu zdecydowaliby się na bardziej zdecydowane kroki. Nie żebym marzył o państwie policyjnym, ale gdyby Brygada Uderzeniowa i Aurorzy dostali większe możliwości, to może udałoby się chociaż spróbować zapobiec kolejnemu Beltane lub Spalonej Nocy.
I tutaj wchodzimy w kwestie potencjalnych nadużyć, czyż nie?, pomyślał Erik, zduszając westchnienie w zarodku. Nie lubił sięgać po środki przymusu bezpośredniego w terenie, ale miał świadomość tego, że nie każdy tak podchodził do tych kwestii. Niektórzy by się nie wahali, nie szukali pokojowego rozwiązania. A to mogłoby nie tylko doprowadzić do pogorszenia opinii na temat jednego z kluczowych departamentów w państwie, ale też rozłamu wewnątrz jednostek dbających o bezpieczeństwo. Skrzywił się na tę myśl.
— Ta, wiem. Zaczynają wywierać wpływ na okoliczną ludność. Z tego co widziałem, to potrafią wprawić innych ludzi w stan zbliżony do lunatykowania, żeby zwabić ich głębiej w las. A nawet jeśli ich nie wprowadzają w ten stan, to całkiem nieźle go imitują — przyznał przyciszonym głosem, podsumowując całą historię ciężkim westchnieniem.
Wolał nie wdawać się w szczegóły dotyczące tego skąd dokładnie miał takowe informacje. Cała ta przygoda z Julienem i Dorą w środku nocy... Cóż, gdyby nie pożary w Wielkiej Brytanii, to zapewne uznałby ten wypad za jedno z bardziej traumatycznych wydarzeń ostatnich tygodni. A teraz co chwilę coś nowego walczy o podium, skomentował bezgłośnie, nie pozwalając jednak tej myśli wybrzmieć na głos. Czy naprawdę nie mogli przeżyć paru miesięcy w spokoju? Bez żadnych katastrof? Bez Śmierciożerców? Czasem trudno było uwierzyć, że jeszcze parę lat temu podobną siatkę zdarzeń można by uznać za wymysły szaleńców i katastrofistów.
Unik w wykonaniu Geraldine niestety okazał się porażką, jednak Erik postanowił nie dominować kompletnie nad kobietą. Wprawdzie rapier zahaczył o jej bok, tak czarodziej dość szybko się wycofał, dając jej pole do odpowiedzi. Tak więc, gdy kobieta wyprowadziła kolejny cios, Longbottom skupił się na obronie.
(Aktywność Fizyczna) Obrona przed atakiem Ger x1
Rzut W 1d100 - 37
Sukces!
Sukces!
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞