24.10.2025, 11:56 ✶
Przez resztę ceremonii Jonathan zdecydowanie częściej myślał o słowach i zachowaniu Charlotte niż kolejnych ślubnych tradycjach, chociaż oczywiście pilnował tego, aby jego wzrok niemal przez cały czas skupiony była najważniejszych elementach ślubu. Nie rozumiał o co chodziło przyjaciółce. Nic nie śmierdziało. Co jakiś czas upewniał się o tym wciągając nosem nieco mocniej świeże powietrze. Nikt nie był zaniepokojony. Nikt niei krzyczał pali się wszyscy zginiemy, a przecież po ostatnich wydarzeniach o taką panikę nie byłoby trudno. Charlotte jednak chciała gdzieś iść i Jonathan miał dziwne wrażenie, że nie ogłaszała mu w ten sposób że po wszystkim musi udać się do łazienki. I właśnie w takich momentach żałował, że kobieta również była oklumentką. To znaczy cieszył się z tego szalenie, bo to znaczy, że mogła chronić swój umysł, ale na Merlina, bardzo by mu pomogło gdyby mógł zobaczyć jej aurę.
Wreszcie ceremonia dobiegła końca, ludzie zaczęli sie rozchodzić, ale Jonathan, zamiast udać się na przydzielone miejsce i poczekać tam grzecznie na kobietę, złapał czarownicę lekko za rękę, delikatnie powstrzymując ją przed robieniem jeszcze czegokolwiek.
– Co się dzieje Lottie? – spytał szeptem, tak aby inni ich nie słyszeli, jednocześnie odciągając przyjaciółkę nieco na bok. – Dobrze się czujesz? Jeśli nie, to nie przejmuj się mój droga, możemy wyjść, to nie byłoby przecież pierwsze wesele, na którym nas nie ma chociaż powinniśmy.
Wreszcie ceremonia dobiegła końca, ludzie zaczęli sie rozchodzić, ale Jonathan, zamiast udać się na przydzielone miejsce i poczekać tam grzecznie na kobietę, złapał czarownicę lekko za rękę, delikatnie powstrzymując ją przed robieniem jeszcze czegokolwiek.
– Co się dzieje Lottie? – spytał szeptem, tak aby inni ich nie słyszeli, jednocześnie odciągając przyjaciółkę nieco na bok. – Dobrze się czujesz? Jeśli nie, to nie przejmuj się mój droga, możemy wyjść, to nie byłoby przecież pierwsze wesele, na którym nas nie ma chociaż powinniśmy.