- Oczywiście, że nie wiedziałeś, nikt nie interesuje się tym, kim była Marta Warren, głupia dziewucha, ta, co umarła w łazience, idiotka! - Zajęczała znowu, jej głos sięgał coraz wyższych tonów, możliwe, że za chwilę zamieni się w pisk, bardzo wysoki pisk. - Spojrzałam tam, gdzie nie trzeba i umarłam! To dopiero zabawne, co? Patrzyła, gdzie nie powinna przez co resztę życia muszę spędzić w kiblu! - Nie, żeby pytał, Marta jednak zamierzała opowiedzieć swoją historię, no, a raczej jej krótką wersję. Zresztą nie pamiętała zbyt wiele z tamtego dnia, skupiła się na tym, że była to wina Olivii Hornby
Duch z impetem zanurkował w toalecie, pojawił się w drugiej kabinie, właściwie to nad nią, ledwie w kilka sekund.
- I co powiesz teraz ładny chłopcze, będziesz się ze mnie nabijał? nabijał się z mojej śmierci? - Poleciała w jego kierunku, jednak zatrzymała się w locie i pofrunęła w drugą stronę, zapewniła im kolejne efekty dźwiękowe bo roześmiała się głośno, zdecydowanie nie była stabilna, czy zdrowa na umyśle, chociaż czy duchy właściwie miały umysł?.
Prue nie do końca wiedziała, co się dzieje. Tym razem przebieraniec mówił do niej, uniosła wzrok, zawiesiła na moment swoje spojrzenie. Próbowała rozgryź, który idiota próbował wyprowadzić ją z równowagi, właściwie to nie próbował, bo przecież to zrobił. Straciła kontrolę, pisnęła, nie zapanowała nad strachem, przez co teraz jej było okropnie głupio. - Twoja obecność tutaj narusza regulamin. - Starała się mówić spokojnym tonem, by nie dać po sobie poznać, jak bardzo się zirytowała. Widziała, że nie był dziewczyną, był za wielki na dziewczynę, do tego włosy częściowo mu się zsunęły, to on złamał regulamin, a ona należała do osób, które mogły wyciągnąć z tego konsekwencje, przecież była prefektem. Uśmiechnęła się sama do siebie, bardzo zadowolona z wniosków, jakie właśnie wyciągnęła. - Tak się składa, że mogę Cię za to ukarać. - Szkoda tylko, że jeszcze nie miała stuprocentowej pewności, co do jego personaliów, chociaż czuła, podskórnie czuła, że wie z kim ma do czynienia - tylko jedna osoba potrafiła ją tak wkurzyć.
Zaiste - było to niesamowite przedstawienie. Szkoda tylko, że jedynie jego główny aktor się na nim wyśmienicie bawił. Powinien nieco popracować nad dobraniem sztuki, jeśli zamierzał podbić deski teatru, z tą śmieszną, okropnie irytującą umiejętnością pojawiania się znikąd, a zarazem z nienajgorszą aparycją pewnie byłoby to nawet możliwe. Szkoda tylko, że pod tą piękną buźką kryła się bardzo paskudna, okropna osobowość i obrzydliwy charakter.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control