Na całe szczęście rozmowa o upragnionym romansie i rzucaniu sugestywnych spojrzeń była przeznaczona tylko i wyłącznie dla ich uszu, w formie żartu, i nawet gdyby Hannibal zdecydował się rzucić kilka spojrzeń bądź dwuznacznych tekstów, można było nazwać to zwykłym żartem, popisem artystycznym kreatywnej osoby, zanim ktokolwiek w nos oberwie.
Machnięcie ręką trochę go uspokoiło, bo o ile za dużo osób za bardzo lubiło machać ręką na swoje problemy, nazywając je malutkimi (często okazywało się, że wcale takimi malutkimi nie były), o tyle wiedział, że Hannibal był na tyle rozsądny, my nie machać ręką na problemy, które by go zdecydowanie przerastały.
-Wygląda jak coś, co powinieneś nałożyć na palec - powiedział, obracając wosk w różne strony, szukając ustawienia, które odkryłoby jego prawdziwy kształt. -Może to jakiś ochraniacz na palce? Dla kogoś, kto lubuje się w hodowli kaktusów?
Czy to było wiadro, czy jednak fez, tego Jessie jeszcze nie wiedział. Mruknął cicho, jeszcze raz obrócił wróżbę i nałożył ją sobie na palec. Pasowała.
-Patrz, pasuje - pochwalił się Hannibalowi. -Może gwiazdy usiłują mi przekazać, że przygarnę sobie jakąś niesamowitą roślinę, przed którą będę musiał chronić palce?
-Och, przestań się tym bawić - druga z dziewcząt wyciągnęła się nad stołem i wyciągnęła rękę, by go zdzielić po głowie. -Zniszczysz swoją wróżbę!
Jessie podniósł drugą rękę w geście kapitulacji i posłusznie zdjął wosk z palca z aż przesadną ostrożnością, pod czujnym okiem dziewczyny.
Takie małe i nierówne, to wygląda jak naparstek!, padła odpowiedź i Jessie otworzył usta, by spytać, co takiego naparstek mógł mu powiedzieć, ale Hannibal ją uprzedził i Jessie zmarszczył brwi.
Mam nadzieję, że podzielisz się swoją znajomością symbolu naparstka później, pomyślał.
Jemu żadna klapka w głowie się nie otworzyła, by magicznie przypomniał sobie znaczenie naparstka, reakcja Hannibala sugerowała, że on sam wiedział, ale nie było dobrym pomysłem pytanie go o to wśród mugoli. Jeszcze zaczęliby zadawać pytania, więcej pytań i dwaj czarodzieje jeszcze pomyliliby się we własnych zeznaniach i zrobiłoby się nieciekawie.
-Albo sugestia, że może sam powinienem nauczyć się szyć - zamyślił się. -W sumie zniszczyło mi się ostatnio sporo ubrań, więc... Gwiazdy są złośliwe - poskarżył się.
Nadal trochę ubolewał nad tą czerwoną koszulą, nawet jeśli dla niego nie wyglądała ani trochę dobrze.
-Teraz twoja kolej - powiedział do Hannibala, biorąc od niego klucz.
Rękaw został podwinięty, wosk roztopiony i przelany przez klucz w ciszy, podczas której kilka par oczu śledziło ruchy ręki i krople wosku, spadające do misy.
Odłożył klucz na stół i oparł się o niego bokiem, gdy Hannibal wyjął swoją wróżbę z wody i uniósł ją, próbując rozszyfrować jej kształt.
-Albo torebka? - spróbował zgadnąć, pochylając się bliżej wróżby. -Ktoś wie, co oznacza torebka?
W większości odpowiedzią było kręcenie głową. Jessie mruknął cicho i wrócił spojrzeniem na wróżbę.
-Hej, spójrz - dołączył się do nich milczący do tej pory chłopak i wskazał na górną część woskowej wróżby. -Czy to nie jest jakoś za słabo połączone?
-Za słabo połączone?
-No-no tak... Jakby... Jakby to były... dwie oddzielne części?... A nieważne - chłopak skapitulował.
Jak się dłużej przyjrzało wróżbie, to chłopak miał rację. Wróżba w dwóch miejscach miała mniej wosku - gdyby było to żelazko albo torebka, wosku byłoby więcej, żeby połączenie było mocniejsze.
-To trochę wygląda jak... telefon? - podniósł wzrok i zerknął na dziewczynę, która wcześniej próbowała go zdzielić.
-Hm... Telefon?... Hej, faktycznie! To telefon!
Jessie odwrócił się powoli do Hannibala, wyprostował się i położył dłoń na jego ramieniu.
-Czyżby wróżba próbowała ci przekazać, że nadszedł właśnie ten moment? Czyżby wkrótce miała do ciebie zadzwonić - albo wysłać sowę - ta, która jest ci przeznaczona? - chciał romans, niechaj ma romans.
Mgliście mu się coś przebijało w pamięci, że telefon był jakoś związany z pamięcią, ale za nim nie potrafił sobie przypomnieć, by było to coś złego czy dobrego.
Za kija groma nie mam pojęcia, co to znaczy, pomyślał, uśmiechając się szeroko do kumpla.