- Plotki o Marcie żyją tylko dlatego, że ona tu została. - To wydawało jej się być jasne, było to zupełnie inną sytuacją. Ona już niedługo będzie mogła wyrwać się z tego miejsca, zacząć zajmować się tym, co faktycznie ją interesowało. To był ostatni rok w tym miejscu, już niedługo będzie miała ten okropny czas za sobą. Liczyła na to, że na stażu, na który się wybierała w końcu zacznie jej być lżej. Będzie mogła zajmować się tym, co faktycznie ją interesowało, nikt nie będzie próbował doprowadzać jej na skraj. Hogwart był pełen dzieciaków, które próbowały zabłysnąć, Rookwood był jednym z nich, uwielbiał pokazywać swoją dominację nad tymi, których uważał za słabszych, inaczej pewnie by się nią nie zainteresował. Zastanawiała się czasem dlaczego padło akurat na nią, dlaczego taką przyjemność sprawiało mu wchodzenie jej w drogę, uprzykrzanie jej życia, ale jedyna odpowiedź jaka jej się nasuwała to było to, że była na swój sposób dziwna i nie pochodziła z elitarnych kręgów. Z drugiej strony, przyjaźnił się z jej bratem, co trochę naginało tę tezę.
- Chyba dla Ciebie. - Powiedziała jeszcze, chociaż nie mogła się z nim nie zgodzić, to było bardzo sugestywne, łatwo było sobie dopisać historię, zwłaszcza gdyby ktoś wszedł tutaj w tej chwili, kiedy znajdowali się tak blisko siebie. Być może spojrzenia mówiły same za siebie, przynajmniej to jej - przepełnione gniewem, ale pewnie nikt nawet nie zwróciłby na to uwagi.
Nie podobał się jej sposób, w jaki wypowiedział jej imię, czuła, że się nią bawi, specjalnie doprowadza ją na skraj, a ona nie potrafiła nie reagować, nie umiała tego ignorować. Widziała uśmiech na jego twarzy, satysfakcję która się na niej rysowała.
- Oczywiście, masz gdzieś zasady, tak właściwie to wszystko masz gdzieś. - Takie właśnie miała o nim zdanie. Nie przejmował się nikim, ani niczym, liczył się tylko czubek jego własnego nosa. Cały Rookwood.
Zacisnęła prawą dłoń w pięść, bardzo mocno, tak, że paznokcie wbiły jej się w skórę, ale się nie poruszyła. To był jej priorytet, mimo tego, że wyciągnął dłoń w jej kierunku nie miała zamiaru się od niego odsunąć, dać mu tej satysfakcji. Poczuła ciepło jego dłoni na swoim policzku, nie było to dla niej komfortowe, chociaż może trochę, ten dotyk nie powinien sprawiać jej przyjemności, a jednak trochę tak było. Odsunęła od siebie te myśli, skupiła się na tym, jak bardzo go nie znosiła.
- Dobrze, że nie doceniasz przeciwnika, to powoduje przewagę. - Nie była łatwym celem, mógł jej to wmawiać, ale wiedziała, że wcale nie podda się tak łatwo, jeszcze się zdziwi. Miała ochotę zetrzeć mu ten jego uśmieszek z twarzy.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control