25.10.2025, 01:24 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.11.2025, 01:12 przez Astoria Avery.)
Kiedy podeszli bliżej, Astoria od razu wstała, unosząc się z gracją, jakby jej ruchy odmierzał jakiś niewidzialny rytm elegancji.
- Pru - powiedziała miękko, a w jej głosie zabrzmiała nuta autentycznej ulgi. Na jej ustach pojawił się szczery, ciepły uśmiech, zarezerwowany dla osób, które darzyła sympatią. - Cieszę się, że cię widzę. - To zdanie, choć proste, zabrzmiało jak coś więcej - jak ulga kogoś, kto w tłumie ludzi wreszcie dostrzega kogoś swojego.
Nie odwróciła wzroku, kiedy Prudence się wahała. Przeciwnie - obserwowała ją z tą uważnością, która często charakteryzowała Astorię: bez nachalności, ale z delikatnym skupieniem. Uchyliła nieco głowę, jakby chciała dać jej przestrzeń, nie komentując jej drobnego zawahania ani tonu, który zadrżał między jednym słowem a drugim. Gdy padło słowo "przyjaciel", uniosła lekko brew, ale nie skomentowała na razie. Musiał to być nowy przyjaciel, skoro nigdy wcześniej nie wypłynął podczas ich rozmów.
- Astoria Avery, miło mi - odpowiedziała równie spokojnie, z uprzejmym uśmiechem. Jej wzrok przesuwał się po mężczyźnie, bo mimo wszystko oceniała go przez pryzmat tego, jak się prezentował. Pierwsze wrażenie można zrobić tylko raz i jak na razie było całkiem pozytywne, choć do pełnej oceny brakowało jeszcze wielu czynników. Obserwowała w milczeniu ich interakcję, próbując wyczuć nastrój, a może bardziej zażyłość, choć nie przyniosło jej to wielu wniosków. Gdy Benjy postanowił dać kobietom chwilę na nadrobienie zaległości - pod pretekstem oczywiście - Astoria skinęła głową, odprowadzając go spojrzeniem, które przez moment zatrzymało się na jego sylwetce znikającej między stołami. Dopiero potem przeniosła wzrok na Pru, a jej spojrzenie z łagodnego, obserwującego, nabrało ciepła i znajomego błysku. Usiadła z powrotem na swoim miejscu, wskazując Prudence krzesło obok. Zsunęła dłonie z kolan, przesuwając smukłe palce po krawędzi kieliszka, w którym wciąż połyskiwał jej drink. Uniosła go i upiła niewielki łyk, jakby chciała dać Pru chwilę ciszy, zanim pozwoli sobie na pytanie.
- No dobra, kim jest twój przyjaciel i czemu wcześniej o nim nie słyszałam? - zapytała ciepłym tonem, skrywającym nuty rozbawienia. Oczywiście przemawiała przez nią ciekawość.
Odchyliła się na oparcie krzesła, wciąż utrzymując wyprostowaną postawę. Jej spojrzenie, spokojne i uważne, na moment zawisło nad stołem, potem znów powróciło do twarzy kobiety. Wokół nich roznosiły się echa rozmów, brzęk szkła, muzyka, ale Astoria zdawała się wyciąć z tego wszystkiego mały krąg intymności - taki, w którym liczyły się tylko one dwie. I faktycznie przemknęła jej myśl, że może to nie jest najlepszy moment na podobne rozmowy - nie tutaj, wśród setek spojrzeń, wśród zgiełku weselnego gwaru i lśniących dekoracji, przy dźwiękach muzyki, która wkrótce miała porwać wszystkich do tańca. A jednak, gdy rozejrzała się po sali, jej wątpliwości powoli się rozproszyły. Wszyscy zdawali się pogrążeni we własnych światach - jedni z zachwytem patrzyli na nowożeńców, inni już rozmawiali przy stole, śmiali się, wymieniali plotki. Każdy był zajęty albo sobą, albo szczęściem Geraldine i Ambroise’a. Więc czemu nie teraz? Patrzyła na koleżankę wyczekująco, a jej wzrok sugerował, że nie zadowoli się zdawkowymi informacjami.