- Śmierć ze starości nie wydaje się być taka zła. - Zważając na to, że czasy były niebezpieczne, można było umrzeć nawet jutro to perspektywa dobrnięcia do sędziwego wieku wydawała się być całkiem atrakcyjną. Może niekoniecznie w takiej sytuacji, w jakiej się w tej chwili znajdowali, ale pewnie rozumiał do czego zmierzała, to nie było szczególnie skomplikowane.
Głos nadchodzący gdzieś z boku odwrócił jej uwagę, tak spodziewała się, że imię osoby, która ją zauważyła nic mu nie powie, jednak mimo wszystko je wypowiedziała, żeby go uprzedzić, wspomnieć o tym, że to faktycznie jest jej znajoma. Co wcale nie było takie oczywiste, bo Prue raczej nie należała do szczególnie towarzyskich osób.
Nie wydawało jej się, aby istniało ryzyko, że ich drogi się kiedyś przecięły. Astoria była młodsza od nich o kilka lat, a Benjy zniknął z kraju ledwie skończył swoją edukację w Hogwarcie. Na pewno nie kojarzyli się ze spotkań czystokrwistych, bo bywali na nich w innych latach. Nie wiązało się to więc z ryzykiem, zresztą nawet jeśli byłoby inaczej to Fenwick wyglądał zupełnie inaczej niż te piętnaście lat temu, sama go nie poznała, a przecież jej pamięć była wyjątkowa, sporo czasu zajęło jej dopasowanie kropek i zrozumienie skąd pamięta te oczy.
Grzeczności i przedstawienie mieli już za sobą, niby tak. Nadal jednak nie do końca wiedziała dlaczego właśnie te słowa opuściły jej usta. Tak, na pewno wyglądali na przyjaciół, szczególnie patrząc na ten krawat, który sama mu wybrała, tylko po to aby pasował do jej sukienki, by inni wiedzieli, że są tutaj razem. Oczywiście, że zrobiła to dlatego, że byli przyjaciółmi. Nie było to najlepszym posunięciem, raczej dziwnym odruchem, którego powinna się wyzbyć.
Przycupnęła na krześle obok kobiety, spojrzeniem odprowadziła Benjy'ego, który nie skomentował tego w żaden sposób, ale jednak wiedziała, że mogło go to trochę zaboleć, chociaż wcale tego nie chciała.
- Tak właściwie to nie było okazji, abyś o nim usłyszała. - W końcu przyjaźnili się od początku tego miesiąca. - To bardzo świeża sprawa i tak właściwie to nie jest tylko mój przyjaciel. - Mogła jej to teraz nieco sprostować, chociaż nie wydawało jej się, że jest to konieczne. Astoria była bystra, na pewno potrafiła połączyć kropki. - To mój chłopak. - W końcu ustalili nawet podczas jednych z tych długich, nocnych rozmów, że powinni się tak nazywać, chociaż wiedzieli, że jest to tylko chwilowe. Mieli jednak wykorzystać jak najlepiej ten czas, który udało im się wyrwać od losu. Tak, czy siak nie postąpiła odpowiednio. Skrzywiła się nawet nieco, myślała o tym jednym słowie, które padło z jej ust. - Uratował mnie, kilka razy, i jakoś tak wyszło. - Zbliżyli się do siebie, trudne chwile ich do siebie przyciągnęły, a później, później okazało się, że wcale nie byli sobie tak obcy, jak mogło by się wydawać, ale tej części historii nie mogła zdradzić, chociaż była naprawdę interesująca, ale praktycznie nikt nie mógł jej poznać.
Okazało się bowiem, że bardzo łatwo przyszło jej zapomnienie o wszystkich niesnaskach z młodości, a ktoś, kto kiedyś potrafił ją kiedyś tylko i wyłącznie wkurzać okazał się być kimś zupełnie innym. Nie było to dla niej typowe, nie zmieniała opinii tak szybko, ale jeśli chodziło o niego - to wszystko działo się samoistnie. Nie potrafiła oprzeć się temu urokowi, zakochała się w nim w te kilkanaście dni, które razem spędzili i trochę ją to przerażało, bo przecież wiedziała, że w tej historii nie przewidziano pozytywnych zakończeń.
- Muszę Cię przeprosić. - Rzuciła krótko, po czym ruszyła się z miejsca. Nie byłaby sobą, gdyby nie postanowiła tego wyjaśnić, wiedziała, że zachowała się nieodpowiednio. Starała się zlokalizować miejsce, w którym znajdował się Fenwick - na szczęście nie było to takie trudne i nie chodziło tylko o to, że wyróżniał się wzrostem, tym razem to nie było, aż takie wyjątkowe, pośród krewnych Yaxleyów, którzy również górowali nad resztą społeczeństwa. Dobrze, że włożyła mu na szyję ten okropnie różowy krawat, on okazał się być tym dzięki czemu odnalazła go wzrokiem.
Nie tak łatwo lawirowało jej się między ludźmi bez ramienia Benjy'ego o które mogła się oprzeć, żałowała trochę wyboru obuwia, ale musiała sobie jakoś poradzić. Chwilę jej to zajęło, jednak w końcu znalazła się tuż obok. Po co? Sama nie wiedziała, ale chciała to wyjaśnić. Czuła się źle z tym, że nie przemyślała swoich słów - zabawne, zazwyczaj wszystko co padało z jej ust było naprawdę, bardzo dokładnie przeanalizowane, jednak nie tym razem.
- Spanikowałam. - Rzuciła, kiedy stanęła przy mężczyźnie. Czy to był odpowiedni argument? No nie, ale od tego chciała zacząć. - Spanikowałam, ale to nie jest uzasadnieniem. - Nie miała pojęcia, czy faktycznie to w niego uderzyło, nie dawał po sobie tego poznać, ale ona sama źle się z tym czuła więc postanowiła poruszyć ten temat.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control