Nie wiedziała dlaczego akurat przed nim nie potrafiła nas sobą panować. Wiele osób wzbudzało w niej negatywne emocje, ale na nikogo nie reagowała, aż tak. Rookwood miał w sobie coś takiego, co doprowadzało dziewczynę na skraj, nie była z tego powodu zadowolona, ba denerwowała się sama na siebie, że jej ciało pokazywało to, co czuła. Była otwartą księgą, ale akurat w tym przypadku bardzo tego nie chciała.
Znał ją, to też wzbudzało w niej irytację. To, co powiedział było prawdą - nie potrafiła odpuścić, nie kiedy chodziło o przepychanki słowne z nim. Chciała wygrać, chociaż to wcale nie było takie łatwe, tego nie mogła mu odmówić, Rookwood był trudnym przeciwnikiem, miał bystry umysł, nadążał za nią, miała czasem nawet wrażenie, że był krok przed nią, co jeszcze bardziej motywowało ją do tego, aby utrzeć mu nosa.
- Nie istnieją historie o takich jak ja, powinieneś zdawać sobie z tego sprawę. - Mógł ją straszyć, ale doskonale o tym wiedziała, była nikim, jedną z wielu, w przeszłości też była ich cała masa, w przyszłości również miała być, dziewczyna, w której ktoś na moment zauważył potencjał, a i tak zostanie zapomniana. Nie, żeby ją to szczególnie martwiło, raczej wręcz przeciwnie. Niektórzy powinni być tłem, obserwatorami, tam było ich miejsce.
- Gdyby nie było zasad, to panowałby chaos, chaos nie jest sprzymierzeńcem. - Naprawdę starała się w to wierzyć, jednak gdzieś podskórnie wiedziała, że nie wszystkie zasady miały sens. Nie bez powodu wkradała się do biblioteki do działu ksiąg zakazanych. Nikt by jej o to nie podejrzewał, a jednak to robiła, bo była ciekawa, bo uwielbiała wiedzieć, chciała uzyskać informacje, do których nie wszyscy mieli dostęp, bo wiedza była potęgą, zasady w tym przypadku sprawiały niepotrzebne komplikacje.
- Nie masz pojęcia dlaczego się ich trzymam, tacy jak Ty nigdy tego nie zrozumieją. - W końcu odkąd pamiętała udowadniał jej, że zasady go nie dotyczyły, że był ponad nie.
Znaleźli się bardzo blisko siebie, zbyt blisko, nie podobało jej się to wcale, ale ponownie postępowała tak, żeby nie dać mu tego, czego chciał. Nie mogła pozwolić się wystraszyć, musiała jakoś sobie poradzić z tą niespodziewaną, zbyt nachalną jak dla niej obecnością.
Znowu traktował ją lekceważąco, w jej oczach błysnął gniew, bo naprawdę uważał, że nie jest w stanie go zaskoczyć, co sugerowało, że ma ją za gorszą od siebie, a Prue mimo tego, że znała swoje miejsce w hierarchii lubiła udowadniać innym, że nie mieli racji. Zdziwi się kiedyś, pewnego pięknego dnia się zdziwi. - To dobrze, bo ambicję bardzo trudno jest powstrzymać. - Co do tego nie miała najmniejszych wątpliwości, znalazła nowy cel na najbliższe kilka tygodni.
Zastygła, gdy jej dotknął, to nie było coś czego się spodziewała, do tego nie podobało jej się, jak zareagowała na ten dotyk. Zaczynała się gubić we własnych odczuciach i to też się jej nie podobało. Musiała stąd wyjść, najlepiej jak najszybciej.
- To też się może zmienić, kiedyś zacznie Ci na czymś zależeć, wtedy będziesz się przejmował. - Nie mógł mieć zawsze we wszystko wywalone, ona mogła poczekać, jeśli nadejdzie taki moment bardzo chętnie się wychyli i przypomni o tym, że go nie znosi.
- Kiedyś się dowiesz. - Musiała przygotować jak najlepszy plan, żeby w końcu pokazać mu, że się co do niej mylił, udowodni mu, że jej groźby nie były tylko słowami rzucanymi na wiatr, jak sobie coś postanowiła... to cóż, trudno było ją od tego odwieść.
- Odczep się ode mnie Rookwood. - Powiedziała jeszcze, po czym w końcu go ominęła i ruszyła w stronę drzwi nie oglądając się za siebie.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control