Czuła, że powinna coś z tym zrobić, dlatego podjęła dość szybką decyzję, przeprosiła Avery, sama zaś wyruszyła na poszukiwania swojego partnera. Chciała to wyjaśnić, po krótkiej rozmowie ze sobą w swojej głowie wydało jej się bowiem, iż mogła to zrobić inaczej. Nie była szczególnie dobra w spontanicznym reagowaniu. Odruchowo wybrała najbardziej bezpieczną wersję, jakby wiedziała, że później łatwiej będzie jej się wytłumaczyć dlaczego zniknął z jej życia. Nikt nie wypytywał o przyjaciół, inaczej działo się z chłopakami, narzeczonymi, czy partnerami. Miała w tym pewne doświadczenie, które najwyraźniej nadal gdzieś tam w niej tkwiło. Był to pierwszy raz, gdy pozwoliła się komukolwiek zbliżyć do siebie aż tak odkąd jej narzeczony umarł. Było to coś zupełnie nowego, innego, a przecież już wiedziała, że był to związek z datą przydatności, może jeszcze jej nie określili, ale mieli świadomość, że nie miało to trwać wiecznie, nawet jeśli chciałaby żeby tak było. Jasno to sobie wyjaśnili na samym początku, niby wiedziała, czego powinna się spodziewać, jednak im bardziej w to brnęła tym bardziej się bała, że to zakończenie, chociaż przewidywalne to mocno ją przygniecie.
- Nie powinno się zdarzyć. - Nie chciała umniejszać temu, co ich łączyło, ale jednak czuła, że to zrobiła. Nie był to odpowiedni moment na takie rozmowy, zresztą powinna była się przygotować na podobne pytania, ale nie pomyślała o tym. Nie do końca była z tego powodu zadowolona, miała do siebie żal, bo była przecież zazwyczaj gotowa na każdą możliwość. Ostatnio jednak straciła czujność i pozwoliła sobie na to, żeby spróbować być inną wersją siebie, widać nie zawsze wychodziło to na dobre.
- Nie muszę, ale chcę. - Niby nie widać było po nim, aby jakoś szczególnie się tym przejął, tak, czy siak chciała pokazać mu, że wyłapała iż było to nieprzemyślane, nie bez powodu sama zaczęła analizować swoje słowa, ale ona już tak miała. Myślała, bardzo dużo, o wszystkim.
- Nie było to do końca słuszne, i szczere. - Czy więc tak naprawdę naturalne? Wybrała bezpieczną opcję, która miała w przyszłości nie przynieść dodatkowych pytań, chociaż pewnie i tak się pojawią. Nie wydawało jej się bowiem, że łatwo przyjdzie jej się pogodzić z momentem, w którym ich drogi się rozejdą, okropnie łatwo było bowiem przywyknąć do tego, że ktoś jest obok, tym bardziej, że od lat nie dopuszczała do siebie nikogo. Benjy był wyjątkiem, mimo tego, że wiedziała iż są skazani na porażkę, to zdecydowała się w to zaangażować. Niby było to kilkanaście dni, jednak bardzo lekko przyszło jej się odnaleźć w tej nowej rzeczywistości, w której znajdował się obok. Czy tego chciała, czy nie, zajął specjalne miejsce w jej życiu, a świadomość, że niedługo może z niego zniknąć była dość mocno przytłaczająca, chociaż starała się o tym nie myśleć. Mieli cieszyć się przecież tym wspólnym czasem, wykorzystać go jak najlepiej, ale gdzieś z tyłu głowy istniała ta świadomość, że było to tylko chwilowe i nadejdzie ten moment, gdy wszystko wróci do normy, gdy znowu będzie sama. Nie było to przyjemną myślą.
Mimo tego, że się do niej uśmiechnął nie zrobiło jej się lżej, nadal czuła nad sobą ciężar tych słów, które zostały przez nią wypowiedziane, lepiej byłoby, aby do tego nie wracali, nie teraz, jednak chciała mu nieco bardziej wyjaśnić z czego to wynikało, będzie musiała wrócić do tego później, nie chciała, aby pojawiły się między nimi niedopowiedzenia.
Skoro znajdowali się jednak z dala od stołów, pozwoliła sobie sięgnąć do torebki, aby wyciągnąć z niej papierośnicę, w której miała idealnie ułożone papierosy, sięgnęła po jednego z nich i wsadziła go sobie do ust. Nieco zdenerwowała ją ta sytuacja, właściwie trochę wkurzyła się na siebie, a to była chyba najłatwiejsza metoda jaką znała na to by przestała o tym myśleć.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control