22.02.2023, 13:58 ✶
- Gładko? Zaharowywałaś się, Nora – parsknęła Brenna. Miała wrażenie, że nic nie szło tutaj szybko, łatwo i przyjemnie, nie wspominając już o tym, że Nora zainwestowała w lokalizację chyba wszystkie oszczędności. Ten sukces zdawał się okupiony ogromną ilością pracy.
Zastukała palcem w szkło, opuszczając wzrok. Przypatrywała się reszcie piwa bezalkoholowego na dnie kufla – i znów, tak, bardzo miała ochotę napić się czegoś mocniejszego. Miała pewien problem z popatrzeniem Norze w twarz. Bo jak, jak miała powiedzieć, że nie może obiecać, że wpadną na tort, że nie wie, czy wyjdą z Beltaine cali, a jeśli tak, to czy nie będą zajmować się chaosem, który niewątpliwie ogarnie Dolinę Godryka i Londyn po takim ataku? Sięgnęła po kufel i upiła piwo, jakby w nadziei, że dzięki niemu zdoła przełknąć tę wielką gulę w gardle.
- Postaramy się, ale nie uprzedzaj jej, proszę. Mamy braki kadrowe, a nie chcę jej rozczarować. Spróbuję jej to jakoś wynagrodzić – powiedziała w końcu. I nienawidziła chyba Voldemorta w tej chwili równie mocno, jak wtedy, kiedy czytała o kolejnych ofiarach. Bo w zwykłym świecie coś takiego jak braki kadrowe nie sprawiłoby, że byłaby gotowa rozczarować małą, ważną dla niej dziewczynkę. Musiała jednak liczyć się z myślą o tym, że może być ranna, martwa albo zajęta próbami odnalezienia zwłok, wyłapania w lesie infernusów czy jeszcze czymś innym.
- Dziękuję – podsumowała. Nie mówiła już o tym nic więcej, nie komentowała słów Nory, bo nie chciała roztrząsać tematu. Obie najwyraźniej doskonale wiedziały, o co chodziło, a dyskutowanie o tym mogłoby tylko je przygnębić. – W takim wypadku daj mi chwilę. Chcesz coś konkretnego? – spytała, podnosząc się z miejsca. Potem ruszyła do wnętrza zatłoczonego baru, by przy ladzie zamówić dla siebie jeszcze jedno piwo bez alkoholu, a dla Nory to, co sobie zażyczyła. Wróciła do stolika i postawiła przez Figg jej kufel.
- Nasze zdrowia, Norka – stwierdziła, posyłając jej uśmiech i unosząc nieco własne piwo, nim upiła łyk. – Wiesz, mam takie małe marzenie. Żeby jeśli uda się przebrnąć przez początek maja, zgarnąć gdzieś ciebie i Mav na jakiś weekend, w ramach babskiego wypadu. Jeśli nikt znajomy nie zgodziłby się zająć Mav, to jestem pewna, że mogłaby trzy dni zostać u nas. Co ty na to?
Najlepiej z dala od Anglii.
Odpocząć od toczących się spraw, tysiąca drobiazgów, domagających się uwagi i przede wszystkim od złowieszczego cienia mrocznego znaku, który zdawał się spowijać całą Wielką Brytanię.
Nie miała pojęcia, czy dostaną taką szansę, a nawet jeśli wszyscy przetrwają, to czy zdoła się wyrwać, ale… mogła mieć nadzieję. W końcu trzeba było się czegoś trzymać.
Zastukała palcem w szkło, opuszczając wzrok. Przypatrywała się reszcie piwa bezalkoholowego na dnie kufla – i znów, tak, bardzo miała ochotę napić się czegoś mocniejszego. Miała pewien problem z popatrzeniem Norze w twarz. Bo jak, jak miała powiedzieć, że nie może obiecać, że wpadną na tort, że nie wie, czy wyjdą z Beltaine cali, a jeśli tak, to czy nie będą zajmować się chaosem, który niewątpliwie ogarnie Dolinę Godryka i Londyn po takim ataku? Sięgnęła po kufel i upiła piwo, jakby w nadziei, że dzięki niemu zdoła przełknąć tę wielką gulę w gardle.
- Postaramy się, ale nie uprzedzaj jej, proszę. Mamy braki kadrowe, a nie chcę jej rozczarować. Spróbuję jej to jakoś wynagrodzić – powiedziała w końcu. I nienawidziła chyba Voldemorta w tej chwili równie mocno, jak wtedy, kiedy czytała o kolejnych ofiarach. Bo w zwykłym świecie coś takiego jak braki kadrowe nie sprawiłoby, że byłaby gotowa rozczarować małą, ważną dla niej dziewczynkę. Musiała jednak liczyć się z myślą o tym, że może być ranna, martwa albo zajęta próbami odnalezienia zwłok, wyłapania w lesie infernusów czy jeszcze czymś innym.
- Dziękuję – podsumowała. Nie mówiła już o tym nic więcej, nie komentowała słów Nory, bo nie chciała roztrząsać tematu. Obie najwyraźniej doskonale wiedziały, o co chodziło, a dyskutowanie o tym mogłoby tylko je przygnębić. – W takim wypadku daj mi chwilę. Chcesz coś konkretnego? – spytała, podnosząc się z miejsca. Potem ruszyła do wnętrza zatłoczonego baru, by przy ladzie zamówić dla siebie jeszcze jedno piwo bez alkoholu, a dla Nory to, co sobie zażyczyła. Wróciła do stolika i postawiła przez Figg jej kufel.
- Nasze zdrowia, Norka – stwierdziła, posyłając jej uśmiech i unosząc nieco własne piwo, nim upiła łyk. – Wiesz, mam takie małe marzenie. Żeby jeśli uda się przebrnąć przez początek maja, zgarnąć gdzieś ciebie i Mav na jakiś weekend, w ramach babskiego wypadu. Jeśli nikt znajomy nie zgodziłby się zająć Mav, to jestem pewna, że mogłaby trzy dni zostać u nas. Co ty na to?
Najlepiej z dala od Anglii.
Odpocząć od toczących się spraw, tysiąca drobiazgów, domagających się uwagi i przede wszystkim od złowieszczego cienia mrocznego znaku, który zdawał się spowijać całą Wielką Brytanię.
Nie miała pojęcia, czy dostaną taką szansę, a nawet jeśli wszyscy przetrwają, to czy zdoła się wyrwać, ale… mogła mieć nadzieję. W końcu trzeba było się czegoś trzymać.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.