Nie był to jej najgorszy dzień. Być może była nieco zmęczona, ale było to raczej pozytywnym uczuciem. Dużo dzisiaj zrobiła, przygotowała sobie notatki na najbliższe tygodnie. Ostatnio sporo czasu poświęcała na naukę, zależało jej na tym aby zdać owutemy jak najlepiej, bo chciała dostać się na staż w Mungu, jak jej ojciec, a żeby to zrobić musiała osiągnąć wybitne wyniki podczas egzaminów. Nie, żeby w ogóle zakładała, że mogło jej się to nie udać, jednak przezorność ułatwiała sprawę. Miała drobną przewagę nad resztą kandydatów, jej mózg działał inaczej niż większość, potrafiła zapamiętać wszystko, jednak nie mogła pozwolić swoim myślom za bardzo błądzić - jedynie to mogło okazać się jej zgubą.
Świeże powietrze sprzyjało przyswajaniu wiedzy, właśnie dlatego znalazła się dzisiaj na błoniach, do tego nie musiała się przejmować, że spotka kogoś, na kogo nie miała ochoty patrzeć, bo zaszyła się daleko od ludzi, by nie doprowadzić do sytuacji, których wolałaby uniknąć. Musiała skupić się na sobie, swoim celu, co nie było takie trudne, wiedziała, że nikt inny o nią nie zadba, mogła liczyć tylko na siebie. To znaczy oczywiście miała wsparcie w rodzicach, które bardzo sobie ceniła, przez co poniekąd też nie chciała ich zawieść. Musiała wszystkim pokazać, że faktycznie potrafi osiągnąć to, na czym jej zależy. Tak właściwie to dość szybko dotarło do niej, czym chciała zajmować się w dorosłym życiu i robiła wszystko, co mogła, aby osiągnąć ten cel.
Jako, że słońce zaczęło powoli znikać za horyzontem postanowiła spakować swoje książki, notatki i udać się stronę zamku. Wolała nie włóczyć się po nocach, żeby nie wzbudzać wokół siebie niepotrzebnych kontrowersji. Nie bała się tego, co kryło się w ciemności, ale uważała, że opinia ułożonej prefektki była jej przewagą. Nikt nie zdawał sobie sprawy z jej zainteresowań i tego, czym zajmowała się w swoim wolnym czasie, na własną rękę szukała informacji o nekromancji, bo przecież mogła jej się ona przydać do leczenia ludzi. Była to dziedzina magii, której czarodzieje się bali, ale nie ona, wiedziała, że nie jest jedną z osób, które pozwoliłby by coś ich pochłonęło, potrafiła stawiać granice.
Coś zwróciło jej uwagę, jakieś zamieszanie, ktoś bił się z murem? Nie widziała tego z takiej odległości. Westchnęła jednak ciężko, bo naprawdę liczyła na to, że ten dzień zakończy się bez żadnych kontrowersji, jako prefekt naczelny nie mogła jednak udawać, że tego nie zauważyła. Musiała zainteresować się sprawą.
Poprawiła sobie torbę na ramieniu i ruszyła w stronę w której zauważyła zamieszanie. Oby to był jakiś pierwszak, który nie radził sobie z emocjami, to byłaby całkiem szybka interwencja. Zmierzała przed siebie całkiem szybkim krokiem, musiała przecież sprawdzić co się dzieje. Kiedy dostrzegła chmurę dymu przestała mieć nadzieję - pierwszaki nie sięgały po papierosy. Zatrzymała się na moment przed murkiem, przybrała swój zwyczajowy, bardzo neutralny wyraz twarzy - jako prefekt nie mogła sobie pozwolić na okazywanie emocji, po czym zajrzała w głąb. Starała się nie okazywać, jak bardzo nie odpowiadało jej to, kogo tam zobaczyła. - Zaiste, pierdolony cyrk. - Powtórzyła jeszcze za nim.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control