- Pozostaje Ci jedynie poleganie na Twojej pamięci, nie jesteś jeszcze taki stary Longbottom, żebyś miał to zapomnieć, warto byłoby to zapamiętać, bo pewnie szybko się to nie powtórzy. - Na jej twarzy pojawił się uśmiech, miała całkiem dobry dzień, więc nie widziała przeszkód w tym, aby i dzięki niej Erikowi było miło, a że nie zdarzało się to zbyt często, to naprawdę powinien wysilić swoje wszystkie styki mózgowe, by móc do tego wracać.
Miała świadomość tego, że Longbottom miał swoje podejście do sprawy. Ich rodzina nie miała oporu przed tym, aby pomagać potrzebującym, działali bardzo mocno charytatywnie. Nie przeszkadzało jej takie podejście, w sumie to ceniła je sobie, bo nie wydawało jej się, aby wśród czystokrwistych było wiele rodzin, które stawiały komfort innych ponad swoim i byli w tym tacy szczerzy, inni robili to raczej pod publiczkę, by coś na tym ugrać.
- Nie wydaje mi się, aby ktoś teraz patrzył na to, czego chcą ludzie. Politycy myślą tylko o swoich własnych dupach, nie chcą podpaść ani jednej, ani drugiej stronie, bo przecież nie wiadomo, jak to wszystko się skończy. - A oni musieli za coś żyć, prawda? Nie znosiła tego typu ludzi, jasne było w tym nieco hipokryzji bo sama raczej żyła gdzieś obok, udając, że to jej nie dotyczy, tyle, że nie przechodziła obojętnie wobec krzywdy niewinnych, gdy dochodziło do niej na jej oczach to reagowała. Trudno jednak było aby politycy postępowali podobnie, bo przecież głównie siedzieli w swoich gabinetach, nie mieli do czynienia ze zwykłymi zjadaczami chleba.
Nie wspomniała o tym, że sama znalazła się w lesie, że widziała ogromne ilości tych istot, bo nie wydawało jej się to teraz konieczne. Dobrze, że Erik zdawał sobie sprawę z tego, że zagrożenie robiło się coraz silniejsze, w końcu mieszkał w Dolinie, to jego rodzina należała do jednych z najbardziej zagrożonych. - Dobrze, że zdajesz sobie z tego sprawę. - Świadomość tego, że wróg rósł w siłę była całkiem niezłym początkiem do ewentualnej obrony.
Nie udało jej się uniknąć ataku Erika, drasnął ją w bok, co przyniosło syknięcie, które wydobyło się z jej ust. Nie uniknęła ataku, a chciała zrobić to tak zgrabnie... będzie musiała popracować nad tym manewrem. Próbowała mu się odwdzięczyć pięknym za nadobne, ale chybiła, a raczej Longbottom całkiem zgrabnie jej się wywinął.
- Pięknie to zrobiłeś. - Skomentowała jeszcze, nie miała problemu z tym, aby docenić to, w jaki sposób działał.
- W sumie to może starczy na dzisiaj? - Zapytała go jeszcze, musiała wracać do Exmoor, aby spotkać się z resztą.
- Zastanów się jeszcze nad moją propozycją. - Nie miała zamiaru tak łatwo odpuścić mu Artemis. Pożegnała się z ni w końcu, schowała broń i wsiadła na miotłę, aby odlecieć w siną dal.