Czy gdyby prawdziwy, magiczny wróżbita wywróżył w ten sposób telefon, wiedziałby, co takiego ukazywało mu się w wosku? Byłby w stanie odczytać z tego przyszłość, czy może stałoby się to dla niego większą zagadką, niż sam los? W końcu większość czystokrwistych czarodziejów z pewnością nie wiedziała nawet, czym był ten telefon. Jak można było odczytać znaczenie czegoś, czego nie potrafiło się nawet zidentyfikować?
-A potem okaże się, że dzwoniła twoja mama - powiedział, zanim padła propozycja podania numeru.
Babcia upiekłaby ciasto, nalepiłaby mu pierogów, może wydziergałaby mu jakiś gustowny sweterek. Dobra babcia nie była zła.
W końcu pożegnali się z mugolskimi wróżbitami i zajęli stolik.
Zmiany w domu? Jessie zamyślił się na dłuższą chwilę. Zmiany w domu mogły oznaczać wiele rzeczy - albo zmianę wystroju, może faktycznie będą mogli wrócić na Horyzontalną szybciej, niż sądzą, a może oznaczało to, że któreś z nich się po prostu wyprowadzi.
-Byłoby miło - westchnął -ale raczej bym się na to nie nastawiał. Mimo wszystko, to były mugolskie wróżby. Mało prawdopodobne, by miałby jakąkolwiek moc sprawczą. Ale życzę ci tej wiadomości od Tej Jedynej - mrugnął do niego. -Ale w twoim przypadku raczej spodziewałbym się sowy.
Prawdziwy wróżbita pewnie by osiwiał, dostał załamania nerwowego i pewnie poszukałby jakiejś klątwy, żeby uniemożliwić im jakiekolwiek zabawy z wróżeniem w przyszłości.
Dla siebie również wziął piwo - ostatnie tego wieczoru, przynajmniej tak sobie obiecywał.
Skutki Spalonej Nocy były ciężkie dla wszystkich, przez co trochę zaczął zazdrościć mugolom, tak beztrosko, w porównaniu do społeczności magicznej, prowadzących swoje życie, a teraz bawiących się we wróżby, albo wykonujących swoją pracę. Oni o niczym nie wiedzieli. Nie dotyczyła ich ta dyskryminacja, z którą musieli radzić sobie czarodzieje mugolskiego pochodzenia i Zdrajcy Krwi. Jeszcze nie musieli bać się o swoje życie i nie musieli zbierać swojego życia do kupy kawałek po kawałku po pożarze.
-Niektórzy próbują zachowywać się normalnie, ale goblinom siadło na głowy - stwierdził. -Gringotta, na szczęście, pożar ominął, ale chcą wprowadzić jeszcze jakieś zabezpieczenia na wypadek, gdyby ktoś jednak zdecydował się uderzyć w bank. Patrzą nam na ręce bardziej, niż do tej pory, co jest trochę uciążliwe.
I patrzą na niego spod byka po wizycie jego matki w wieczór pożaru. Naprawdę, mogliby sobie już dać spokój.
-A u was jak? Wystawialiście ostatnio jakąś sztukę, prawda?