- Boję się, że przestaniesz pytać. Głos zabrzmiał obco, jakby należał do kogoś innego. Nie wiedział, czy chciał to powiedzieć, czy tylko wypowiedział myśl, zanim zdołał ją zatrzymać. Czuł, jak z każdym słowem powietrze w gardle staje się gęstsze, a język cięższy. Miał wrażenie, że mówi w miejscu, w którym dźwięk nie powinien istnieć. Nie potrafił utrzymać spojrzenia. Oczy błądziły po przestrzeni, zatrzymując się na drobiazgach. Na krawędzi stołu, rysie w desce, odprysku lakieru na ladzie. Zawsze tak robił, kiedy nie wiedział, czy patrzy na człowieka, czy na cień po człowieku. Palce drgnęły, zanim pomyślał. Sięgnął po księgę. Ciężar okładki był znajomy, uspokajający. Ciepło skóry pod palcami wydało mu się jednak zbyt żywe, jakby dotykał czegoś, co właśnie przestało oddychać. Otworzył tom ostrożnie, starając się, by dźwięk nie był zbyt głośny. Papier pachniał kurzem, olejem i czymś słodki, może klejem, może rozkładem.
Prześlizgnął spojrzeniem po liniach run. Kiedyś znał ich znaczenie, teraz widział tylko układ kresek, zbyt symetrycznych, zbyt idealnych, żeby nie drżeć. Niektóre znaki zdawały się poruszać, ale wiedział, że to strach. Oczy piekły, oddech miał płytki. - Powiedziałaś, że kazał ci coś zrobić. - szepnął. - Runę? Przez chwilę wsłuchiwał się w echo własnego głosu. Zawsze wydawało mu się, że mówi za głośno. Każde słowo mogło coś obudzić. Wspomnienie, obraz, dźwięk, który nie należał do niego. Podniósł wzrok na pergamin. Wzory przypominały mu coś, czego nie potrafił nazwać, może rysunek z dzieciństwa, może bliznę. Zmarszczył brwi i spróbował przypomnieć sobie, gdzie wcześniej widział podobny kształt. Nie potrafił. Myśli mieszały się z obrazami, które nie należały do teraźniejszości. - Była jak ta? - wymówił prawie bezgłośnie, jakby testował brzmienie pytania. Poczuł, jak w kark wpełza chłód. To nic, zwykły przeciąg; uspokajał się we własnych myślach. Ale powietrze nie poruszyło płomienia. Zacisnął palce, by przestały drżeć. - On ci to kazał - powiedział znów, już ciszej, bardziej do siebie. Teraz już nie pytał, teraz już widział. - Ale po co? Słowa rozeszły się po sklepie jak para, powoli, bez echa. Wertował strony, patrząc i licząc kolejne paginy. Treść tych tych wielkoruskich ksiąg miał wtłoczoną w pamięć, jedynie szukał właściwego rozdziału. Wskazywał na kolejne symbole, cichym pomrukiem pytając jakby czy może przypominała tę, albo chociaż tę? Dociskając wciąż czerwone od gęstej zawiesiny, którą go oblali, dłonie do okładki, jakby chciał zatrzymać coś w środku. Chciał przestać o tym myśleć, ale obrazy nie znikały. Zawsze wracały, dźwięk, zapach, gest. Nigdy nie był pewien, co z tego jest wspomnieniem, a co snem. Spojrzał na swoje dłonie. Były zbyt blade, zbyt spokojne. Czasem wydawało mu się, że już dawno powinny przestać drżeć, a jednak drżały. Nie był pewien, czy wciąż się bał jej, czy jego.