27.10.2025, 13:41 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.10.2025, 13:50 przez Lazarus Lovegood.)
O tak, Lazarus, jako młody człowiek, nieraz podczas spędzanych z ojcem wakacji, był zabierany do kina. To, co dla czystokrwistych czarodziejów było egzotyką i zaawansowaną wiedzą z zakresu mugoloznawstwa, dla niego było codziennością. Przynajmniej w czasie, kiedy był u taty.
Ojciec Lazarusa martwił się również dość poważnie jego potencjalnymi brakami w mugolskiej - “normalnej”, jak mówił po rozwodzie, kiedy matka już nie mogła go za to skarcić - edukacji. Podsuwał mu więc adekwatne do jego wieku książki przyrodnicze, które nastoletni Lazarus brał ze sobą do Hogwartu i czytał do poduszki.
- A widziałeś jakiś film z efektami specjalnymi? - zapytał Roberta z tajemniczym uśmiechem. Skoro zwykłe filmy tak go zachwycały, ciekawe, co powiedziałby na taki, w którym dzieją się całkiem fantastyczne rzeczy?
- Edukację domową trudno wystandaryzować nawet wśród czystokrwistych dzieci. Wyobraźmy sobie takiego na przykład ciebie - jedynaka z zamożnego domu - i kogoś ze zubożałej gałęzi Malfoyów, kto ma troje rodzeństwa. Poza tym inaczej przebiega ona zapewne u Selwynów, a inaczej u Shafiqów albo Yaxleyów - Lovegood na wpół wdał się w dyskusję, a na wpół po prostu myślał na głos - Niedobrze, że Hogwart w tak dużym stopniu podlega Ministerstwu. Wiadomo, kogo faworyzuje góra… a teraz na dodatek dla odmiany nie wiadomo, kto sympatyzuje z terrorystami. To wydaje się… niebezpieczne.
Niektórzy pewnie nazwaliby równościowe poglądy Roberta naiwnymi. U Lazarusa budziły jednak przypływ - pewnie trochę egoistycznej - sympatii. Sam pewnie zrobiłby to samo, bo przy całej swojej zdolności do chłodnych kalkulacji, nie podejrzewał, że byłby w stanie tak po prostu odmówić komuś ratunku. Czy sędzia Wizengamotu - z ugruntowaną pozycją i wpływową rodziną za plecami - mógł pozwolić sobie na więcej, czy wręcz przeciwnie, był pod ciągłą obserwacją, dużo baczniejszą, niż szeregowy urzędnik?
- Nie rozumiem, jak mugol miałby stanowić zagrożenie w atrium pełnym uzbrojonych w różdżki czarodziejów… przecież nie wpadł tam z bronią! - powiedział - Chociaż trzeba też mieć świadomość zagrożeń, jakie płyną z potencjalnego ujawnienia czarodziejów…
Który to już raz prowadzili te rozważania? Od lat poszukiwali rozwiązania idealnego, Lazarus - dla samej satysfakcji opracowania teoretycznego systemu, Robert - prawdopodobnie z nadzieją na wprowadzenie go pewnego dnia w życie. W tej chwili, w otoczeniu mugoli, ich neonów, samochodów i maszyn budowlanych, Lovegood nie mógł nie myśleć, jak wszystko zmieniłoby się, gdyby nagle dowiedzieli się o istnieniu równoległego, magicznego świata. Domino zazębiających się przemian, biorąc pod uwagę dotychczasowy sposób wykorzystania przez ludzkość wielkich odkryć, w równym stopniu zachwycających, co przerażających. Ich efektu końcowego nie byłby w stanie przewidzieć nawet jasnowidz pokroju słynnego Vakela Dolohova.
Ojciec Lazarusa martwił się również dość poważnie jego potencjalnymi brakami w mugolskiej - “normalnej”, jak mówił po rozwodzie, kiedy matka już nie mogła go za to skarcić - edukacji. Podsuwał mu więc adekwatne do jego wieku książki przyrodnicze, które nastoletni Lazarus brał ze sobą do Hogwartu i czytał do poduszki.
- A widziałeś jakiś film z efektami specjalnymi? - zapytał Roberta z tajemniczym uśmiechem. Skoro zwykłe filmy tak go zachwycały, ciekawe, co powiedziałby na taki, w którym dzieją się całkiem fantastyczne rzeczy?
- Edukację domową trudno wystandaryzować nawet wśród czystokrwistych dzieci. Wyobraźmy sobie takiego na przykład ciebie - jedynaka z zamożnego domu - i kogoś ze zubożałej gałęzi Malfoyów, kto ma troje rodzeństwa. Poza tym inaczej przebiega ona zapewne u Selwynów, a inaczej u Shafiqów albo Yaxleyów - Lovegood na wpół wdał się w dyskusję, a na wpół po prostu myślał na głos - Niedobrze, że Hogwart w tak dużym stopniu podlega Ministerstwu. Wiadomo, kogo faworyzuje góra… a teraz na dodatek dla odmiany nie wiadomo, kto sympatyzuje z terrorystami. To wydaje się… niebezpieczne.
Niektórzy pewnie nazwaliby równościowe poglądy Roberta naiwnymi. U Lazarusa budziły jednak przypływ - pewnie trochę egoistycznej - sympatii. Sam pewnie zrobiłby to samo, bo przy całej swojej zdolności do chłodnych kalkulacji, nie podejrzewał, że byłby w stanie tak po prostu odmówić komuś ratunku. Czy sędzia Wizengamotu - z ugruntowaną pozycją i wpływową rodziną za plecami - mógł pozwolić sobie na więcej, czy wręcz przeciwnie, był pod ciągłą obserwacją, dużo baczniejszą, niż szeregowy urzędnik?
- Nie rozumiem, jak mugol miałby stanowić zagrożenie w atrium pełnym uzbrojonych w różdżki czarodziejów… przecież nie wpadł tam z bronią! - powiedział - Chociaż trzeba też mieć świadomość zagrożeń, jakie płyną z potencjalnego ujawnienia czarodziejów…
Który to już raz prowadzili te rozważania? Od lat poszukiwali rozwiązania idealnego, Lazarus - dla samej satysfakcji opracowania teoretycznego systemu, Robert - prawdopodobnie z nadzieją na wprowadzenie go pewnego dnia w życie. W tej chwili, w otoczeniu mugoli, ich neonów, samochodów i maszyn budowlanych, Lovegood nie mógł nie myśleć, jak wszystko zmieniłoby się, gdyby nagle dowiedzieli się o istnieniu równoległego, magicznego świata. Domino zazębiających się przemian, biorąc pod uwagę dotychczasowy sposób wykorzystania przez ludzkość wielkich odkryć, w równym stopniu zachwycających, co przerażających. Ich efektu końcowego nie byłby w stanie przewidzieć nawet jasnowidz pokroju słynnego Vakela Dolohova.