26.10.2025, 23:11 ✶
Electra nie przepadała za oficjalnymi rodzinnymi obchodami świąt; te spotkania były na jej gust zbyt sztywne i nudne. Jedyne co motywowało ją do przyjścia, to możliwość spędzenia czasu z bliskimi, z którymi na co dzień rzadko się widywała. Prewettówna miała całą gromadkę kuzynów w podobnym wieku (o ile różnica dziesięciu lat podchodziła pod podobny wiek), więc zazwyczaj nie mogła narzekać na brak towarzystwa. Jednakże tegoroczne Mabon było inne...
Dalej nie pozbierała się po śmierci Florence. Od czasu pogrzebu starała się znaleźć jakieś zajęcie, by nie dopuścić do siebie tych wszystkich smutnych myśli, które kłębiły się w jej głowie. Przebywanie wśród przyjaciół takich jak Hannibal i Henry również pomagało poprawić jej nastrój. Jednak im bliżej Mabon, tym bardziej powracały negatywne uczucia. Jeszcze jakoś udało jej się utrzymać w ryzach popołudniu, kiedy razem z Basilem odwiedzili mamę na obiad. Ale teraz, gdy siedziała w kamienicy Bulstrode'ów i miała przed oczami puste krzesło Florence... Zbierało jej się na łzy.
W przeciwieństwie do stypy, na rodzinnej kolacji nie wypadało jednak płakać. Sądząc po wyglądzie kamienicy oraz zachowaniu cioci Enidy, wszyscy mieli udawać, że dzisiejsze święto było zupełnie normalne. Że wszystko było dobrze. Electra czuła się z tym okropnie, ale w typowym dla Prewettów stylu, musiała robić dobrą minę do złej gry.
By choć trochę się odprężyć, popijała wino, które tak hojnie nalał jej Atreus. Z tego też powodu ochoczo zgodziła się, gdy Icarus zaproponował jej własny trunek.
– Jasne. – odpowiedziała cicho bratu. – Hm, możemy spróbować odwrócić ich uwagę. – spojrzała konspiracyjnie w stronę Atre i Basila, którzy dyskutowali właśnie o jakichś stopach. – Hej, jak tam wasze karty? Kto teraz wygrywa? – rzuciła głośniej w stronę Bulstrode'a i Prewetta licząc, że zajmą się wtedy sobą.
Dalej nie pozbierała się po śmierci Florence. Od czasu pogrzebu starała się znaleźć jakieś zajęcie, by nie dopuścić do siebie tych wszystkich smutnych myśli, które kłębiły się w jej głowie. Przebywanie wśród przyjaciół takich jak Hannibal i Henry również pomagało poprawić jej nastrój. Jednak im bliżej Mabon, tym bardziej powracały negatywne uczucia. Jeszcze jakoś udało jej się utrzymać w ryzach popołudniu, kiedy razem z Basilem odwiedzili mamę na obiad. Ale teraz, gdy siedziała w kamienicy Bulstrode'ów i miała przed oczami puste krzesło Florence... Zbierało jej się na łzy.
W przeciwieństwie do stypy, na rodzinnej kolacji nie wypadało jednak płakać. Sądząc po wyglądzie kamienicy oraz zachowaniu cioci Enidy, wszyscy mieli udawać, że dzisiejsze święto było zupełnie normalne. Że wszystko było dobrze. Electra czuła się z tym okropnie, ale w typowym dla Prewettów stylu, musiała robić dobrą minę do złej gry.
By choć trochę się odprężyć, popijała wino, które tak hojnie nalał jej Atreus. Z tego też powodu ochoczo zgodziła się, gdy Icarus zaproponował jej własny trunek.
– Jasne. – odpowiedziała cicho bratu. – Hm, możemy spróbować odwrócić ich uwagę. – spojrzała konspiracyjnie w stronę Atre i Basila, którzy dyskutowali właśnie o jakichś stopach. – Hej, jak tam wasze karty? Kto teraz wygrywa? – rzuciła głośniej w stronę Bulstrode'a i Prewetta licząc, że zajmą się wtedy sobą.
The older you get the more rules they're gonna try to get you to follow.
You just gotta keep livin' man,
L-I-V-I-N
You just gotta keep livin' man,
L-I-V-I-N