Ambroise jak zawsze potrafił się zachować, udzielił idealnej odpowiedzi, jak najbardziej wymijającej, dzięki czemu Sebastian nie powinien się po nich zbyt wiele spodziewać, ale jednak nie odmówił mu wprost. Wiedziała, że jej mąż lepiej się nadawał do takich negocjacji, ona nie do końca potrafiła owijać w bawełnę, raczej bardzo prosto w kilku żołnierskich słowach podziękowałaby mu za zaproszenie i powiedziała, że niestety ale na pewno coś im wypadnie w tym terminie - tacy bowiem byli zapracowani.
Mogła się spodziewać, że nie kto inny, ale jej ojciec będzie wiedział, kiedy powinien się pojawić. Gerard wpadł do namiotu, nie przejmując się zupełnie niczym i zaczął rozmawiać z kapłanem. Nie zastanawiała się zbyt długo, posłała jednoznaczne spojrzenia swoim towarzyszom, bo wiedziała, że lepszego momentu nie będzie. To był czas, aby się stąd ewakuować. Nawet się nie obejrzała, po prostu ruszyła do wyjścia dając szansę Sebastianowi na rozmowę z jej ojcem. Wiedziała, że łatwo mu się nie wywinie, Gerard potrafił być bardzo przekonujący jeśli chodziło o reklamowanie tutejszych specjałów i raczej nie przyjmował odmowy. Taki już był jego urok. Pozostawało wierzyć, że nie sprowadzi kapłana na złą drogę, nie miałaby jednak nic przeciwko temu, by zobaczyć go na parkiecie po kilku głębszych - w końcu kapłan też człowiek.
Parsknęła śmiechem, kiedy usłyszała słowa Millie. - Nie mam pojęcia i pewnie nigdy się nie dowiem, będziesz musiała sama to sprawdzić. - Chociaż raczej życzyła jej, aby miała tyle samo szczęścia, co oni i również ominęła ją ta część z wizytą w kowenie przed ślubem. Miała wątpliwości co do tego, że rzeczywiście było to potrzebne, raczej wydawało jej się stratą czasu.
- Jeszcze tego by brakowało. - Spojrzała na Ambroise'a uśmiechając się od ucha do ucha.
Spojrzała w stronę stołów, gdzie większość osób już zdążyła zająć swoje miejsca, oni również powinni się znaleźć na swoich. Chwyciła więc swojego męża za rękę i ruszyła całkiem żwawym tempem w stronę stołu, przy którym oni mieli się znaleźć. Nie mogli pozwolić na to, by goście zbyt długo na nich czekali.
- Teraz chyba toasty, później wreszcie będzie można zacząć tańczyć, zrobi się więcej przestrzeni. - Odwróciła się na chwilę w stronę świadków, którzy za nimi podążali. Bardzo zależało jej na trzymaniu się planu ustalonego przez doświadczonych członków ich rodzin, zależało jej na tym, żeby wszystko poszło po ich myśli. To był ten jeden dzień, kiedy faktycznie nie czuła potrzeby, aby robić coś po swojemu, wręcz przeciwnie wydawało jej się słuszne podążanie za radami starszego pokolenia, które zdecydowanie wiedziało, co robiło.
Dotarli w końcu do stołu, przy którym mieli usiąść. Jeszcze moment, a zabawa faktycznie się rozpocznie, pierwszy alkohol był już chyba pity, co sugerowało, że zrobi się bardziej swojsko.