Niby było to tylko jedno niefortunnie wypowiedziane słowo, jednak niosło ze sobą zdecydowanie większy ciężar. Prue zdawała sobie z tego sprawę, naprawdę próbowała odpuścić, jednak to nie było takie proste. Miała tendencje do nadmiernego analizowania i bardzo głęboko to w niej siedziało. Starała się przestać w to brnąć, jednak chwilę jej zajęło odpuszczenie. Zresztą na pewno miało to do niej wrócić, dopóki nie rozbierze wszystkiego na części pierwsze nie zazna spokoju, to była jedna z tych cech, z którymi nie umiała walczyć. Jej umysł funkcjonował w ten sposób.
Próbowała nieco się rozluźnić, pokazać, że te krótkie wyjaśnienie było wystarczające, chociaż marna z niej była aktorka, i widać było po niej, że nadal to trawi. Była zła na siebie, ale też na samą sytuację, w której się znaleźli. Doskonale przecież zdawali sobie sprawę z tego, że byli bardzo daleko od normalności. Wiedzieli, że są inni, i ich przyszłość, przynajmniej ta wspólna nie miała racji bytu, a i tak pozwolili sobie na zbliżenie się do siebie.
- Mogę to dla Ciebie zrobić. - Tak naprawdę mogłaby zrobić o wiele więcej, gdyby tylko o tym wspomniał. Nie potrafiła mu odmawiać, a może po prostu nie chciała, sama wolała nie szukać powodu dla którego tak było. Mógł ją przerazić, więc po prostu przyjmowała, że tak jest. Tak było łatwiej, nie musiała się przynajmniej mierzyć z tym wszystkim, co tkwiło głębiej, bo dopóki o tym nie rozmawiali, to mogła udawać, że nie istnieje.
Wybrali więc jedyne słuszne rozwiązanie, zmienili temat, jakby to wszystko, co poruszyli wcześniej nie miało żadnego znaczenia, całkiem proste wyjście. Łatwiej jest dyskutować o rzeczach, które nie niosły ze sobą żadnego, emocjonalnego ciężaru, z którym w tym momencie chyba żadne z nich nie chciało się mierzyć. To nie był odpowiedni czas i miejsce, zresztą obawiała się, że jeśli kiedyś dojdzie do podobnej rozmowy, to może wyjść z niej bardziej poturbowana niż się spodziewa, bo zaczęła się angażować, zaczęła się przyzwyczajać, chociaż wiedziała, że nie może tego robić. Była to tylko i wyłącznie jej wina, no może trochę jego, bo był taki, taki, że nie dało się inaczej.
- Nie odnalazłabym się w takim świecie, wiesz, jeśli coś jest czarne, to jest czarne, zawsze było czarne i raczej nigdy się to nie zmieni. - Bletchley wybierała język faktów, nie podchodziła szczególnie filozoficznie do znaków, które ludzie interpretowali na swoje własne sposoby. Zdecydowanie więc głębokie pogawędki o sztuce nie leżały w zakresie jej zainteresowań, pewnie zostałaby uznana za ignoranta, czy coś ze swoim podejściem.
Zmrużyła na moment oczy, wpatrywała się w swojego towarzysza dłuższą chwilę. - Musiałbyś mieć takiego śmiesznego wąsa i co chwila go dotykać, myślę, że wtedy braliby Cię na poważnie, nikt nie śmiałby stwierdzić, że nie znasz się na rzeczy. - Aparycja w końcu była ważną częścią w tym wszystkim. - Ułożyłbyś na szybko jakąś historię, a oni jeszcze by Ci przytakiwali, potrafisz być czarujący, gdy tylko tego chcesz. - Wydawało jej się, że akurat on byłby w stanie wcisnąć ludziom każdą bajkę.
- Możemy. - Się przejść, albo wrócić, czy faktycznie chciała wracać? Co do tego nie była szczególnie przekonana, bo mogły pojawić się kolejne pytania, na które nie znałaby odpowiedzi, albo wybrałaby nie takie, jakie rzeczywiście chciała, musiała jednak jakoś sobie z tym poradzić. - Możemy się przejść. - W sumie póki co, to było lepszym rozwiązaniem, nikt w tym całym zamieszaniu nie powinien zauważyć ich nieobecności.
- Myślę, że ona zdaje sobie sprawę z tego, że jeśli nie chciałabym się dać porwać, to nie zostałabym porwana. - Jeśli ktoś znał Prue to raczej miał świadomość, że nie postępowała wbrew sobie.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control