Nikt nie wypytywał je o wydarzenia w opuszczonym dworze, tylko ona i Roise wiedzieli o tym, co właściwie się tam wydarzyło, może to i lepiej bo to miejsce mogło wzbudzić zainteresowanie. W czasach swojej świetności na pewno było najpiękniejszym budynkiem w okolicy, całkiem nieźle ukrytym od tych bardziej uczęszczanych miejsc.
Padł pewien pomysł, a więc warto było sprawdzić, czy w ogóle jest szansa myśleć o jego realizacji, musieli zobaczyć, czy faktycznie budynek nie był już nawiedzany przez żadne byty, czy historie które się w nim rozgrywały zostały dokończone, wtedy dopiero będą mogli zastanawiać się nad resztą. Nad tym, czy na pewno warto inwestować w coś takiego. Jeśliby to zrobili to czekała ich długa droga to tego, aby kiedyś faktycznie móc się tutaj przenieść. Cel był jednak warty poświęceń. Tylko, że właśnie, po pierwsze wypadało się tam rozejrzeć. W końcu oni sami byli tu ostatnio dawno temu, wspomnienia mogły się więc już zacierać, a to co zostało w pamięci być nieco wyidealizowane.
Mogli mieć pewność, że historia nie zatoczy koła, nawet jeśli podczas tamtej wizyty nie do końca udało im się pozbyć tego, co było w domu. Miał im towarzyszyć Benjy, który znał się na klątwach. Ambroise mógł być pewien, że tym razem nie skończy z bełtem w nodze. To mogło być całkiem dobrym argumentem, aby tutaj wrócić, skoro mogli ominąć tę część związaną z robieniem sobie krzywdy nic ich nie powstrzymywało od sprawdzenia, jak faktycznie miało się to miejsce.
- Doskonale. - Spodziewała się tego, ale potwierdzenie było przydatne, dzięki temu miała pewność, że znaleźli się tu o czasie, a nawet przed nim. Nie miała pojęcia, ile czasu Fenwick tu na nich czekał, ale w takiej sytuacji nie musiała się tym martwić bo byli punktualni.
Znaleźli się w końcu tuż przed mężczyzną. Geraldine rzuciła mu krótkie spojrzenie i zmrużyła oczy, bo albo jej się wydawało, albo usłyszała padające z jego ust w końcu , przecież się nie spóźnili. Postanowiła jednak zignorować ten komentarz. - Możemy ruszać. - Zgadzała się, że im szybciej zaczną wędrówkę tym lepiej, bo dni robiły się coraz krótsze, i już niedługo miało zrobić się ciemno. Być może była odważna, ale wolała nie zapuszczać się w te okolicę w całkowitym mroku. Kto wiedział co właściwie mogło się z niego wyłonić, wolałaby jednak tego nie sprawdzać.