22.02.2023, 15:55 ✶
- Może to ten przypadek. Wyglądał, jakby bardzo nie chciał nigdzie iść razem z nią – przyznał Darcy. Na uśmiech Stelli odpowiedział uśmiechem, odruchowym i trochę głupkowatym. Był jeszcze młody, ona była ładna i cóż, miała w sobie krew wili. Gdyby była ubrana trochę mniej elegancko, Lockhart pewnie próbowałby zaprosić ją na jakąś kawę, ale choć bardzo pewny siebie, nie był kompletnym idiotą. Podejrzewał, że dziewczyna jest czystej krwi albo z bogatego domu, a takie panny rzadko umawiały się z synami księgarzy.
Musiał zadbać o więcej sławy i więcej pieniędzy, a wtedy powinno być łatwiej. Szczerze w to wierzył. I może nawet miał rację, choć na pewno nie w każdym przypadku.
- Wydawał się trochę brudny – przyznał z pewnym zaniepokojeniem, spoglądając na swoją pokrwawioną rękę. – Ależ skąd! To nie była pani wina, przecież i tak nie zostawiłbym dziecka w potrzebie – zapewnił. Szczerze i kłamliwie zarazem. Prawdopodobnie odszedłby, wyjaśniając sam sobie, że tak jest najrozsądniej. Ale skoro Stella chciała, by pomógł koty, szczerze w tej chwili wierzył, że zrobiłby to nawet, gdyby piękna blondynka nie stała w pobliżu. Lockhart był tym typem człowieka, który miał o sobie nieco mniejsze mniemanie niż by należało.
- Też tego nie rozumiem. Po co trzymać na przykład… hipogryfy? Trzeba je karmić, sprzątać po nich, a przecież nie są przydatne same w sobie. Ich pióra nie są aż tyle warte, aby hodowla była opłacalna. Osobiście wolę kolekcjonować książki, nie są niebezpieczne, służą za ozdobę, że nie wspomnę o tym, że daję rozrywkę lub pozwalają się czegoś nauczyć – mówił z wielkim zapałem. Niestety, przechadzka skończyła się bardzo szybko: apteka faktycznie znajdowała się bardzo blisko. – Tak przy okazji, jestem Darcy. Bardzo miło było panią spotkać, mimo tych okoliczności, panno…?
Jeśli podała mu imię – czy nie podała – ukłonił się przed nią, nim się pożegnał i wszedł do apteki. Dopiero tam zaczął machać ręką i posykiwać, bardzo zirytowany bólem ręki i tym, że musi wydać parę sykli na porządną maść.
Musiał zadbać o więcej sławy i więcej pieniędzy, a wtedy powinno być łatwiej. Szczerze w to wierzył. I może nawet miał rację, choć na pewno nie w każdym przypadku.
- Wydawał się trochę brudny – przyznał z pewnym zaniepokojeniem, spoglądając na swoją pokrwawioną rękę. – Ależ skąd! To nie była pani wina, przecież i tak nie zostawiłbym dziecka w potrzebie – zapewnił. Szczerze i kłamliwie zarazem. Prawdopodobnie odszedłby, wyjaśniając sam sobie, że tak jest najrozsądniej. Ale skoro Stella chciała, by pomógł koty, szczerze w tej chwili wierzył, że zrobiłby to nawet, gdyby piękna blondynka nie stała w pobliżu. Lockhart był tym typem człowieka, który miał o sobie nieco mniejsze mniemanie niż by należało.
- Też tego nie rozumiem. Po co trzymać na przykład… hipogryfy? Trzeba je karmić, sprzątać po nich, a przecież nie są przydatne same w sobie. Ich pióra nie są aż tyle warte, aby hodowla była opłacalna. Osobiście wolę kolekcjonować książki, nie są niebezpieczne, służą za ozdobę, że nie wspomnę o tym, że daję rozrywkę lub pozwalają się czegoś nauczyć – mówił z wielkim zapałem. Niestety, przechadzka skończyła się bardzo szybko: apteka faktycznie znajdowała się bardzo blisko. – Tak przy okazji, jestem Darcy. Bardzo miło było panią spotkać, mimo tych okoliczności, panno…?
Jeśli podała mu imię – czy nie podała – ukłonił się przed nią, nim się pożegnał i wszedł do apteki. Dopiero tam zaczął machać ręką i posykiwać, bardzo zirytowany bólem ręki i tym, że musi wydać parę sykli na porządną maść.