Dzień święty wypadałoby święcić. Być może byli zabiegani, może mieli wiele naglących spraw, jednak Geraldine z Ambroise'm pojawili się na placu na ulicy Pokątnej. Można było wyczuć w powietrzu bardzo ciężki nastrój, czarodzieje oglądali się za siebie, jakby czekali na to, aż wokół zaczną fruwać zaklęcia, które mogły zrobić im krzywdę. Nie ma się co dziwić, w końcu niecałe dwa tygodnie temu stolica stanęła w ogniu. To i tak jakiś cud, że ludzie postanowili wystawić tu swoje stoiska, byli całkiem odważni, przecież nie wiadomo było, czego się można spodziewać.
Nie dało się nie zauważyć sporej ilości pracowników ministerstwa, aurorzy i brygadziści podążali między ludźmi, gotowi na to, by zareagować, jeśli coś poszłoby nie tak. Było to całkiem rozsądnym posunięciem, zważając na to, co ostatnio się wydarzyło, czy jeśli jednak faktycznie doszłoby do jakiejś niespodziewanej sytuacji, to byliby w stanie sobie z nią poradzić. Yaxley miała co do tego pewne wątpliwości.
Wsunęła rękę pod ramię Ambroise'a, tak właściwie to dawno nie uczestniczyli razem w podobnym wydarzeniu, kiedyś to było dla nich standardem, w ostatnim czasie... cóż, trochę sabatów ominęli, to znaczy ominęli je w swoim towarzystwie.
Czuła, że wreszcie wszystko zaczęło się układać, bo przecież jutro mieli wziąć ślub, co sugerowało, że każdy następny sabat spędzą razem. Niesamowite, a jeszcze z miesiąc temu wydawało jej się, że jej życie jest jednym, wielkim chaosem, jakże szybko można było wszystko poukładać.
- Czy potrzebujemy czegoś konkretnego? - Zapytała się Greengrassa, w sumie to nie miała pojęcia, co zamierza kupić, liczyła na to, że być może coś wpadnie jej w oczy. Pojawiła się tutaj głównie po to, by wesprzeć lokalnych przedsiębiorców, zdawała sobie sprawę, że wielu z nich straciło naprawdę sporo podczas pożarów, a że ona miała więcej szczęścia, nic takiego jej się nie przytrafiło, to mogła wspomóc tych bardziej potrzebujących. Nie był to może zbyt wielki gest, ale wiedziała, że niektórzy ludzie nie chcieli przyjmować jałmużny, więc zakupy na straganach wydawały jej się nie najgorszym pomysłem.
- Możemy kupić jakieś drobiazgi dla reszty, nie wiem, czy wszyscy zdążą się tutaj pojawić. - W końcu większość członków ich rodzin była zaangażowana w organizację ich ślubu, na pewno zrobi im się miło, jeśli pokażą, że o nich pamiętali. To nie było nic wielkiego, a jednak wiedziała, że mogło sprawić przyjemność.