28.10.2025, 01:51 ✶
Atreusowi niewątpliwie sprzyjały długie lata nadużycia alkoholu - nałóg wgryzł się na tyle w jego ciało, że boląca głowa wydawała się chyba czymś naturalnym, nie targając nim na tyle by odmówił sobie przyłożenia komuś pięścią w mordę. Dudnienie w skroniach powodowało jednak, że ograniczał całą wymianę agresji do minimum - dwa udane ciosy i pokazanie panu rolnikowi, kto tu jest górą, ewidentnie mu wystarczyło, chociaż może też zwyczajnie nie czuł potrzeby popisywania się w tym momencie przed kimkolwiek.
- Chodźmy - zgodził się z nią, ale słowo brzmiało twardo i bardziej jak ostrzeżenie w kierunku farmera, że jeśli ten da kolejny powód do bitki, to on bardzo chętnie jednak zmieni zdanie i na nowo spróbuje mu nabić rozumu do głowy. Na pogróżkach jednak się chyba miało skończyć, kiedy mężczyzna na nowo uniósł się gniewem, wygrażając psami i zezując wściekły na biedne świnie, najpewniej cały czas mieląc w głowie koncept, że te przestały się dzisiejszego dnia nadawać do czegokolwiek.
Cofnął się i wyciągnął do Brenny rękę, łapiąc ją za dłoń i ruszając zwyczajnie przed siebie - gdzie nie sięgnąć dookoła, panował tak zwany wypizdów, co mu się absolutnie nie podobało, ale nie mogli teraz po sobie pokazać, że nie wiedzą gdzie są. Znaczy on nie mógł, przed tym farmerem.
- Wiesz może w sumie, gdzie my jesteśmy? - zapytał jej, kiedy odeszli już jakiś kawałek, odwracając się jeszcze na moment i pokazując facetowi środkowy palec na pożegnanie.
- Chodźmy - zgodził się z nią, ale słowo brzmiało twardo i bardziej jak ostrzeżenie w kierunku farmera, że jeśli ten da kolejny powód do bitki, to on bardzo chętnie jednak zmieni zdanie i na nowo spróbuje mu nabić rozumu do głowy. Na pogróżkach jednak się chyba miało skończyć, kiedy mężczyzna na nowo uniósł się gniewem, wygrażając psami i zezując wściekły na biedne świnie, najpewniej cały czas mieląc w głowie koncept, że te przestały się dzisiejszego dnia nadawać do czegokolwiek.
Cofnął się i wyciągnął do Brenny rękę, łapiąc ją za dłoń i ruszając zwyczajnie przed siebie - gdzie nie sięgnąć dookoła, panował tak zwany wypizdów, co mu się absolutnie nie podobało, ale nie mogli teraz po sobie pokazać, że nie wiedzą gdzie są. Znaczy on nie mógł, przed tym farmerem.
- Wiesz może w sumie, gdzie my jesteśmy? - zapytał jej, kiedy odeszli już jakiś kawałek, odwracając się jeszcze na moment i pokazując facetowi środkowy palec na pożegnanie.