28.10.2025, 09:45 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.10.2025, 10:21 przez Brenna Longbottom.)
Ściemniło się już bardzo dawno: odtańczono pierwsze, drugie i dziesiąte tańce, zjedzono tort i wypito zdrowie państwa młodych bardzo, bardzo wiele razy. Brenna nie była pewna, która jest godzina, ale raczej bliżej pozostawało do ranka niż do północy – część gości, która nie zamierzała pozostawać na kolejny dzień, ulotniła się, paru spadło pod stoły i zostało dyskretnie odprowadzonych do pobliskich namiotów, inni udali się tam sami. Niektórzy wciąż jeszcze bawili się przy stołach choć nieco mniej żywiołowo niż wcześniej: teraz głównie prowadzono rozmowy albo popijano alkohol, jeśli jeszcze ktoś popijać go był w stanie.
Brenna akurat rozmawiała na uboczu z panną młodą, korzystając z tego, że po tylu godzinach miała ona trochę czasu dla kogoś, kto nie był z najbliższej rodziny, gdy dopadła je pani Yaxley, wyraźnie zirytowana. Otóż jeden z przyszywanych wujków Geraldine najwyraźniej spił się trochę za bardzo i postanowił, że koniecznie musi znaleźć złotego smoka. Nie byłoby to problemem gdyby po pierwsze, nie znikł wszystkim z oczu, po drugie, nie istniało pewne ryzyko, że jeśli nie zrobi sobie nawet w nim krzywdy po pijanemu, to spróbuje dotrzeć aż do Rowlów, po trzecie, że ojciec panny młodej koniecznie chciał go szukać, zaś Jennifer absolutnie nie zamierzała na to pozwolić, wszak on też wznosił toasty za szczęście córki aż nazbyt entuzjastycznie. Było też po czwarte: razem z nim znikła jedna z goszczących na weselu pań i lepiej było się upewnić, czy nie wybuchnie tu jakiś skandal towarzyski.
– Ger, nie możesz porządnie tropić w tej sukni, jeszcze ją zupełnie zrujnujesz – oświadczyła natychmiast Brenna, spoglądając na poły białej spódnicy, ciągnące się aż do ziemi, i oczyma wyobraźni już widziała, co się stanie, jeśli Geraldine zacznie w niej klękać na trawie, by zbadać jakiś ślad na ziemi albo wejdzie w krzaki, na których dostrzeże fragment ubrania. O nie, nie, nie, nie było o tym nawet mowy. Zresztą, w miarę jak noc gęstniała, Brenna stawała się niespokojna i cieszyła się, że może teraz czymś się zająć. Nadała krótki komunikat do Atreusa, siedzącego akurat z Millie, i dość szybko się zebrały.
Chwilę później nad brzegiem walijskiego jeziora, w którym ponoć mieszkały złośliwe kelpie, pojawiła się niewielka wyprawa ratowniczo – poszukiwawcza. Ślady w wilgotnej ziemi były dobrze widoczne, z początku więc nie musieli nawet specjalnie się starać, wędrując w świetle różdżek. A co do upewnienia się, że faktycznie trafili na właściwy trop… to też nie okazało się problemem…
– Mam nadzieję, że po prostu go zgubił – rzuciła głośniej Brenna, która wysforowała na przód, by podnieść charakterystyczny kapelusz z piórkiem, który dostrzegli, zanim zrobi to Geraldine, bo akurat ten leżał w nieco błotnistym miejscu, i panna młoda jeszcze ubrudziłaby sobie dół sukienki.
!Trauma Ognia
Brenna akurat rozmawiała na uboczu z panną młodą, korzystając z tego, że po tylu godzinach miała ona trochę czasu dla kogoś, kto nie był z najbliższej rodziny, gdy dopadła je pani Yaxley, wyraźnie zirytowana. Otóż jeden z przyszywanych wujków Geraldine najwyraźniej spił się trochę za bardzo i postanowił, że koniecznie musi znaleźć złotego smoka. Nie byłoby to problemem gdyby po pierwsze, nie znikł wszystkim z oczu, po drugie, nie istniało pewne ryzyko, że jeśli nie zrobi sobie nawet w nim krzywdy po pijanemu, to spróbuje dotrzeć aż do Rowlów, po trzecie, że ojciec panny młodej koniecznie chciał go szukać, zaś Jennifer absolutnie nie zamierzała na to pozwolić, wszak on też wznosił toasty za szczęście córki aż nazbyt entuzjastycznie. Było też po czwarte: razem z nim znikła jedna z goszczących na weselu pań i lepiej było się upewnić, czy nie wybuchnie tu jakiś skandal towarzyski.
– Ger, nie możesz porządnie tropić w tej sukni, jeszcze ją zupełnie zrujnujesz – oświadczyła natychmiast Brenna, spoglądając na poły białej spódnicy, ciągnące się aż do ziemi, i oczyma wyobraźni już widziała, co się stanie, jeśli Geraldine zacznie w niej klękać na trawie, by zbadać jakiś ślad na ziemi albo wejdzie w krzaki, na których dostrzeże fragment ubrania. O nie, nie, nie, nie było o tym nawet mowy. Zresztą, w miarę jak noc gęstniała, Brenna stawała się niespokojna i cieszyła się, że może teraz czymś się zająć. Nadała krótki komunikat do Atreusa, siedzącego akurat z Millie, i dość szybko się zebrały.
Chwilę później nad brzegiem walijskiego jeziora, w którym ponoć mieszkały złośliwe kelpie, pojawiła się niewielka wyprawa ratowniczo – poszukiwawcza. Ślady w wilgotnej ziemi były dobrze widoczne, z początku więc nie musieli nawet specjalnie się starać, wędrując w świetle różdżek. A co do upewnienia się, że faktycznie trafili na właściwy trop… to też nie okazało się problemem…
– Mam nadzieję, że po prostu go zgubił – rzuciła głośniej Brenna, która wysforowała na przód, by podnieść charakterystyczny kapelusz z piórkiem, który dostrzegli, zanim zrobi to Geraldine, bo akurat ten leżał w nieco błotnistym miejscu, i panna młoda jeszcze ubrudziłaby sobie dół sukienki.
!Trauma Ognia
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.