28.10.2025, 10:54 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.03.2026, 11:12 przez Król Likaon.)
adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic VII
Prowadzenie śledztw zazwyczaj było bardzo mozolną pracą. Stawało się taką jeszcze bardziej, kiedy musiałeś zrobić od tego bardzo długą przerwę – bo na przykład Londyn w międzyczasie spłonął i były rzeczy ważniejsze niż kradzieże, drobne napaści czy nawet, niestety przemoc domowa (co Brennę bardzo wkurzało, ale kiedy dom, w którym dochodziło do przemocy spłonął i próbowałeś znaleźć zaginione dzieci z tego domu, które umknęły przed ogniem… inne sprawy schodziły na dalszy plan).
Ale wrzesień powoli zamienił się w październik i…
– Mam nadzieję, że ten budynek nie zawali się nam na głowy – westchnęła Brenna, przypatrując się kamienicy na Horyzontalnej, którą miały przeszukać. W gruncie rzeczy nakaz dostali dziewiątego września pod wieczór i mieli tam wkroczyć dziesiątego, ale, z przyczyn oczywistych, okazało się to niemożliwe. Do kamienicy, położonej blisko wyjścia na Nokturn – jej okna z drugiej strony wychodziły na tamtą ulicę – nie mógł wejść potem nikt, bo jej ostatnie piętro spłonęło, a lokatorzy… znikli. Może zginęli, może uciekli, może stało się coś jeszcze innego.
Niby od tamtej pory odpowiednie służby upewniły się, że budynek nie runie, ale Brenna i tak spoglądała na niego nieco podejrzliwie, jakby spodziewała się, że zaraz rozlegnie się huk albo na ścianach pojawią się nowe pęknięcia. Inna sprawa, że lepiej, aby stało się to teraz niż gdy wejdą do środka. Nie łudziła się, że wiele znajdą, jeśli było tam coś podejrzanego, pewnie ukradkiem usunięto to, gdy wciąż wszędzie leżały popioły Spalonej Nocy, ale sprawdzić musiały.
Jej wzrok przesunął się potem w dół aż zatrzymał się na grupce dzieciaków, siedzących pod ścianą na kocu, na którym wyłożono różności. Niby nic nadzwyczajnego: Brenna jednak zmarszczyła brwi, bo po pierwsze, w magicznym Londynie po pożarach ludzie zrobili się ostrożni i mało kto puszczał dzieciaki samopas, po drugie, tak na oko, to nie były dziesięciolatki, a raczej chłopcy w przedziale wieku dwanaście – piętnaście lat.
Jeśli to nie była grupka charłaków, to zdecydowanie powinni teraz być w szkole, nie na środku magicznego Londynu.
– Czy oni na tym kocu mają różdżki? – mruknęła cicho do Heather, zanim skierowała się nie w stronę wejścia do budynki, a ku dzieciakom.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Spoiler