28.10.2025, 16:41 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.10.2025, 08:03 przez Brenna Longbottom.)
Odetchnęła z pewną ulgą, gdy farmer nie postanowił szarżować ponownie z grabiami, a Atreus zgodził się po prostu sobie pójść. Przeszła przez to ogrodzenie - nieco mniej zgrabnie niż on, z uwagi na sukienkę - i ujęła wyciągniętą w jej stronę rękę. Bez protestów ruszyła w stronę, którą wybrał, bo po prawdzie każdy kierunek był teraz równie dobry albo równie zły.
– Uch, chyba nic nigdy mnie tak nie zniechęciło do jedzenia mięsa... Przynajmniej tym razem nie padało nam na głowy – stwierdziła, próbując szukać jakichś dobrych stron tej trochę dziwnej sytuacji, chociaż można było się sprzeczać, co było gorsze. Przemarznięcie w zrujnowanym, nawiedzonym domu w letnią, burzową noc, czy obudzenie się w chlewie w pobliżu świń, na kacu, w porze roku, gdy temperatury już nie rozpieszczały ludzi po zmierzchu. Marzyła jednocześnie o zimnej wodzie i ciepłej herbacie, i na pewno nie pogardziłaby jakimiś eliksirami łagodzącymi ból głowy. – Nie mam pojęcia. Pamiętasz w ogóle, jak tu trafiliśmy? Bo mam wrażenie, że albo musiało nam wpaść do głów coś bardzo, bardzo głupiego, albo ktoś zrobił nam jakiś żart…
Na przykład podsunął nielegalny świstoklik, albo teleportował ich tutaj i zostawił. Chociaż „coś bardzo, bardzo głupiego”, co przyszło im do głów po alkoholu wydawało się Brennie naprawdę prawdopodobną opcją. Teleportowali się tutaj? Zaczęli spacerować po Snowdanii aż zawędrowali w okolicę mugolskich gospodarstw…?
– Zdaje mi się, że to wygląda bardziej na Anglię niż Walię… – dodała, trochę niepewnie, spoglądając ku rosnącym w pobliżu drzewom i na okoliczne wzgórza: trochę różniły się od tego, co zapamiętała z wesela. To znaczy tych fragmentów wesela, który nie zatarły się w jej pamięci. Dlaczego tyle wypiła? Co w ogóle wypiła...? Próbowała się skupić i jakieś fragmenty wczorajszego wieczora zaczęły powoli wypływać w odmętów niepamięci, – Ryzykujemy z teleportacją? – spytała, oglądając się przez ramię, by upewnić się, że budynki przysłaniały już widok i mugol nie będzie mógł zobaczyć, jeśli nagle znikną.
Oby nie zostawili po sobie żadnej pamiątki.
– Uch, chyba nic nigdy mnie tak nie zniechęciło do jedzenia mięsa... Przynajmniej tym razem nie padało nam na głowy – stwierdziła, próbując szukać jakichś dobrych stron tej trochę dziwnej sytuacji, chociaż można było się sprzeczać, co było gorsze. Przemarznięcie w zrujnowanym, nawiedzonym domu w letnią, burzową noc, czy obudzenie się w chlewie w pobliżu świń, na kacu, w porze roku, gdy temperatury już nie rozpieszczały ludzi po zmierzchu. Marzyła jednocześnie o zimnej wodzie i ciepłej herbacie, i na pewno nie pogardziłaby jakimiś eliksirami łagodzącymi ból głowy. – Nie mam pojęcia. Pamiętasz w ogóle, jak tu trafiliśmy? Bo mam wrażenie, że albo musiało nam wpaść do głów coś bardzo, bardzo głupiego, albo ktoś zrobił nam jakiś żart…
Na przykład podsunął nielegalny świstoklik, albo teleportował ich tutaj i zostawił. Chociaż „coś bardzo, bardzo głupiego”, co przyszło im do głów po alkoholu wydawało się Brennie naprawdę prawdopodobną opcją. Teleportowali się tutaj? Zaczęli spacerować po Snowdanii aż zawędrowali w okolicę mugolskich gospodarstw…?
– Zdaje mi się, że to wygląda bardziej na Anglię niż Walię… – dodała, trochę niepewnie, spoglądając ku rosnącym w pobliżu drzewom i na okoliczne wzgórza: trochę różniły się od tego, co zapamiętała z wesela. To znaczy tych fragmentów wesela, który nie zatarły się w jej pamięci. Dlaczego tyle wypiła? Co w ogóle wypiła...? Próbowała się skupić i jakieś fragmenty wczorajszego wieczora zaczęły powoli wypływać w odmętów niepamięci, – Ryzykujemy z teleportacją? – spytała, oglądając się przez ramię, by upewnić się, że budynki przysłaniały już widok i mugol nie będzie mógł zobaczyć, jeśli nagle znikną.
Oby nie zostawili po sobie żadnej pamiątki.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.