28.10.2025, 16:57 ✶
– Siedzenie pod ziemią podczas magicznego tornada chyba faktycznie trudno przebić – przyznała Brenna, uśmiechając się lekko, chociaż miała zamiar bardzo ostrożnie sprawdzać wszystkie podłogi i schody, kiedy wejdą już do środka. – Bardzo dobrze – odparła, ani na jotę nie zmieniając wyrazu twarzy. Może nie zrozumiała pytania Heather, może tak naprawdę niewiele ją to obchodziło teraz, kiedy świat, który znali, ginął w ogniu i popiołach, a może po prostu nie zamierzała przyznawać, co rzeczywiście myśli.
Wood już z daleka mogła dostrzec, że na „stoisku” leżały różności: jakaś torebka, posążek, stara książka, portfel. I faktycznie, były tam przynajmniej dwie różdżki, chyba najdziwniejsze w rękach dzieciaków, bo jednak zazwyczaj czarodzieje nie pozbywali się ich, a gdy jakąś kupowali, to w jednym z zakładów.
Brenna powoli ruszyła w tamtą stronę.
– Cześć, chłopcy – przywitała się, spoglądając na wyłożone przez młodocianych handlarzy towary. Był to absolutny misz – masz, rzeczy wyglądające na prawie nowe i takie, które miały już swoje lata. – Pomagacie rodzicom?
– Sprzedajemy stare rzeczy. Już niepotrzebne w domu – oświadczył jeden z nich, zerkając na kobiety z mieszaniną podejrzliwości, ale i nadziei, że może dokonają jakiegoś zakupu. – Zbieramy na słodycze w Miodowym Królestwie.
– Chwalebny cel – przytaknęła Brenna, przykucając, bo jej wzrok przyciągnęła jedna z różdżek, która ani trochę nie wyglądała na „niepotrzebną”. Ani nawet na taką, na jaką mógłby sobie pozwolić ktoś, kto musiał wyprzedawać starocie, bo musiała zostać wyrzeźbiona na zamówienie. I do głowy jej przyszło, że być może w niektórych kamienicach takich jak ta zostało sporo rzeczy, porzuconych przez właścicieli… ale różdżka? – Ile za to?
Heather? Popatrz na te pozostałe przedmioty – poprosiła Brenna rudą za pomocą fal, sama niby to skupiona na zakupie. Wcisnęła nawet dłoń do kieszeni, by wyjąć sakiewkę. Wood mogła zauważyć, że różdżek na stoisku było więcej, w różnym stanie, i że w gruncie rzeczy to chyba jednak wątpliwe, aby ktoś trzymał ich tyle w domu, by pewnego dnia się ich pozbyć.
Wood już z daleka mogła dostrzec, że na „stoisku” leżały różności: jakaś torebka, posążek, stara książka, portfel. I faktycznie, były tam przynajmniej dwie różdżki, chyba najdziwniejsze w rękach dzieciaków, bo jednak zazwyczaj czarodzieje nie pozbywali się ich, a gdy jakąś kupowali, to w jednym z zakładów.
Brenna powoli ruszyła w tamtą stronę.
– Cześć, chłopcy – przywitała się, spoglądając na wyłożone przez młodocianych handlarzy towary. Był to absolutny misz – masz, rzeczy wyglądające na prawie nowe i takie, które miały już swoje lata. – Pomagacie rodzicom?
– Sprzedajemy stare rzeczy. Już niepotrzebne w domu – oświadczył jeden z nich, zerkając na kobiety z mieszaniną podejrzliwości, ale i nadziei, że może dokonają jakiegoś zakupu. – Zbieramy na słodycze w Miodowym Królestwie.
– Chwalebny cel – przytaknęła Brenna, przykucając, bo jej wzrok przyciągnęła jedna z różdżek, która ani trochę nie wyglądała na „niepotrzebną”. Ani nawet na taką, na jaką mógłby sobie pozwolić ktoś, kto musiał wyprzedawać starocie, bo musiała zostać wyrzeźbiona na zamówienie. I do głowy jej przyszło, że być może w niektórych kamienicach takich jak ta zostało sporo rzeczy, porzuconych przez właścicieli… ale różdżka? – Ile za to?
Heather? Popatrz na te pozostałe przedmioty – poprosiła Brenna rudą za pomocą fal, sama niby to skupiona na zakupie. Wcisnęła nawet dłoń do kieszeni, by wyjąć sakiewkę. Wood mogła zauważyć, że różdżek na stoisku było więcej, w różnym stanie, i że w gruncie rzeczy to chyba jednak wątpliwe, aby ktoś trzymał ich tyle w domu, by pewnego dnia się ich pozbyć.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.